Publicystyka

Jan Lityński: Gołosłowne oskarżenia

Jan Lityński
Fotorzepa/Robert Gardziński
Dawna opozycjonistka zdaje się ulegać komunistycznej propagandzie przedstawiającej inicjatorów Marca jako rozwydrzone grupki obce Polsce.

Irena Lasota – ona odczytywała wtedy rezolucję na Uniwersytecie Warszawskim na wiecu. „Świetna, bystra, inteligentna osoba. Wspaniale się zachowywała podczas śledztwa i była jednym z najważniejszych i najtrudniejszych dla prokuratury świadków obrony”.

Tak w filmie Marii Zmarz-Koczanowicz „Zwyczajny Marzec” komentuje Adam Michnik pojawienie się ubeckiego nagrania ukazującego Irenę Lasotę podczas zeznań w marcu roku 1968. Film jest z roku 2008 i jeżeli zajrzymy do licznych wypowiedzi Ireny Lasoty z tego okresu, także wcześniejszych i późniejszych, to zawsze się tam pojawia Adam Michnik jako czarny charakter, człowiek niszczący niepodporządkowanych, zamknięty w swoim środowisku totalitarysta itd., itp. Przepaść między tym, co mówi Lasota o Michniku, a tym, co Michnik o Lasocie, bije w oczy.

Niezrozumiałe złośliwości

Jakie było zachowanie Ireny Lasoty podczas śledztwa, ona sama wie. Nieprzypadkowo o tym nie wspomina. Piszę to z przykrością. Uważam bowiem, że po Marcu ’68 udało się nam w ogromnej większości zachować przyjaźnie, niezależnie od tego, że niektórzy z nas nie wytrzymali śledztwa, ulegli lejącemu się rynsztokowi komunistycznej propagandy. To wspólne poczucie solidarności pozwoliło nam budować przyszłe działania. Żal, że Irena tego nie rozumie. Żal też, że zerwała wszelkie stare kontakty. Pozwala zaś sobie na złośliwości trudne do zrozumienia, jak chociażby wzmianka o Sewku Blumsztajnie.

Przepaść między tym, co mówi Lasota o Michniku, a tym, co Michnik o Lasocie, bije w oczy

Słusznie pisze Irena Lasota, że nie bywała u Michnika. Zanim bowiem Michnik wyszedł z więzienia, ona wyjechała z Polski. Jednak przed Marcem ’68 i owszem, bywała. Podobnie jak u mnie, u Jacka Kuronia, Karola Modzelewskiego.

Każdy wybiera swój los i trudno mieć pretensje do kogoś, kto uznał, że zrealizuje się na emigracji, zamiast oczekiwać rewizji, zatrzymań, więzienia będących udziałem tych, którzy kraju nie opuścili. Warto jednak pamiętać, że wiele spośród osób, które wybrały emigrację, wspomagało opozycję demokratyczną, a następnie „Solidarność” i solidarnościowe podziemie. Irena do nich należała. Niezrozumiałe jednak dla mnie jest to, że jej ważne skądinąd działania znaczone są konfliktami i często gołosłownymi oskarżeniami w stosunku do innych ludzi organizujących pomoc.

Lasota przedstawia się jako zwolenniczka otwarcia na inne środowiska – w przeciwieństwie do elitarnego Michnika. Nie wiem, na czym miałoby polegać otwieranie się Ireny, Adam zaś był dwukrotnie skazany dyscyplinarnie na zawieszenie w prawach studenta. I nie za to, że się zamykał w elitarnych kręgach. Prawda jest taka, że cała nasza działalność nastawiona była na rozszerzenie kręgu osób zaangażowanych w działanie przeciwko władzy, czego wynikiem stał się bunt studencki w marcu. Dowodzą tego opracowania Jerzego Eislera, Andrzeja Friszkego, Piotra Osęki.

Bałamutne stwierdzenie

Zorganizowaliśmy dwie zbiórki podpisów. Pod protestem w sprawie dyscyplinarki Adama Michnika w 1965 roku podpisało się ponad 1000 studentów i ponad 100 pracowników UW, a przeciwko zdjęciu „Dziadów” w styczniu 1968 roku – ponad 3000 studentów z Warszawy oraz kilkuset studentów z Wrocławia. Jak na ludzi zamykających się we własnym kręgu, to trzeba powiedzieć, że krąg ten był dość obszerny.

Stwierdzenie Lasoty, jakoby „Eisler, ku rozpaczy komandosów, utopił ich protest w morzu wydarzeń”, jest bałamutne. W listopadzie 2007 roku w „Dzienniku Polska–Europa–Świat” ukazał się mój tekst, w którym bronię książki Jerzego Eislera przed ostrą krytyką innego emigranta. Pisałem tam też, iż „żałuję, że brak w jego książce wzmianki chociażby o inicjatorze ruchu studenckiego w akademiku na ul. Kickiego w Warszawie Macieju Czechowskim, którego rolę przejął później Józef Dajczgewand. W marcowych przygotowaniach istotną rolę odegrała też grupa Piotra Żebrunia z Marianem Dąbrowskim i Andrzejem Polowczykiem. Brakuje mi też opisu wyroków na studentów łódzkich (Jerzy Szczęsny, Brunon Kapala, Andrzej Makarewicz) i wrocławskich (Wacław Jakucki, Władysław Sidorowicz i Katarzyna Surmacz). Eisler opisuje ich działania strajkowe, więc brak informacji o ich procesie to jakby niepostawienie kropki nad i. Brakuje mi więc listy anonimowych dotychczas osób skazanych za Marzec. W więzieniu w Strzelcach Opolskich spotykałem takich ludzi jak szeregowego ze Szczecina, który za udział w wiecu studenckim dostał kilkanaście miesięcy więzienia, czy inżyniera z Katowic (zresztą członka PZPR), który za krótki list do przyjaciela w Wiedniu został skazany na rok”.

Inny podział

Nie widać więc tam mojej rozpaczy, wręcz przeciwnie. Jeżeli nasz bunt marcowy osiągnął sukces, to przede wszystkim dlatego, że Marzec ’68 dla wielu był etapem w dalszych działaniach – ruchu KOR-owskim, „Solidarności” i podziemiu. Irena Lasota stwierdza, że „jeszcze w 1969 roku przed wyjazdami zaczęły się kreować podziały na tych wiernych lewicy i tych, którzy, jak ja, stają się antykomunistami”. Otóż nie zaczęły, podziały przebiegały zupełnie inaczej. Nieprzypadkowo jednak Irena Lasota mówi o Marcu jako partyjnej prowokacji. To teza niepotwierdzona zarówno w świetle badań, jak i zdrowego rozsądku. Jednak w roku 1969 była dość popularna. Rodziła poczucie wykorzystania i bezradności. Być może to właśnie pchnęło Lasotę do wyjazdu.

Ja zawsze miałem wrażenie, że podział był raczej na tych, którzy uznali, że wszystko przepadło, i na tych, którzy zaczęli budować nowe kontakty i przyjaźnie. Między innymi z osobami ze środowisk katolickich, wśród ludzi kultury. Powstało środowisko, które obejmowało kluby inteligencji katolickiej, ludzi z poetyckiej Nowej Fali, teatrów i kabaretów studenckich, filmowców, uczestników organizacji „Ruch”. Było to środowisko pluralistyczne, przekraczające dawne różnice. Z tamtego czasu pochodzą moje przyjaźnie ze Stefanem Niesiołowskim, Andrzejem Czumą i wieloma innymi. Owszem, była rywalizacja, były spory. Jednak siedzieliśmy w tych samych aresztach, zatrzymywała nas ta sama bezpieka, wyrzucano z pracy na rozkaz tych samych partyjnych mocodawców. Potem był KOR, ROPCiO, SKS-y. Dla części emigrantów zaś polski świat skończył się w momencie wyjazdu. I zastygł.

Nie wiem więc, na czym polegało to, że Lasota, w przeciwieństwie do Michnika, była „zwolenniczką otwarcia na inne środowiska”. Może w Nowym Jorku i Paryżu, bo nie w Polsce.

Jest charakterystyczne, co potwierdzają badania między innymi prowadzone pod kierownictwem Alaina Touraine’a, że w „Solidarności” odnajdywali się ludzie Marca i odgrywali tam istotną rolę, prezentując najbardziej otwartą postawę.

Irena Lasota powołuje się na opracowanie bliskiego jej Jakuba Karpińskiego. To nieco niesłusznie dziś zapomniany socjolog i eseista, także więzień polityczny, autor znakomitej analizy gazetowego języka Marca ’68 „Mówi Warszawa”. Jednak opracowanie „Krótkie spięcie” nie wydaje mi się wybitnym jego dziełem. Tak się niestety dzieje, gdy się pisze historię pod z góry założoną tezę – wyobcowane elity i dobry naród. Rzeczywistość była dużo bardziej złożona.

Na pomysł, aby opowiedzieć na insynuacje Ireny, moja przyjaciółka, która sama przesiedziała kilka miesięcy w bardzo trudnych warunkach, napisała: „Spojrzeć z perspektywy, sprawa jest nikła. Wszędzie na świecie są studenci, student z definicji się buntuje, straty były niewielkie, rozpieprzyli co nieco, ale co to jest w porównaniu z taką Rwandą, także wysyłka Żydów w porównaniu z tym, co świat praktykuje wobec wyrzutków, była miękka, porównać z trzema milionami Syryjczyków pod namiotami na pustyni, nie ma w ogóle o czym mówić… co poradzisz, nie odpowiada się pieniaczom”.

Monopol na patriotyzm

W pewnym sensie podzielam jej opinię. Jednak po pierwsze – Marzec ’68 stanowił istotną cezurę na drodze do wolności. Marcowe hasło „Prasa kłamie” było zarówno opisem rzeczywistości, jak i egzystencjalnym odkryciem, że prawda winna obowiązywać także w życiu publicznym. I w tym sensie Marzec jest wydarzeniem ważnym.

Po drugie – insynuacja powtarzana wiele razy wchodzi do publicznego obiegu. To, co mówi Irena Lasota, zdaje się mieć swe źródło w zaczadzeniu komunistyczną propagandą, która przedstawiała inicjatorów Marca jako rozwydrzone grupki obce studenckiej rzeszy i Polsce. Dziś te tezy są powtarzane przez ludzi, podobnie jak komuniści, roszczących sobie prawo do monopolu na patriotyzm, prawdę i odwagę. Ta ostatnia niestety staniała.

Autor jest doradcą prezydenta RP do spraw kontaktów z partiami i środowiskami politycznymi. W okresie PRL działał w opozycji. W latach 1989–2001 sprawował mandat posła, był członkiem ROAD, UD, UW i PD

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL