Rzecz o prawie

Waldemar Żurek o nowelizacji prawa o ustroju sądów powszechnych

Fotorzepa, Michał Walczak
Kiedy słyszę, że sprzeciw sędziów wobec nowelizacji prawa o ustroju sądów powszechnych opiera się na jej wybiórczej i powierzchownej interpretacji, zaczynam się bać.

Rz: Najnowsza nowela ustawy – Prawo o ustroju sądów powszechnych budzi ogromne emocje. KRS też jest jej przeciwna. W ostatnim wywiadzie Wojciech Hajduk, wiceminister sprawiedliwości, uspokajał sędziów i obywateli, że ten cały bunt i krytyka wynikają z nieznajomości rzeczy. Czuje się pan uspokojony? Minister sprawiedliwości będzie wkrótce jak Wielki Brat?

Waldemar Żurek, sędzia, rzecznik Krajowej Rady Sądownictwa: Na pewno taka ustawa da mu taką możliwość. I nie jest to moja odosobniona opinia, lecz większości prawników. Tylko przedstawiciele Ministerstwa Sprawiedliwości twierdzą, że jest inaczej. Mamy opinię Biura Legislacyjnego Kancelarii Senatu i tam wyraźny jest zarzut możliwości naruszenia zasady trójpodziału władzy odwołujący się wyraźnie do ostatniego orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego. Mówi się wprost, że nowe uprawnienia ministra sprawiedliwości mogą być odczytane jako akceptacja wkraczania władzy wykonawczej w sferę zarezerwowaną dla władzy sądowniczej. Mamy opinię generalnego inspektora ochrony danych osobowych, który też ma jednoznaczne wątpliwości. Nie wspominając o tym, że organ odpowiedzialny za ochronę danych osobowych zgłaszał swoje uwagi w trakcie procesu legislacyjnego i podkreślał, że część ważnych zapisów nie była z nim konsultowana mimo ustawowego obowiązku.

Skoro jednak minister sprawiedliwości twierdzi, że wszystko jest w zgodzie z konstytucją, to może warto mu uwierzyć?

Wątpliwości konstytucyjne to jedno. Mocny zarzut to także brak konsultacji stale zmienianego projektu. KRS dostała do zaopiniowania projekt w wersji A, w trakcie prac w Sejmie pojawia się jego wersja B z istotnymi zmianami, a MS uważa, że raz opiniowany już był i to powinno radzie wystarczyć. Jednoznacznie krytyczne uwagi ma także Helsińska Fundacja Praw Człowieka apelująca do prezydenta, by skierował ustawę do Trybunału Konstytucyjnego przed jej podpisaniem. Wątpliwości jednoznacznie wyrażają także przedstawiciele nauki. No i mamy wreszcie prezydenta, któremu trudno zarzucić, że jest związany z Radą. I też ma wątpliwości, bo pyta Radę o opinię, jak nigdy wcześniej.

Ale minister sprawiedliwości uparcie przekonuje, że uprawnienia, jakie dostaje minister, są mu potrzebne do wykonywania ustawowych zadań, a sędziowie się burzą, bo nie wiedzą do końca, jak system zadziała...

Kiedy słyszę, że sprzeciw sędziów opiera się na wybiórczej i powierzchownej interpretacji przepisów, to zaczynam się bać. Jeśli po tylu przedstawionych wątpliwościach najwybitniejszych autorytetów wiceminister sprawiedliwości uważa, że to opinie powierzchowne, zastanawiam się, czy jest coś, co go przekona. Wygląda na to, że wszyscy się mylą, tylko MS ma monopol na rację. Wyraźnie wskazaliśmy w swoim stanowisku, że ten dostęp do akt nie zawiera uściślonych przesłanek, kiedy, z jakiego powodu minister może żądać akt. Czyli będzie mógł żądać zawsze, kiedy zechce. Zgodność z konstytucją takiego rozwiązania budzi uzasadnione wątpliwości.

Dlaczego tak trudno uwierzyć, że minister sprawiedliwości ma czyste intencje i nie będzie grzebał nikomu w aktach i prywatnych sprawach, bo nie ma możliwości technicznych?

Każdy przeciętny informatyk potwierdza, że jeśli ktoś jest administratorem danych i ma możliwość ich przetwarzania bez zgody i wiedzy osób, których dotyczą, to może mieć wgląd w każde dane. Nie trzeba tworzyć wtyczki, o której mówi wiceminister Hajduk. Nie wspominając już o tym, że sprawny informatyk obejdzie system i nikt się nie dowie, że ktoś z niego korzystał. Nie przekonują mnie argumenty, że minister dostanie akta za pośrednictwem prezesa, którego przecież sam wskazał na to stanowisko. Jeden minister się zwróci, a inny sięgnie po nie sam, bo na to pozwoli mu obecna ustawa. Ale nawet jeśli się zwróci, to prezes i tak pozostanie ślepym wykonawcą poleceń ministra sprawiedliwości, bo akta przekazać musi zawsze. Bo ustawa nie precyzuje kiedy. Jeśli minister ma czyste intencje, to niech zapisze w ustawie, że chce mieć prawo wglądu do akt w konkretnych kategoriach zagadnień. Ale musi to zostać wyraźnie zapisane, że w tych tylko sprawach. I niech określi jasną procedurę sięgania po te akta. Jak wskazał jeden z profesorów prawa konstytucyjnego, bardzo krytykując te zapisy: obywatel przychodzi do sądu, a nie do rządu. Gdy idziemy do sądu, to nie chcemy, żeby o naszej sprawie mógł łatwo dowiedzieć się polityk. Przed sądem mówi się więcej niż na spowiedzi. W aktach jest wszystko o życiu prywatnym, zdrowiu, nałogach, przekonaniach. Ja mogę szanować obecnego ministra, ale prawo tworzymy dla najbardziej wścibskiego. Jeśli dajemy taką możliwość, to musimy się liczyć z tym, że ktoś kiedyś z niej skorzysta. Jeśli strony będą wiedziały, że minister może zajrzeć do systemu elektronicznych repertoriów, czyli spisów spraw toczących się w każdym sądzie, a potem do elektronicznego protokołu, to niewątpliwie taka osoba może nabrać wątpliwości, czy taki sąd jest niezawisły.

A przecież mamy już w sądach elektroniczny protokół, czyli nagrane wszystko, co mówią biegli, strony, świadkowie. Już wtedy gdy wszedł system elektronicznej księgi wieczystej zawierający znacznie mniej wrażliwych danych, fachowcy uznali, że dostęp do tych danych jest i tak zbyt szeroki. Generalny inspektor ochrony danych osobowych wskazywał, że należy rozważyć ograniczenie zakresu informacji, bo jawność w świecie papierowym wygląda inaczej niż w świecie cyfrowym.

A argumenty, że minister odpowiada za sprawność postępowania i musi mieć szansę ją badać, pana też nie przekonują?

Absolutnie. Już dziś minister ma cały pakiet informacji, kto, jak, gdzie pracuje. Ma też możliwość pełnej informacji na każdy temat. Nie przez przypadek przyznaje się mu nadzór zewnętrzny, co oznacza nie bezpośredni, tylko pośredni, przez prezesów. I tylko w określonych kwestiach. Jeśli to mu nie wystarczy, może wysłać na miejsce sędziego wizytatora i ten sporządzi mu konkretny raport. I cały czas mało...

Nowela usp to nie jest pomysł obecnego ministra...

Wiem. On niefortunnie wszedł w buty swoich poprzedników. Ale odpowiada za to, co jest tu i teraz. Już kiedyś, kiedy MS miało dostęp do akt w formie papierowej, bywało, że w resorcie przetrzymywano ok. 2 tys. akt jednocześnie. To właśnie świadczyło o skali ciekawości urzędujących ministrów czy też ich urzędników. Dziś strona wie, że jeśli coś wypłynie z akt sprawy, to wypłynęło z sądu. A jeśli minister sprawiedliwości będzie miał też dostęp, to sąd będzie zwalał na ministra, a minister na sądy. Te akta to akta sądu, a nie ministra.

Sprawa noweli usp dzieli sędziów i ministra nie tylko w kwestii przepisów. Ostro ostatnio było po uchwale KRS w sprawie nowelizowanych przepisów... KRS uchwałę podjęła i zamieściła na stronie, chwilę potem na stronie MS pojawiła się informacja o zdaniu odrębnym do uchwały. Na ripostę KRS nie trzeba było długo czekać...

To niedobra sytuacja. Moja reakcja był stanowcza, ale sytuacja tego wymagała. To, co napisano w informacji MS, jest nieprawdą. Bardzo rzadko uchwała jest jednomyślna. KRS to konstytucyjny organ kolegialny składający się z przedstawicieli różnych władz. Ale nie możemy mówić o zdaniach odrębnych, bo nic o tym nie mówią przepisy prawa. I nigdy nie było takiej praktyki, bo nie ma do niej podstaw. Nikt nie wie z komunikatu na stronie, co to za zdanie odrębne, kto je zgłosił czy podpisał. A cała informacja podpisana jest: Biuro Informacji MS. Dlatego pytam, kto to napisał? A na dodatek pismo to zaczyna się od wskazania, że jest publikowane w związku z niepełną informacją Krajowej Rady Sądownictwa. Czekam, kiedy ten dziwny twór zniknie ze strony Ministerstwa.

—rozmawiała Agata Łukaszewicz

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL