Piłka nożna

Real i Porto pierwszymi ćwierćfinalistami

AFP
Obrońcy trofeum awansowali z trudem, przegrywając 3:4 w rewanżu z Schalke w Madrycie. FC Porto rozbiło u siebie FC Basel 4:0.

– Nie zmienimy naszej tożsamości – zapowiadał Carlo Ancelotti, krytykowany za uporczywe trzymanie się swojej taktyki. Zwycięstwo w rewanżu nad Schalke miało dać trenerowi kilka dni spokoju i poprawić nastroje przed przyszłotygodniowymi Gran Derbi. Ale ani wygranej, ani oczekiwanego wyrównania rekordu przez Ikera Casillasa (51 meczów w LM bez puszczonego gola – tyle ma Edwin van der Sar) kibice nie zobaczyli. Były tylko głośne gwizdy po ostatnim gwizdku sędziego i wypisana na twarzy Cristiano Ronaldo, gaszącego dwukrotnie pożar po bramkach Schalke na 1:0 i 2:0, bezradność połączona z ulgą. Najlepszy komentarz do występu gwiazd z Santiago Bernabeu.

Kryzys Realu okazał się głębszy, niż przypuszczano. Śmiało można zaryzykować stwierdzenie, że gdyby we wtorek Królewskim przyszło walczyć o awans z Bayernem czy Chelsea, w Lidze Mistrzów już by ich nie było. Schalke trzeba pochwalić za odwagę. To już nie jest ten sam zespół, który rok temu w dwumeczu z Realem stracił dziewięć goli. Praca Roberto Di Matteo przynosi efekty. Do sprawienia niespodzianki zabrakło być może kilku, kilkunastu minut.

Dla Realu ćwierćfinał to chleb powszedni, gra w nim regularnie od pięciu sezonów. Porto w czołowej ósemce jest po 11 latach przerwy. Tamten awans, pod wodzą Jose Mourinho, był tylko przystankiem w drodze po końcowy triumf. Jak daleko dotrą Smoki teraz? We wtorek nie pozostawiły Basel złudzeń, kto jest lepszy. Wygrały 4:0 po pięknych bramkach (Yacine Brahimi, Hector Herrera, Casemiro, Vincent Aboubakar). Bez swojego najlepszego strzelca, kontuzjowanego Jacksona Martineza i bez zastępującego go w roli kapitana Danilo, którego po 20 minutach zabrała ze stadionu karetka (niefortunne zderzenie ze swoim bramkarzem).

Źródło: rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL