fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Banki

Cel podstawowy: niska inflacja

Większość banków centralnych ma obowiązek utrzymywania inflacji na określonym poziomie. Mimo to, mają pewną elastyczność w realizacji tego celu.
Bloomberg
Dbanie o stabilność cen pozwala na pewną elastyczność.

Pierwszym lekarstwem dla źle zarządzanego państwa jest inflacja, drugim zaś wojna. Oba rozwiązania przynoszą chwilową poprawę koniunktury, oba prowadzą do trwałej ruiny – pisał Ernest Hemingway.

Właśnie dlatego, że inflacja jest niebezpieczna, ale jednocześnie z kilku powodów kusząca dla rządów, większość współczesnych banków centralnych ma za zadanie trzymać ją w ryzach. Większość jest też niezależna od rządów. Podobnie jest w przypadku Narodowego Banku Polskiego.

Odchylenia są dopuszczalne

W Konstytucji RP zapisano, że NBP odpowiada za wartość polskiego pieniądza. Podobne sformułowanie tej samej misji znajduje się w ustawie o NBP, w myśl której podstawowym celem tej instytucji jest utrzymanie stabilnego poziomu cen. Inflacja, czyli wzrost cen towarów i usług, to bowiem nic innego jak utrata wartości pieniądza. I odwrotnie, deflacja, czyli spadek poziomu cen, jest tożsamy ze wzrostem wartości pieniądza.

Teoretycznie to ostatnie zjawisko mogłoby się wydawać pożądane. Gdy ceny w gospodarce spadają, konsumenci stają się bogatsi nawet przy niezmienionych zarobkach. Mimo to banki centralne starają się do deflacji nie dopuszczać, a jeśli wystąpi, próbują ją zwalczać.

W pewnych okolicznościach spadek cen może się przerodzić w spiralę deflacyjną: dzieje się tak, gdy w oczekiwaniu na niższe ceny konsumenci odkładają niektóre zakupy na przyszłość, co prowadzi do tym głębszego spadku cen. To zmusza firmy do oszczędności, w tym zwolnień pracowników, co ponownie zmniejsza popyt w gospodarce i pogłębia deflację.

Ale zmiany poziomu cen w gospodarce trudno jest precyzyjnie mierzyć, a tym bardziej kontrolować. Dlatego aby ustrzec się przed niebezpieczeństwami związanymi ze spadkiem cen, większość banków centralnych stara się utrzymywać ich lekki wzrost. Przemawia za tym również to, że ludzie niechętnie godzą się na obniżki płac, nawet gdy są one konieczne do zachowania ich miejsc pracy. W warunkach inflacji pracodawcy mogą w razie potrzeby przeprowadzić bezbolesne cięcia pensji: wystarczy, że wstrzymają się od podwyżek, aby ich realna wartość spadła. W ten sposób umiarkowana inflacja oliwi tryby rynku pracy.

Większość banków centralnych w dojrzałych gospodarkach, w tym Europejski Bank Centralny, definiuje stabilność cen jako wzrost wybranego indeksu cen konsumpcyjnych w tempie około 2 proc. rocznie. Takie prowadzenie polityki pieniężnej, aby inflacja była możliwie blisko założonego poziomu, określa się mianem strategii bezpośredniego celu inflacyjnego.

Stosuje ją również od 1998 r. NBP. Przez pierwsze lata Rada Polityki Pieniężnej, organ NBP podejmujący decyzje z zakresu polityki pieniężnej, starała się sprowadzić inflację najpierw do 4 proc., a następnie do 3 proc. Od 2004 r. przyjęła nowy cel, obligujący ją do utrzymania w średnim terminie inflacji w pobliżu 2,5 proc. z możliwością odchyleń o 1 pkt proc. w obie strony.

Średnioterminowy charakter tego celu oznacza, że w uzasadnionych okolicznościach RPP może dopuszczać odchylenia inflacji nawet większe niż o 1 pkt proc. Potrzeba elastyczności przy realizacji strategii bezpośredniego celu inflacyjnego podyktowana jest tym, że zmiany cen w gospodarce są niekiedy spowodowane czynnikami będącymi poza kontrolą banku centralnego. Gdyby w takiej sytuacji próbował on za wszelką cenę przywrócić inflację do celu, ryzykowałby, że wymknie się ona spod kontroli w dłuższym okresie.

Rosnące wątpliwości

O elastyczności polityki pieniężnej, nawet gdy na dłuższą metę jest ona związana celem inflacyjnym, coraz więcej słyszy się też w Polsce. Ma to związek z utrzymującą się od kilku miesięcy deflacją. Dopóki jest ona spowodowana głównie przeceną ropy naftowej (a więc czynnikiem poza kontrolą NBP) i pozostaje umiarkowana, jest korzystna dla gospodarki, bo zwiększa siłę nabywczą płac i obniża koszty produkcji.

Na marcowym posiedzeniu RPP obniżyła jednak główną stopę procentową z 2 do 1,5 proc. Jednym z argumentów, który przekonał do tego większość członków tego gremium, było to, że łagodzenie polityki pieniężnej przez Europejski Bank Centralny, który również boryka się z deflacją, mogłoby doprowadzić do nadmiernego umocnienia złotego. To zaś mogłoby uderzyć w polski eksport i w efekcie w tempo wzrostu gospodarczego oraz – poprzez wpływ na ceny produktów z importu – pogłębić deflację w Polsce.

Oprócz tego typu wątpliwości akcentowana coraz częściej przez banki centralne elastyczność strategii bezpośredniego celu inflacyjnego prowokuje zarzuty, że rezygnują one z przejrzystości, które ta strategia miała im zapewnić. Był to jeden z powodów jej upowszechnienia się na świecie w latach 90. (po II wojnie światowej polityka pieniężna była z reguły nastawiona na utrzymywanie sztywnych kursów walutowych, od lat 70. zaś na kontrolę wzrostu podaży pieniądza). Wydawało się, że wskazanie pożądanej stopy inflacji i dążenie do jej utrzymania uniemożliwi bankom centralnym podejmowanie arbitralnych decyzji i w efekcie uczyni ich politykę bardziej zrozumiałą i przewidywalną. Miało też dać opinii publicznej możliwość monitorowania skuteczności władz pieniężnych.

W ostatnich latach strategia bezpośredniego celu inflacyjnego jest też krytykowana z innych powodów. Część ekonomistów wskazuje, że ostatni kryzys, poprzedzony okresem stabilności cenowej, obnażył fałszywość założenia, wedle którego stanowi ona gwarancję stabilności makroekonomicznej w szerszym sensie.

Mimo to na razie żaden z najważniejszych dla światowej gospodarki banków centralnych nie zdecydował się na porzucenie tej strategii. Przeciwnie, Bank Japonii oraz Rezerwa Federalna, które do niedawna nie miały oficjalnego celu inflacyjnego, w ostatnich latach zdecydowały się je przyjąć.

Oprocentowanie ważne dla gospodarki

Podstawowym narzędziem, którym banki centralne się posługują, aby utrzymać dynamikę cen w pobliżu celu inflacyjnego, są krótkoterminowe stopy procentowe, od których zależy koszt kredytu w gospodarce. Tych stóp jest zwykle kilka, a poszczególne banki mają nieco odmienne ich zestawy, dopasowane do lokalnych warunków. W przypadku NBP podstawowa jest tzw. stopa referencyjna, wyznaczająca rentowność siedmiodniowych bonów pieniężnych, które instytucja ta sprzedaje bankom komercyjnym w ramach operacji otwartego rynku. Operacje te służą kontroli płynności w sektorze bankowym, dzięki czemu stopa referencyjna przekłada się na oprocentowanie pożyczek na rynku międzybankowym (stawki WIBOR), od których z kolei uzależnione jest oprocentowanie kredytów i depozytów firm i gospodarstw domowych. RPP decyduje również o poziomie innych stóp: depozytowej i lombardowej. Determinują one – odpowiednio – dolny i górny pułap stóp międzybankowych. Poza tym RPP wpływa na warunki kredytowe w gospodarce, ustalając stopę rezerwy obowiązkowej (odsetek depozytów, które banki komercyjne muszą utrzymywać w banku centralnym).

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA