Historia

Ślady zbrodni z Włodzimierza

Szczątki znalezione w 2014 r. we Włodzimierzu Wołyńskim
Fundacja Niepodległości
Pion śledczy IPN gromadzi materiały dotyczące zbrodni popełnianych w czasie wojny we Włodzimierzu Wołyńskim. Znaleziono tam szczątki 2,7 tys. osób.

Dokumentację prac ekshumacyjnych, które od kilku lat prowadzono we Włodzimierzu Wołyńskim na Ukrainie, kompletuje pion śledczy warszawskiego oddziału IPN. Dzisiaj zajmuje się nią zespół, który prowadzi śledztwo katyńskie.

– Mamy m.in. dokumentację fotograficzną z ekshumacji, czekamy na materiały z Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa na temat ubiegłorocznych prac – mówi nam prokurator Marek Klimczak.

IPN formalnie jednak nie prowadzi w tej sprawie śledztwa. Prok. Klimczak tłumaczy, że śledczy mają tylko „podgląd na tę sprawę". – Wszystko wskazuje na to, że nie ma związku pomiędzy sprawami Katynia i Włodzimierza Wołyńskiego. Dlatego po zgromadzeniu dokumentacji podejmiemy decyzję, co dalej zrobić z tą sprawą. Być może zostanie ona przesłana do Kielc – dodaje.

Dlaczego tam? Otóż dziesięć lat temu delegatura IPN w Kielcach prowadziła postępowanie w sprawie jednego z artefaktów, który znaleziono we Włodzimierzu. W czasie prac ekshumacyjnych archeolodzy znaleźli odznakę policyjną z numerem 1441//II. Należała ona do Józefa Kuligowskiego, posterunkowego policji z Łodzi. W 1939 r. został ewakuowany na Wschód, gdzie dostał się do sowieckiej niewoli.

Dotychczas sądzono, iż ten policjant jako więzień Ostaszkowa został zgładzony przez Sowietów i pochowany w Miednoje. Odnalezienie jego odznaki we Włodzimierzu podważało te ustalenia. Śledczy rozpatrywali m.in. możliwość, że policyjna blacha mogła zostać zgubiona we Włodzimierzu. Sprawa została umorzona, nie udało się potwierdzić losów policjanta.

Jeżeli śledczy zdecydują się teraz prowadzić śledztwo w sprawie Włodzimierza Wołyńskiego, jest nikła szansa na ustalenie sprawców zbrodni. – Jeśli jest jakakolwiek dokumentacja, znajduje się w Moskwie, a współpraca z prokuraturą rosyjską jest w tej chwili żadna – mówi jeden z prokuratorów.

W latach 1997–2014 na terenie grodziska zamku Kazimierza Wielkiego we Włodzimierzu Wołyńskim polscy i ukraińscy archeolodzy ekshumowali szczątki ponad 2,7 tys. osób. Historycy nazywają to miejsce małym Katyniem. Ich zdaniem NKWD mogło tam przetrzymywać polskich jeńców, którzy poddali się w 1939 r. Armii Czerwonej. Mogły być tam chowane również ofiary sowieckich czystek z 1940 r., m.in. ziemianie i osoby zabite przez NKWD w czerwcu 1941 r. w czasie likwidacji więzienia. Znaleziono tam też szczątki Żydów zamordowanych przez Niemców.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL