Farmacja

Skandal z suplementami diety w USA: tanie wypełniacze zamiast pożądanych preparatów

Flickr
Prokurator generalny stanu Nowy Jork Eric Schneiderman zażądał od czterech ogólnokrajowych sieci sklepów – GNC, Target, Walmart i Walgreens – wycofania z półek preparatów opatrzonych etykietami z fałszywymi informacjami o zawartości produktów.

Podczas przeprowadzonego przez prokuraturę śledztwa przebadano DNA setek preparatów sprzedawanych przez sieci sklepów – od produktów mających poprawiać pamięć po suplementy wspomagające prostatę.

Rezultaty okazały się szokujące – około 80 proc. z nich nie zawierało śladów roślin, które reklamowano na etykietach. Zamiast tego pigułki i kapsułki składały się z tanich wypełniaczy, takich jak mąka, ryż, kukurydza, czy fasola. Nie znajdowano natomiast DNA dziurawca, jeżówki, żeń-szenia, miłorzębu, czy czosnku, mimo że etykiety na produktach wskazywały na obecność ekstraktów tych roślin.

Badaniom poddano produkty kupowane w losowo wybranych sklepach na terenie całego stanu Nowy Jork. Zawartość z opakowań testowano kilkakrotnie – twierdzi prokuratura.

Według Schneidermana zakwestionowane produkty stanowią poważne zagrożenie dla zdrowia publicznego, bo część substancji nie wymienionych na etykietach może wywoływać reakcje alergiczne u nieświadomych, a uczulonych konsumentów.

Oprócz żądania zdjęcia produktów z półek prokurator domaga się także informacji o producentach specyfików i stosowanych przez nich metodach badania produktów.

- Śledztwo skupia się na procederze zastępowania właściwych składników tanimi wypełniaczami – poinformowało biuro Schneidermana. W sprawę może włączyć się rząd federalny, bo Federalna Agencja Żywności i Leków (FDA) traktuje suplementy diety jak każdy produkt spożywczy i domaga się podania jego dokładnej zawartości na etykietach.

Producenci suplementów zaprotestowali przeciwko zastosowanej metodologii badań. Steve Mister, prezes organizacji lobbingowej Council for Responsible Nutrition przypomniał, że DNA danej rośliny nie zawsze musi pojawiać się w przetworzonym produkcie. - To wcale nie znaczy, że preparat nie będzie zawierał pożądanych związków chemicznych, które konsument zamierza przyjąć – oświadczył.

Reakcje sieci handlowych były różne. Najgłośniej zaprotestował GNC, który próbuje zdezawuować zastosowaną przez University of Guelph metodologię badań, twierdząc, że nie posiada ona atestu United States Pharmacopeia i nie powinna być wykorzystywana przy badaniu suplementów diety.

- Wierzymy w jakość, czystość i potencjał składników wymienionych na etykietach produktów sprzedawanych pod naszą marką – oświadczyła spółka. GNC jednak wycofała zakwestionowane produkty z półek w stanie Nowy Jork. WalMart także wycofał specyfiki z nowojorskich półek zapowiedział natychmiastowe skontaktowanie się z producentami i po trzymaniu wyjaśnień – "podjęcie odpowiednich kroków". Target zapowiedział "pełną współpracę z biurem prokuratora generalnego" i dostosowanie się do jego zaleceń na obszarze stanu Nowy Jork. Walgreens zaprzestał sprzedawania podejrzanych suplementów na terenie całego kraju i zapowiedział własne dochodzenie.

Suplementy diety stanowią w USA ogromny i lukratywny rynek. Szacuje się, że z produktów zaliczanych do tej kategorii – głównie preparatów witaminowych i ekstraktów ziołowych – korzysta około 55 proc. dorosłych Amerykanów, a roczne obroty tego segmentu rynku farmaceutycznego sięgają 12-13 miliardów dolarów.

Tomasz Deptuła (Nowy Jork)

Źródło: ekonomia.rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL