Sądownictwo

Rodzina Olewnika chce ukarania żony szefa gangu porywaczy

Fotorzepa, Marian Zubrzycki
- Będzie apelacja. Jesteśmy przekonani, że kobieta pomagała przestępcom – mówi biznesmen Wojciech Olewnik
Płocki sąd uniewinnił Katarzynę F. (żonę szefa gangu Wojciecha F., który rok temu powiesił się w celi) od zarzutu udziału w grupie przestępczej, która porwała i zabiła Krzysztofa Olewnika. Skazał ją tylko za posiadanie dokumentów pochodzących z kradzieży.
Bliscy ofiary nie zgadzają się z takim rozstrzygnięciem. – Jesteśmy przekonani, że ta kobieta wiedziała o uprowadzeniu i pomagała porywaczom. W piwnicy jej domu był przez dwa lata więziony mój syn, a ona tam bywała – mówi „Rz“ biznesmen Włodzimierz Olewnik, ojciec zamordowanego Krzysztofa. Jego adwokaci już przygotowują apelację. Niewykluczone, że to samo zrobią olsztyńscy prokuratorzy, którzy domagali się dla Katarzyny F. 2,5 roku więzienia.
Krzysztof Olewnik przez dwa lata był więziony w piwnicy domu letniskowego w Kałuszynie należącego do Katarzyny F. i jej męża Wojciecha. Na procesie Katarzyna F. milczała, a w śledztwie twierdziła, że o porwaniui mężczyźnie trzymanym w piwnicy nie wiedziała. Ale z zeznań świadków i członków gangu wynika, że F. często bywała w domu w Kałuszynie w czasie, gdy w piwnicy więziono ofiarę. – To ona robiła zakupy, które następnie przywoziła do miejsca przetrzymywania Krzysztofa Olewnika. Część tych zakupów była przeznaczona dla ofiary, pozostałe dla Ireneusza Piotrowskiego ps. Bokser, który pilnował uprowadzonego. Tak wynika z wyjaśnień oskarżonego Piotrowskiego złożonych w listopadzie zeszłego roku – mówi mecenas Ireneusz Wilk, pełnomocnik Olewników. O tym, że Katarzyna F. wiedziała o porwaniu, miałby świadczyć też inny fakt. Według zeznań sąsiadów żona gangstera założyła „jakieś maty“ na płot na działce w Kałuszynie, by nie można było zobaczyć, co się tam dzieje. Piotrowski zeznał też, że kobieta pomagała mu ukrywać się w swoim domu w Warszawie, gdy był poszukiwany, jeszcze przed porwaniem Krzysztofa. Olewnikowie podejrzewają, że żona szefa gangu korzystała z pieniędzy pochodzących z okupu. Kiedy latem 2003 roku zapłacili 300 tys. euro za uwolnienie syna, w domu w Kałuszynie właściciele zrobili remont i zbudowali kominek. Kupili też nowe sprzęty do mieszkania w Warszawie. Sławomir Kościuk (porywacz, który w piątek powiesił się w celi) zeznał: – Zauważyłem w domu na Modlińskiej wymianę mebli. Pojawił się nowy komplet wypoczynkowy ze skóry, żyrandol w pokoju, okap w kuchni. F. zrobili też remont dużego pokoju – położenie na podłodze gresu, szpachlowanie ścian i malowanie. W tym czasie kupili też samochód BMW, busa i motocykl Kawasaki. O roli organów ścigania w sprawie porwania mówił wczoraj w TVN 24 Jerzy Dziewulski, były antyterrorysta i były poseł SLD. – To nie jest sprawa nieudolności. Widzę bardziej możliwość współpracy pewnego naczelnika radomskiej policji, pana Mindy, z przestępcami. Wykazując się taką bezradnością, wskazywał na to, że ktoś nim steruje – stwierdził. Wskazywał też m.in., że z 300 tys. euro okupu przekazanego przez rodzinę do bandytów trafiło tylko 100. – A gdzie 200? Kto tę kasę dostał i kto jej broni ? – pytał. [i]Masz pytanie, wyślij e-mail do autorki: [link=mailto:g.zawadka@rp.pl]g.zawadka@rp.pl[/mail][/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL