fbTrack

Tenis

Novak Djokovic i Serena Williams zwycięzcami Australian Open

AFP
Bez niespodzianek w Melbourne. Australian Open – pierwszy wielkoszlemowy turniej roku – wygrali Serena Williams i Novak Djoković. Oboje są liderami światowych rankingów. Za tydzień wielki tenis w Krakowie.

Amerykanka pokonała w meczu o tytuł Marię Szarapową 6:3, 7:6 (7-5), Serb zwyciężył Andy'ego Murraya 7:6 (7-5), 6:7 (4-7), 6:3, 6:0. Jedna z etykiet Wielkiego Szlema w Melbourne okazała się nieprawdziwa – pula zaskakujących wyników wyczerpała się w pierwszym tygodniu, potem im bliżej finałów, tym łatwiej było przewidzieć, że liderka i lider rankingów potwierdzą swą siłę.

Trochę więcej niepewności towarzyszyło finałowi mężczyzn, przede wszystkim dlatego, że pierwszy i drugi set (trwały łącznie ponad 2,5 godziny) to pokaz znakomitego tenisa – z obu stron.

Było w tych dwóch setach wszystko co piękne – zarówno dla smakoszy taktyki, jak i tych, którzy chcą podziwiać hart ducha i ciała, bajeczne wymiany i fajerwerki techniki, atak i, przede wszystkim, perfekcję obrony.

W połowie drugiego seta mecz na chwilę przerwała interwencja służb ochrony – na jednej z trybun pojawił się transparent o treści politycznej, za nim stanęła grupa osób wykrzykujących słowa protestu. Dwie z nich dostały się na kort, ale daleko nie dobiegły. Panowie w żółtych koszulkach szybko opanowali zamieszanie, telewizja dyskretnie pominęła szczegóły, zostawiając widok tenisistów na ławeczkach szczelnie otoczonych ochroną.

Transparent szybko zniknął, protestujący też (dwie osoby aresztowano – głosił późniejszy komunikat), wielkoszlemowe korty pamiętają bardziej ekspresyjne inwazje.

Choć trzeci set zaczął się od prowadzenia Szkota 2:0, to za chwilę nastąpiła decydująca zmiana w tym meczu. Andy Murray jeszcze raz uległ, jeszcze raz przegrał ładnie, choć pewnie bolało jak zawsze.

– W Australian Open gram najrówniej, zawsze przegrywam w finałach – mówił Szkot z odrobiną sarkazmu (to jego porażka nr 4), ale dodał: – I tak jestem trochę bliżej zwycięstwa wielkoszlemowego niż parę miesięcy temu. Mogę wszystkich zapewnić – będę próbował dalej.

Novak Djoković jest pierwszym, który w Australii zwyciężył pięć razy w czasach profesjonalnego tenisa. Puchar dostał od australijskiej legendy, Roya Emersona, który ma tych nagród sześć, z lat 60., jeszcze wtedy, gdy o wielkie tytuły grali amatorzy.

Osiem wielkoszlemowych zwycięstw Serba oznacza, że na honorowej liście dorównał Andre Agassiemu, Jimmy'emu Connorsowi, Ivanowi Lendlowi, Fredowi Perry'emu i Kenowi Rosewallowi. Poniedziałkowy ranking ATP pokaże, że trwa mocno na pierwszym miejscu. Szkot awansuje na czwartą pozycję.

Show Sereny

Po finale Sereny Williams z Marią Szarapową też zostanie sporo wspomnień, bo i gra nie była nudna, i sukces sześciokrotnej mistrzyni obiecuje ciąg dalszy, o jakim jeszcze parę lat temu nikt nie wspominał.

Rosjanka nie uległa ciśnieniu przykrych statystyk: 15 kolejnych porażek od 2004 roku, bilans 2–16. Przyjęła też spokojnie kolejną przegraną, powiedziała, że mierzyć się z taką rywalką w finale, to też powód do dumy.

Oczywiście był to show Sereny Williams. Minęło 15 lat od chwili, gdy jako czupurna nastolatka zdobywała pierwszy tytuł wielkoszlemowy, teraz ma ich 19, o jeden więcej niż Martina Navratilova i Chris Evert, o trzy mniej niż Steffi Graf – na razie najlepsza w erze zawodowego tenisa.

– Nigdy nie myślałam, że kiedyś siądę i będę dyskutować o takich sprawach. Kiedyś po prostu miałam marzenia, rakietę w ręku i parę cudownych rodziców, którzy mnie wspierali. Teraz jedna część mnie myśli: rzeczywiście masz szansę przejść do historii, a druga twierdzi: hej, już zrobiłaś wiele, to, co osiągnęłaś, już jest zachwycające – mówiła dziennikarzom.

– Uwielbiałabym mieć przy swym nazwisku liczbę 22, ale po kolei, na razie muszę myśleć o liczbie 20. Zadanie nie jest proste, nadchodzą młode, doskonałe tenisistki, ale czuję się świetnie – dodała Serena, powtarzając zdanie z Wimbledonu: moja trzydziestka to nowa dwudziestka.

Odrobinę suspensu w finałach, choć nie w tych najważniejszych, jednak było. Mistrzynią Wielkiego Szlema jest znów Martina Hingis. Wprawdzie w specjalności dość skromnej – mikście (z tyle wybitnym, co wiekowym fachowcem w branży, 41-letnim Leanderem Paesem), ale tytuł to tytuł.

Pani Martina jest tylko rok starsza od Sereny Williams, wróciła do deblowych rozgrywek zawodowych w 2013 roku, wydawało się, że to tylko kaprys, doraźne szukanie dawnych emocji, ale może nie. Na pytanie, czy ciąg dalszy nastąpi – odpowiedź brzmiała: oczywiście.

Hurkacz w finale debla

Turnieje deblowe pań i panów pozwoliły błysnąć tym, którzy dotychczas nie byli przesadnie znani w tej specjalności: wygrane Bethanie Mattek-Sands z Lucie Safarovą oraz Fabio Fogniniego z Simone Bolellim to ciekawa odmiana i potwierdzenie, że ta cała deblowa alchemia jest trochę przypadkowa.

My nie mieliśmy z Melbourne powodów do zachwytu. Kto za bardzo wierzył w magię Pucharu Hopmana i natychmiastowe efekty pracy Martiny Navratilovej, ten się sparzył. Ale w tabelach po naszej obecności zostanie mały ślad. Junior Hubert Hurkacz zagrał w deblowym finale.

Wielcy światowego tenisa wezmą sobie teraz zasłużony urlop, wyłączywszy panie grające w najbliższy weekend w Pucharze Federacji. Z polskiego punktu widzenia centrum wielkiego tenisa przeniesie się na dwa dni lutego do Krakowa, gdzie przyjadą opalone australijskim słońcem Maria Szarapowa i Agnieszka Radwańska.

Większość sław zaczeka do połowy lutego na turnieje w Katarze i Zjednoczonych Emiratach Arabskich lub nawet do marca, czyli do gry w Indian Wells i Miami.

Finały Australian Open 2015

Mężczyźni: N. Djoković (Serbia, 1) – A. Murray (W. Brytania, 6) 7:6 (7-5), 6:7 (4-7), 6:3, 6:0.

Kobiety: S. Williams (USA, 1) – M. Szarapowa (Rosja, 2) 6:3, 7:6 (7-5).

Debel mężczyzn: S. Bolelli, F. Fognini (Włochy) – P. Herbert, N. Mahut (Francja) 6:4, 6:4.

Debel kobiet: B. Mattek-Sands, L. Safařova (USA, Czechy) – Y. Chan, J. Zheng (Tajwan, Chiny, 14) 6:4, 7:6 (7-5).

Mikst: M. Hingis, L. Paes (Szwajcaria, Indie, 7) – K. Mladenovic, D. Nestor (Francja, Kanada, 3) 6:4, 6:3.

Juniorzy: R. Safiullin (Rosja, 1) – S. Hong (Korea Płd., 7) 7:5, 7:6 (7-2).

Juniorki: T. Mihalikova (Słowacja) – K. Swan (W. Brytania, 14) 6:1, 6:4.

Debel juniorów: J. Delaney, M. Polmans (Australia) – H. Hurkacz, A. Molcan (Polska, Słowacja, 8) 0:6, 6:2, 10-8.|

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL