Kraj

Żłóbek w upale i wirtualny opłatek

Maroko to dziś jeden z najpopularniejszych kierunków wyjazdów Polaków na Boże Narodzenie
123RF
Boże Narodzenie to dla Polaków wciąż okazja do spotkań z bliskimi. Ale kto powiedział, że bliscy to rodzina i że spotykać się trzeba w rodzinnym domu?

Ze wszystkich świąt katolickich Boże Narodzenie wciąż jest w Polsce obchodzone najbardziej tradycyjnie, ale i tu zwyczaje się zmieniają. Ostatnio coraz szybciej, lecz niekoniecznie na gorsze.

Normalnie odpocząć

30-letnia Zuzanna z Warszawy jest menedżerem w banku. W ostatni piątek wyleciała na Malediwy, gdzie spędzi dziesięć dni.

– Skusiły mnie tanie bilety. Za przelot w obie strony zapłaciłam tylko 1,6 tys. zł – opowiada. Dodaje, że początkowo myślała o wyjeździe już po świętach. – Jednak ta promocja sprawiła, że nie wahałam się ani chwili. Na początku roku byłam na Malediwach i dobrze wypoczęłam. Dlatego wracam. Mam tam znajomych i razem spędzimy święta – mówi.

Jak wynika ze statystyk Travelplanet, w tym roku wyjazd świąteczno-noworoczny planuje o 20 proc. Polaków więcej niż przed rokiem. Co wybierają? Część narciarskie stoki w Europie, inni egzotyczne kraje. Nie odstraszają ich wysokie ceny, a najmodniejszymi kierunkami są: Wyspy Kanaryjskie, Maroko, Meksyk i Dominikana.

Okres świąteczno-noworoczny to jeden z najpopularniejszych terminów urlopowych, w tym roku również ze względu na bardzo korzystny układ dni wolnych. Wystarczy wziąć sześć dni urlopu, aby wypoczywać aż 13. – Hotelarze na tę okazję starają się stworzyć atmosferę świąt, przygotowując specjalne menu i dekoracje – mówi Magda Plutecka-Dydoń, rzecznik Neckermanna.

Dziś Polacy, chociaż prawie wszyscy świętują, robią to więc zdecydowanie inaczej niż jeszcze kilka lat temu. Anna Kalinowska, kulturoznawca i ekspertka Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej, podkreśla, że Boże Narodzenie od zawsze było okresem jednoczenia się ludzi. W tym czasie chętnie spotykamy się z bliskimi. – Zmiana jest jednak taka, że niekoniecznie musi być to rodzina. Za bliskich coraz częściej uważamy też przyjaciół i znajomych – tłumaczy. – Święta te traktujemy dziś szerzej. Nie koncentrujemy się tylko na Wigilii i dwóch dniach świąt, ale na kilku około świątecznych tygodniach. W tym czasie staramy się żyć spokojniej i spotykać z ludźmi.

Pani Zuzanna przyznaje, że będzie jej nieco brakować polskiej świątecznej atmosfery i takich wigilijnych potraw, jak smażony karp czy barszcz z uszkami. – Ale to tylko kilka dni, wierzę, że święta za granicą też można przeżyć ciekawie. Nie zapomnę w tym czasie o rodzinie. W Wigilię połączę się z nią przez Skype'a i podzielimy się wirtualnie opłatkiem, bo zabrałam ze sobą – mówi Zuzanna.

Jak twierdzi, rodzina nie ma jej za złe wyjazdu. – Widzi, jak ciężko pracuję, więc rozumie, że muszę normalnie wypocząć. Poza tym moja rodzina, choć jest wierząca, to nie jest zbyt praktykująca, dla nich, podobnie jak dla mnie, święta to po prostu dodatkowe wolne dni.

W ten sposób myśli coraz więcej Polaków. – Trzy świąteczne dni to czas restartu, okres, w którym zależy nam głównie na tym, by odpocząć. Dlatego bez skrupułów zamiast jeżdżenia od rodziny do rodziny, spędzamy czas we własnym domu lub wręcz jedziemy do spa czy ciepłych krajów. Jest to tym prostsze, że na święta nie patrzy się już tak bardzo przez pryzmat religii – wyjaśnia Anna Kalinowska.

Choć Boże Narodzenie jak zwykle nadszarpnie rodzinne budżety (statystyczna familia wyda na nie 1116 zł), zmienia się podejście do wydawania pieniędzy w tym okresie.

– Święta wbrew pozorom nie są już tak konsumpcyjnym okresem jak kiedyś. Chociaż nadal robi się prezenty i nic nie wskazuje na to, byśmy szybko zrezygnowali z tego zwyczaju, to często są one bardziej zindywidualizowane, a nawet wykonane własnoręcznie. Hand made na święta jest dzisiaj w modzie – wyjaśnia Kalinowska.

Jak się wydaje, Polakom przejadły się też robiące do niedawna furorę sposoby składania życzeń. Kiedy popularne przestało być wysyłanie ich masowo esemesem, zaczęto umieszczać je na Facebooku czy w innych serwisach społecznościowych. Dziś i takie zachowanie jest już w złym guście, sądząc po tym, że coraz więcej internautów dołącza do inicjatywy „Nie spędzam świąt na Facebooku".

25 lat świąt w wolności

Jak bardzo zmieniły się polskie święta? W roku 25-lecia wolności punktem odniesienia niech będą te z 1989 r., pierwsze po upadku komuny.

Mama Zuzanny była wtedy młodą mężatką z dwójką małych dzieci. Poza córką ma jeszcze o kilka lat młodszego syna. – Wtedy obchodziliśmy święta tradycyjnie w rodzinnym gronie, bo mojej mamie i teściowej na tym bardzo zależało. Niezależnie od sytuacji musiała być wigilia z 12 potrawami, kolędy, pasterka, a w Boże Narodzenie wspólny obiad – wspomina.

Dodaje, że urządzenie tej pierwszej Wigilii w wolnej Polsce nie było takie proste. Ceny gwałtownie rosły, a wielu produktów nadal nie było w sklepach.

Na cztery dni przed wigilią „Rzeczpospolita" zauważała wtedy ogromne zróżnicowanie cen artykułów spożywczych. Niższe były w regionach o większej produkcji rolnej, jak Białystok czy Łomża, a wyższe w Kielcach, Toruniu czy Przemyślu. Najtaniej chleb można było kupić w Białej Podlaskiej, Chełmie czy Lublinie, gdzie bochenek kosztował 400–500 zł. Z kolei za kurczaki w Tarnowie trzeba było zapłacić aż 4,7 tys. zł, a w Poznaniu 4,4 tys. zł.

„Powoli poprawia się zaopatrzenie, występujące w niektórych sklepach niedobory są często wynikiem niezaradności czy nieudolności handlu, a nie rzeczywistych braków" – podkreślali dziennikarze „Rzeczpospolitej". Dodawali, że nie ma problemu z kupnem mąki, soli, makaronu. Gorzej może być z ryżem, bo tylko część dostaw z importu już dotarła. – W sklepach nie brakuje margaryny z prywatnego importu, ale jest ona droga – donosiła gazeta.

Z nadzieją i z lękiem

Jakie marzenia 25 lat temu mieli Polacy? Aktorka Joanna Szczepkowska w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej" podyktowała list do Świętego Mikołaja: „Proszę Cię, żeby przyszły takie czasy, kiedy będą mogła sobie kupić normalnie mieszkanie. Nie »dostać«, nie »wybłagać«, nie »wydeptać«, tylko zwyczajnie na nie zarobić i kupić. Ja już naprawdę nie mogę się uczyć roli w wannie, zwłaszcza że tak rzadko jest ciepła woda".

„Rzeczpospolita" donosiła na pierwszej stronie, jak święta spędzi władza.

Premier Tadeusz Mazowiecki wyznał, że święta chciałby nareszcie spędzić ze swoją rodziną: synami, synowymi i wnuczkami. „Może z przyszłą trzecią synową się spotkam?" – zastanawiał się szef rządu. Zapewniał, że jak co roku pójdzie na pasterkę. „Ale nie powiem gdzie" – dodał.

Zapytany o to, czy będzie w święta pracował, odpowiedział, że absolutnie nie chciałby. „Nawet uważam, że jest to moim obowiązkiem. Chciałbym na pewno dzień święty święcić" – tłumaczył.

Gazeta pytała też o bożonarodzeniowe plany gen. Wojciecha Jaruzelskiego. Zamierzał spędzić je z żoną i córką. „Jeśli pogoda dopisze, to poza Warszawą. Myślę o spędzaniu czasu na wolnym powietrzu" – deklarował ówczesny prezydent.

Święta sprzed ćwierć wieku były inne niż te wcześniejsze, i inne niż te, które przyszły później. „W tak wyjątkowym jak ten roku Boże Narodzenie jest szczególne, bo Polska po pół wieku ma szansę na powrót do normalnego świata, gdzie w polityce rządzi większość społeczeństwa, a gospodarka rządzi się realnymi prawami. Jednak cena tych zmian jest ogromna. Większość Polaków siądzie do wigilijnego stołu z nadzieją, ale i lękiem dotyczącym najbliższej przyszłości" – pisała „Rzeczpospolita" 25 lat temu.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL