fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Konflikt izraelsko-palestyński

Do Strefy Gazy zbliża się wojna

AFP
Jerzy Haszczyński
Bliski Wschód. Izrael powołuje tysiące rezerwistów. Ze Strefy Gazy lecą setki rakiet w kierunku Izraela. Od dawna napięcie ?nie było tak wielkie.
Od paru lat wkroczenie wojsk izraelskich do palestyńskiej Strefy Gazy, kontrolowanej przez radykalny Hamas, nie było tak prawdopodobne jak teraz. Zapach poważnej wojny czuć w powietrzu.
– Przed chwilą odebrałem telefon. Mam być gotowy do powrotu do Izraela i powołania do armii. Byłem kiedyś spadochroniarzem – mówił wczoraj „Rz" Jonny Daniels, doradca izraelskiego Ministerstwa Obrony, przebywający obecnie w Polsce.
We wtorek podobne telefony odbierały dziesiątki tysięcy Izraelczyków. Jak podawały miejscowe media, powołano już 40 tysięcy rezerwistów.
– Decyzja o tym, czy dojdzie do lądowej operacji w Gazie, to kwestia dni – powiedział Daniels.
Na razie Izraelczycy atakują z powietrza. Wczoraj od północy do późnego popołudnia uderzyli w 150 celów w Strefie Gazy, określanych mianem terrorystycznych. Zginęło 13 Palestyńczyków, w tym siedmioro członków rodziny działacza Hamasu z drugiego co do wielkości miasta Chan Junis – pięć osób dorosłych i dwoje dzieci. To wszystko oficjalne dane cytowane przez portal The Times of Israel. Podobnie jak te o 130 rakietach odpalonych w tym samym czasie w kierunku południowego Izraela ze Strefy.
Jeżeli palestyńskie rakiety zaczną masowo spadać na środkowy Izrael, a w szczególności na Tel Awiw, położony ok. 60 km na północ od Strefy Gazy, to poważna wojna z udziałem wojsk lądowych będzie nieunikniona. (Ostatnia wojna z udziałem wojsk lądowych trwała tam od końca grudnia 2008 r. do 21 stycznia 2009 r.).
Wydaje się, że nie byłaby w niczyim interesie, ani Hamasu, którego przywódcy by jej raczej nie przetrwali, ani Izraela, któremu nie zależy na dobiciu Hamasu. Palestyńczycy jeszcze by się zradykalizowali, a bardziej zdestabilizowana Strefa stałaby się większym zagrożeniem.
Już poprzedniej nocy rozeszły się pogłoski o rakietach, które spadną na Tel Awiw. Nie spadły.
– Moja rodzina spędziła noc w schronie. Obawy są poważne, bo jedna czwarta kraju jest w zasięgu palestyńskich rakiet – opowiadał mi Jonny Daniels.
Emocje o niespotykanej od dawna sile wywołały porwania i zabójstwa nastolatków. Najpierw radykalni Arabowie zamordowali trzech uprowadzonych młodych Izraelczyków z osiedla żydowskiego na okupowanym Zachodnim Brzegu Jordanu, a potem, w odwecie, radykalni Żydzi spalili żywcem młodego Palestyńczyka uprowadzonego ze wschodniej Jerozolimy.
Dawno tak wielu Żydów nie wykrzykiwało hasła „Zabij Araba" i dawno tak wielu Palestyńczyków nie pałało taką żądzą zemsty. Ale potem pojawiła się potrzeba opamiętania. Wielu Izraelczyków przestraszyło się własnych radykałów, minister sprawiedliwości Cipi Liwni wspominała o groźnym żydowskim terroryzmie.
Na zaostrzenie sytuacji wpłynęła także współpraca, którą po latach nienawiści rozpoczęły palestyńskie organizacje – radykalny Hamas, kontrolujący Gazę, i umiarkowany Fatah, rządzący na Zachodnim Brzegu. Izrael, który za partnera uważa tylko Fatah i wywodzącego się z tej partii prezydenta Autonomii Palestyńskiej Mahmuda Abbasa, nie ukrywa, że nie podoba mu się palestyński rząd jedności narodowej.
Czołowi działacze Hamasu z Zachodniego Brzegu trafili w czerwcu do izraelskich aresztów, stało się to w związku z akcją poszukiwania uprowadzonych izraelskich nastolatków. Rząd w Jerozolimie oskarżył Hamas o ich porwanie. Nie jest to jednak pewne.
Hamas, i to jest budząca niepokój nowość, jest natomiast odpowiedzialny za wystrzeliwanie rakiet w kierunku Izraela. Przez prawie dwa lata odpalaniem zajmowały się inne organizacje, w tym Islamski Dżihad, a Hamas starał się im to utrudniać.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA