fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Umiem wyciągać wnioski

Jacek Bąk
Fotorzepa, Pio Piotr Nowaczyk
Jacek Bąk dla „Rzeczpospolitej” o swoim szczęściu, marzeniach na zakończenie kariery i radzeniu sobie ze stresem.
W poniedziałek skończył pan 35 lat. Czego życzyli panu koledzy z reprezentacji?
Jacek Bąk: Zdrowia. Żartowali, że wyglądam już na 40 lat i skoro dalej gram w piłkę, to będę go dużo potrzebował. Rzeczywiście - jeśli pograłbym w reprezentacji jeszcze trochę, to doczekałbym się zawodników, których mógłbym być ojcem. Ale zostanę tylko pod warunkiem, że zdobędziemy mistrzostwo Europy. Ostatnio powiedziałem, że ze złotym medalem mógłbym grać w kadrze kolejne dwa lata, ale przemyślałem sprawę i doszedłem do wniosku, że mógłbym nawet pięć. Zaczęły się przygotowania do trzeciego w pana karierze wielkiego turnieju. Widzi pan jakieś różnice w porównaniu z latami 2002 i 2006?
W Korei i Niemczech nie wyszliśmy z grupy, rozczarowaliśmy kibiców, ale też siebie. Teraz jest inny trener, kilku nowych zawodników, a przede wszystkim większa wiara. Dziś hasło: „możemy powalczyć z najlepszymi” nie musi oznaczać porażki 0:1, ale że stać nas na zwycięstwo. Pokonanie takich drużyn, jak Portugalia czy ostatnio Czechy znacznie poprawia nastroje. Myślę, że doczekaliśmy się dobrej drużyny i jeśli podstawowym zawodnikom nie przytrafią się kontuzje, mamy szansę na wyjście z grupy na mistrzostwach Europy. Większość piłkarzy jest w wieku, w którym nie wypada unikać odpowiedzialności za całą drużynę. Na pewno poczujemy dreszczyk emocji podczas hymnu przed meczem z Niemcami, ale jestem przekonany, że ze stresem sobie poradzimy. A nie boi się pan o młodych zawodników? Spodziewam się, że Leo Beenhakker zabierze na turniej grupę młodych, perspektywicznych graczy - może nawet bardziej z myślą o kolejnych eliminacjach, ale jednocześnie takich, którzy mogą wejść na boisko także podczas Euro i nie będą odstawać poziomem. Mamy zdolną młodzież, z niektórych zawodników mogą być w przyszłości świetni piłkarze. Odnoszę wrażenie, że oni jednak trochę boją się podejść i zapytać mnie, jak radzić sobie ze stresem, jak wygląda wielki turniej, dlatego sam robię pierwszy krok. Pamiętam, jak przyjeżdżałem na zgrupowanie, kiedy w drużynie byli Ziober, Kosecki, Warzycha czy Wandzik i bałem się nawet otworzyć usta. Teraz staram się by młodzi zrozumieli, że jedziemy na tym samym wózku. Radosław Matusiak radzi młodym zawodnikom jak najszybciej wyjeżdżać za granicę. Zgadza się pan z tą opinią? Liga polska nie jest zła, jednak w ostatnich latach nie mieliśmy zawodnika, który wyjechałby do wielkiego klubu i zrobił tam karierę. Odchodząc za granicę w wieku 18-20 lat, sprawiasz, że traktują cię tam jak swojego. Masz szansę wszystkiego się jeszcze nauczyć i drzwi do kariery stoją otworem. Trzeba być dobrym piłkarzem, mieć talent, ale także i szczęście. Ja miałem, trafiłem we Francji na dobrych trenerów, przy których się rozwijałem i wiem, że gdybym mógł jeszcze raz pokierować swoją zawodową drogą, niczego bym nie zmienił. Przez 11 lat grałem w silnej lidze, zawsze walcząc o puchary, jako zawodnik pierwszego składu. Czasami tylko żałuję, że mimo ofert, nie spróbowałem swoich sił we Włoszech czy Anglii. Spróbował pan za to sił w lidze katarskiej. Wszyscy myśleli, że to już piłkarska emerytura Jacka Bąka. No to byli w błędzie. Po pierwszym tygodniu treningów w Al-Ryyan wiedziałem, że wymagać tam będą ode mnie więcej niż we Francji. Emile Mpenza czy Sonny Anderson nie strzelali goli w dwóch meczach i siadali na ławce rezerwowych, a jak traciliśmy za dużo bramek, po uszach obrywali obrońcy. Musiałem się nieźle napocić, żeby utrzymać się tam dwa lata. Prawdę mówiąc, nie znam innego obrońcy z Europy, który tyle by tam wytrzymał. Teraz gra pan w lidze austriackiej, gdzie raczej brakuje drużyn grających ofensywny futbol. To spokojny kraj, gdzie sportem numer jeden jest narciarstwo, a piłka nożna nie cieszy się wielką popularnością. Znany i kochany jest Rapid Wiedeń, a na mecze innych drużyn przychodzi dużo mniej kibiców. I tak więcej niż w Katarze, gdzie na jednym z ligowych spotkań naliczyłem 14 kamer i 35 fanów - ale jednak nie ma takiego żywiołu jak we Francji czy Hiszpanii. Gdyby nie to, że jest pan powoływany przez Beenhakkera, szybciej zakończyłby pan karierę? To na pewno daje dodatkową motywację i poczucie, że jest się dobrym piłkarzem. Mam taki charakter, że potrafię poradzić sobie z chwilowymi niepowodzeniami, umiem z nich wyciągnąć wnioski i nawet po wpadkach, nie wyobrażałem sobie, że zrezygnuję z reprezentacji. Choć nigdy nie myślałem, że zagram w kadrze tyle meczów. Ten z USA jest moim 92 występem. Oliver Kahn zapowiedział, że zabije kolegów z Bayernu Monachium, jeśli przeszkodzą mu zakończyć karierę w wielkim stylu. Powie pan to samo przed wyjazdem na mistrzostwa Europy? To nie moim w stylu, uważam, że to niesmaczne. Przecież wszystkim zależy żeby jak najlepiej zaprezentować się w Austrii, a błędy zdarzają się nawet najlepszym. Zresztą - na razie nie wiem czy na Euro pojadę. Oczywiście, byłbym zdziwiony, gdyby Beenhakker nie widział mnie w drużynie, ale na pewno nie odwróciłbym się do reprezentacji. Byłbym z chłopakami mimo to, tyle że jako kibic.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA