fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Nauka

Antarktyda: od lodowca odrywa się bryła wielkości Małopolski

AFP
Płat lodu o powierzchni 14 tys. kilometrów kwadratowych wisi niemal na włosku - alarmują naukowcy. Tak rozpada się szelf Wilkinsa
To największy szelf lodowy Antarktydy, który dotychczas nie był aż tak zagrożony. Jego stan jest monitorowany. Zdjęcia satelitarne wykonane pod koniec lutego zaniepokoiły Teda Scambosa, geologa z Uniwersytetu Kolorado. O tym, że zauważył znaczne zmiany w budowie szelfu, zawiadomił swoich kolegów z Brytyjskiego Centrum Badań Antarktydy (BAS). Ci wysłali na miejsce samolot.
Jim Elliot, który był na pokładzie, przyznał, że nigdy wcześniej nie widział czegoś podobnego. – Lecieliśmy wzdłuż głównej szczeliny – opisuje. – Potężne lodowe bryły wielkości jednorodzinnych domów wyglądały jak porozrzucane wokół kamyki. Wyglądało to niczym efekt eksplozji. Rozmiarami wydarzenia zaskoczeni byli także inni naukowcy. – Nie sądziłem, że stanie się to tak szybko – tak proces odrywania się lodowca skomentował prof. David Vaughan z BAS. – Pokrywa lodowa wisi na włosku. W ciągu najbliższych dni, może tygodni sytuacja powinna się wyjaśnić.
W 1993 roku naukowiec przewidywał, że jeśli klimat wciąż będzie się ocieplał, północny fragment szelfu może oderwać się od niego w ciągu 30 lat. Jak widać stało się to dwa razy szybciej. – Sposób, w jaki obecnie dochodzi do zmniejszania się powierzchni lodu, sugeruje, że nie mamy do czynienia z normalnym formowaniem się gór lodowych – twierdzi David Vaughan. On i jego koledzy uważają, że przyczyną zauważalnych zmian jest globalne ocieplenie. W ciągu ostatniego półwiecza temperatura w zachodniej części Półwyspu Antarktycznego wzrastała średnio pół stopnia Celsjusza na dekadę. W rezultacie od 1970 roku rozpadło się kilka lodowych szelfów, w tym m.in. Kanał Księcia Gustawa, Larsen Inlet, Larsen A. Jak wynika z danych Brytyjskiego Centrum Badań Antarktydy, szelf Wilkinsa już dziesięć lat temu stracił około 6 proc. swojej powierzchni. Kolejne 570 km kw. oderwało się od niego do 8 marca. W połowie tego miesiąca już tylko bardzo wąski pas lodu utrzymywał kilka tysięcy kilometrów lodu, nie pozwalając na rozpad szelfu – informują Brytyjczycy. Oderwaniem się zagrożony jest obszar porównywalny wielkością do amerykańskiego stanu Connecticut czy polskiego województwa małopolskiego. Prof. David Vaughan uspokaja, że dopóki szelf unosi się na wodzie, dopóty nie grozi podwyższenie poziomu oceanów. Co jednak nie oznacza, że nie będzie żadnych tego konsekwencji. Do odłamania lodowej półki będą musiały przystosować się niektóre rośliny i zwierzęta. – Nawet jeśli się nam wydaje, że bieguny są daleko, to zachodzące na nich zmiany mogą mieć wpływ na obie półkule – ostrzega Ted Scambos. Z końcem lutego na Antarktydzie kończy się lato. A to czas, w którym najczęściej dochodzi do odrywania się lodowych brył. – Na ten sezon to koniec tego niezwykłego zjawiska – komentuje amerykański geolog. – Kiedy znowu przyjdzie styczeń będziemy obserwować, czy rozpad szelfu Wilkinsa będzie postępować. na podst. bbc, afp, ap
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA