fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o prawie

Uczkiewicz: Tłumaczenie i udostępnianie orzeczeń Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu

Krzysztof Uczkiewicz
materiały prasowe
Im więcej było zapewnień, że nie jest tak źle, tym bardziej było jasne, że ?z tłumaczeniami wyroków ETPCz trzeba coś zrobić ?– opowiada prawnik Krzysztof Uczkiewicz.
Wszystkich zaangażowanych w problematykę obrony praw człowieka musiała zelektryzować, o ile w ogóle do nich dotarła, wiadomość o wejściu w życie porozumienia w sprawie tłumaczenia i udostępniania orzeczeń Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu. Zawarli je 24 marca Ministerstwo Sprawiedliwości, Ministerstwo Spraw Zagranicznych, Trybunał Konstytucyjny oraz Naczelny Sąd Administracyjny.

Żegnaj, bolączko

Ponieważ porozumienie zostało już oficjalnie opublikowane na internetowych stronach sygnatariuszy, zainteresowany Czytelnik bez przeszkód dotrze do integralnego tekstu. To zwalnia autora od obowiązku referowania jego treści. Wystarczy przypomnieć, za specjalnie wydanym z tej okazji komunikatem Biura Rzecznika Prasowego MSZ, jakie były przesłanki i cele owego bezprecedensowego aktu. Otóż z komunikatu dowiadujemy się, iż „porozumienie (...) ma na celu umocnienie przestrzegania standardów ochrony praw człowieka w Polsce", będąc jednocześnie „wyrazem (...) potrzeby dialogu pomiędzy krajowymi instytucjami sądowymi a Trybunałem". Na jego mocy „wdrożony zostanie mechanizm współpracy pomiędzy czterema instytucjami, który będzie koordynowany przez MSZ". Dalej przeczytać można, że w ramach tej współpracy „partnerzy będą dokonywać wspólnej selekcji najważniejszych wyroków Trybunału", po czym „wybrane dokumenty zostaną (...) przetłumaczone na język polski" i zamieszczone w bazach orzecznictwa TK i NSA, jak również w prowadzonej przez MSZ bazie tłumaczeń wyroków ETPCz.
Jak wiadomo, orzecznictwo ETPCz jest powszechnie uznawane za istotną część wspólnego dorobku prawnego wszystkich państw-stron konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności; wyroki Trybunału cieszą się powagą nie mniejszą niż źródła prawa stanowionego jako tzw. case-law. Z tego względu brak powszechnego dostępu do orzecznictwa w wersji polskojęzycznej był od czasu przystąpienia Polski do konwencji poważną bolączką, którą omawiana wspólna inicjatywa czterech instytucji ma szansę jakoś złagodzić. Nic dziwnego, że z wielu stron słychać wypowiadane z ulgą: „nareszcie!".

To ważne, a tego ?nie tłumaczyć

Po pierwszej ekscytacji lektura porozumienia przynosi jednak trzeźwiące wątpliwości oraz potrzebę postawienia co najmniej kilku fundamentalnych pytań. W pierwszej kolejności pojawia się wątpliwość, czy zawarte porozumienie ma wystarczającą legitymizację na gruncie prawnych podstaw funkcjonowania partnerów; treść przepisów powszechnie obowiązujących bynajmniej nie pomaga się od niej uwolnić. Osobną trudność stwarza odpowiedź na pytania o prawną powagę opracowań zamawianych i wykonanych w ramach porozumienia. Czy tłumaczenia wyroków ETPCz mogą być uznane za autoryzowane i czy mogą w podanej postaci wejść do krajowego porządku prawnego? Kto będzie właścicielem praw autorskich tych tłumaczeń? Jakie konsekwencje cywilnoprawne może przynieść swobodne wykorzystywanie przekładów, będących przecież utworami w rozumieniu przepisów ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych, np. w zwykłej praktyce prawniczej?
Pytania z innej beczki dotyczą kryteriów doboru orzeczeń udostępnianych na warunkach omawianego porozumienia. Skąd strony porozumienia czerpią poczucie kompetencji do selekcji wyroków i ich klasyfikacji według ważności? W jakim trybie ma następować dyskwalifikacja orzeczeń Trybunału jako „nie najważniejszych", czego skutkiem będzie ich dalsza nieobecność w krajowym porządku prawnym?

Jak w balladzie

Na koniec narzuca się pytanie o szczególny, niezrozumiale zawężony skład sygnatariuszy porozumienia. Pomijając już wcześniej zgłoszone zastrzeżenia natury formalnej i prawnoustrojowej, wskazać trzeba na brak w tym gronie strony najbardziej, bo bezpośrednio, zainteresowanej przedmiotem porozumienia, a mianowicie sądownictwa powszechnego z Sądem Najwyższym na czele. Jaka jest przyczyna tej widocznej z daleka nieobecności? Jakie będą jej praktyczne konsekwencje w przyszłości?
Miłośnicy historii wiedzą, że tam, gdzie nie wystarcza wiedza faktograficzna, często pomocna okazuje się dobra anegdota. Tak jest również w tym przypadku. Otóż trzeba wiedzieć, iż Sąd Najwyższy nie jest tu jedynym wielkim nieobecnym. To samo można powiedzieć o rzeczywistym, choć może nawet mimowolnym inicjatorze porozumienia, którym jest... Naczelna Rada Adwokacka. Jak w Mickiewiczowskiej balladzie: „im to podziękuj za to, co się stało, a jak się stało – opowiem!".
We wrześniu 2013 r. odbyła się w Toruniu pod egidą Komisji Praw Człowieka NRA konferencja szkoleniowa „(Nie?)wykonywanie orzeczeń Europejskiego Trybunału Praw Człowieka". Wysoki poziom organizacyjny i merytoryczny tej imprezy przynosi chlubę jej organizatorom. Uczestnicy mogli wysłuchać wyłącznie znakomitych referatów najwybitniejszych krajowych ekspertów od ochrony praw człowieka. Co istotne, w niemal każdym wystąpieniu kompetencja i autorytet walczyły o lepsze z okazywaną słuchaczom kurtuazją oraz atencją. Cennym dopełnieniem były panele dyskusyjne, głównie dzięki wysiłkowi i kulturze świetnie dobranych animatorów. W toku konferencji, po kolejnym referacie dał się znienacka słyszeć głos „z sali" o tym, że orzecznictwo ETPCz nie jest obecne w powszechnej świadomości prawnej po prostu dlatego, że jest nieznane, a to z powodu braku dostępu do wyroków Trybunału czy choćby ich tez w autoryzowanej wersji polskojęzycznej.
Od stołu prezydialnego spłynęła wówczas kaskada zaprzeczeń i zapewnień, że nie jest aż tak źle; im więcej jednak mówiono, tym bardziej stawało się widoczne, że jednak coś w tej sprawie trzeba będzie zrobić. I tak, po upływie niewiele ponad półrocza od konferencji tytułowy „pakt czworga" ujrzał światło dzienne. Czytelnik domyśli się zapewne, że na konferencji byli obecni zaproszeni przedstawiciele wszystkich stron porozumienia, nie było natomiast, o ile pamięć autora nie zwodzi, reprezentacji Sądu Najwyższego...
Jak każda anegdota, również ta zasługuje na puentę, np. w postaci refleksji o pożytkach płynących z udziału w konferencjach organizowanych przez adwokaturę albo z przysłuchiwania się... słuchaczom. Zamiast tego dopowiedzieć wypada, że w żadnym z opublikowanych, mniej lub bardziej szczegółowych, sprawozdań z konferencji (może poza zdawkową dygresją w jednym z periodyków internetowych) opisany epizod nie został odnotowany. Tak więc prawdziwy spiritus movens tytułowego porozumienia, czyli cytowany skromny głos „z sali", musi pozostać anonimowy, o co nikt, jak mniemam, nie ma zresztą pretensji.
Autor jest wrocławskim adwokatem
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA