Styl życia

Zgrany tandem, czyli razem, choć osobno

Elastyczne dzielenie pracy, czyli job-sharing (od ang. share – dzielić się, udział), to nowoczesna metoda łączenia aspiracji zawodowych i obowiązków rodzinnych
Metoda przyjazna, bo pozwala łagodnie wrócić na rynek pracy. Polega na tym, że jedno stanowisko obejmują dwie osoby. Job-sharing to nie to samo co połówka etatu. W tym systemie dwie osoby przyjmują pełną odpowiedzialność za wspólny etat, dzieląc na pół: obowiązki, czas, wypłatę, urlop. Rzecz jasna wymaga to współdziałania, a nie rywalizacji. W systemie pracy dzielonej mogą też uczestniczyć więcej niż dwie osoby (wówczas jest to tzw. job-splitting).
Na świecie job-sharing przyjął się na dobre w wielu krajach: we Włoszech, w Holandii, Wielkiej Brytanii, Niemczech, Belgii, USA, Kanadzie. U nas to ciągle nowość. Idea jest upowszechniana od 2005 r. w projekcie „Praca dla dwojga” Inicjatywy Wspólnotowej Equal przy udziale środków unijnych. W praktyce projekt ten – oznaczony zieloną czterolistną koniczyną – testowała przez ostatnie pół roku Śląska Fundacja Wspierania Przedsiębiorczości w Gliwicach (razem m.in. z Centrum Partnerstwa Społecznego Dialog, Stowarzyszeniem na rzecz Rozwoju Rynku Pracy, Wojewódzkim Urzędem Pracy). W eksperymencie uczestniczyło 56 kobiet od 24 do 40 lat, które wychowują małe dzieci. Na staże w tym systemie zgodziło się przyjąć je 23 pracodawców z instytucji oświatowych, urzędów gmin, ośrodków pomocy społecznej, firm handlowych, usługowych i budowlanych.
– Pracodawcy nie ponosili żadnych kosztów, bo staże były opłacane z Europejskiego Funduszu Społecznego – mówi koordynator Karina Śliwa. – Oczywiście realizacja projektu wymagała obopólnej zgody: pracownika i pracodawcy. Projekt kończy się 31 marca. Uważamy, że warto go kontynuować w całym kraju. To dobre rozwiązanie dla osób, które nie mogą pracować w pełnym wymiarze czasu. Uczestniczyły w nim m.in. Małgorzata Kornaga – plastyk, fotograf, i Irena Kanicka – polonistka. Pierwsza ma sześcioletnią córeczkę, druga trzyipółroczną. Dwie osoby przyjmują pełną odpowiedzialność za wspólny etat, wymaga to współdziałania, a nie rywalizacji – Nie znałyśmy się wcześniej – opowiada Małgorzata Kornaga – ale dzięki fundacji utworzyłyśmy zgrany tandem i dostałyśmy staż w Młodzieżowym Domu Kultury w Gliwicach. Zaczęło się od tego, że sama zaproponowałam dyrektorowi, by nas przyjął na ten staż. Zgodził się. Prowadziłyśmy razem teatrzyk kukiełkowy, a ja fotografowałam jeszcze imprezy. Z dziećmi wystawiłyśmy sztukę „Krainy pięknej pogody”, którą z Ireną same napisałyśmy. Czasem zarządzałyśmy same. Każda z nas średnio pracowała cztery godziny dziennie. Job-sharing to świetna forma kreatywnej pracy, do pogodzenia z obowiązkami rodzinnymi, i szansa rozwijania doświadczeń zawodowych tam, gdzie naprawdę chce się pracować. Korzystna jest też dla pracodawcy. Pozwala mu dobrze poznać pracownika, zanim zwiąże się z nim na stałe. – Job-sharing w wielu wypadkach sprawdza się lepiej niż tradycyjny ośmiogodzinny dzień pracy. Fundacja podpisywała z uczestniczkami stażu umowy. Każdej płaciła 460 zł plus koszty opiekunki lub przedszkola dla dziecka oraz zwrot za dojazdy. Małgorzata Kornaga żałuje, że projekt się skończył. – Nie chcę tracić tego zawodowego kontaktu, więc zaproponowałam, że teraz jako wolontariuszka będę prowadzić warsztaty plastyczne „Razem”.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL