fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Magistrowie/studenci

Mediacja robi karierę w oświacie

Fotorzepa, MW Michał Walczak
Uczniowie wybierają spośród siebie mediatorów, którzy pomagają rozwiązywać szkolne spory.
Zamiast sali sądowej – szkolna klasa, zamiast sędziego – uczeń lub nauczyciel. Taki sposób rozwiązywania konfliktów robi karierę w szkołach. Do placówek oświatowych wkraczają mediacje.
Prekursorem jest województwo lubelskie. Tam w programie mediacji rówieśniczej, czyli polubownego rozwiązywania sporów, biorą udział trzy licea i 40 gimnazjów. Szkolni mediatorzy obecni są też w województwie dolnośląskim i Toruniu. Inni powinni brać z nich przykład.
Program mediacji rówieśniczej w woj. lubelskim koordynuje Sąd Okręgowy w Lublinie. Konflikty wśród uczniów mają rozwiązywać sami rówieśnicy. Czuwa jednak nad tym dorosły opiekun – mediator. Najpierw wybranych uczniów szkolą profesjonalni mediatorzy oraz sędziowie z Sądu Okręgowego. Pracują jako wolontariusze.
Szkolenie trwa kilkanaście godzin. Uczniowie dowiadują się o zasadach prowadzenia mediacji i o narzędziach, jakimi może dysponować mediator w rozwiązywaniu konfliktów. Osoby szkolące przeprowadzają też z uczniami symulacje mediacji. Są to modelowe sytuacje sporne. Później, po dawce takiej teorii i praktyki, uczniowie anonimowo wybierają ze swego grona mediatora.
– I okazuje się, że młodzi największe zaufanie mają do osób wyważonych i cichych. Gwiazdy szkolne robiące wokół siebie dużo zamieszania przegrywają ten konkurs – zauważa Agnieszka Rękas, sędzia Sądu Okręgowego w Częstochowie, matka chrzestna mediacji wśród młodzieży.

Spada agresja

Program w województwie ruszył m.in. w celu przeciwdziałania narastającemu zjawisku przemocy wśród młodych ludzi. Od listopada 2011 r. realizowany był w wybranych szkołach gimnazjalnych. Na początku patronował mu rzecznik praw dziecka.
– Mamy sygnały, że dzięki mediacji w szkołach większość konfliktów daje się rozwiązać. Dziewięciu na dziesięciu nauczycieli ze szkół biorących udział w programie wskazuje, że spada tam poziom agresji – informuje Eleonora Porębiak-Tymecka, sędzia lubelskiego Sądu Okręgowego.
Bartłomiej Dołbeń został właśnie wybrany na mediatora w gimnazjum nr 1 w Radzyniu Podlaskim. Twierdzi, że konflikty wśród jego rówieśników pojawiają się, kiedy młodzi się przezywają i sobie dokuczają. – Moja rola polega na tym, by pogodzić obie strony – mówi Bartek dla TVP Info.
Zadowolone z tych rozwiązań są też szkoły. – Młodzież dzięki warsztatom uczy się czegoś, czego nie ma w podstawie programowej. Dzięki tym umiejętnościom łatwiej radzi sobie z konfliktami – ocenia Bożena Płatek, dyrektor gimnazjum nr 1 w Radzyniu Podlaskim.
Szkolne konflikty na linii nauczyciel–uczeń rozwiązują także dorośli. W I Liceum Ogólnokształcącym im. Adama Czartoryskiego w Puławach zajmuje się tym mediatorka, która opiekuje się jednocześnie internatem. – Mamy do niej zaufanie. I gdy jakiś uczeń nie może się dogadać z nauczycielem, ta pani uspokaja sytuację – mówi jedna z uczennic puławskiego liceum.
Okazuje się więc, że nauczyciele mogą skutecznie interweniować w szkolnych konfliktach.
– Nauczyciel chcący, by mediacja odniosła sukces i okazała się satysfakcjonująca dla obu stron, powinien w jej trakcie być całkowicie bezstronny wobec osób i neutralny wobec przedmiotu sprawy – wskazuje adwokat i mediator Zofia Kołakowska, która szkoliła nauczycieli w woj. dolnośląskim. Jej zdaniem dobry mediator musi mieć takie przymioty jak cierpliwość – najlepiej hiobową, i mądrość – najlepiej salomonową. – A empatia i odrobina humoru mediatora mogą zachęcić młodzież do takiej formy rozwiązywania szkolnych konfliktów – mówi mec. Kołakowska.
Mediator nie koncentruje się na obarczaniu stron sporu winą. Ma poprzez rozmowę pomóc im dojść do porozumienia. Jest więc szansa, że młode skonfliktowane osoby znajdą satysfakcjonujące wyjście. Może im pomóc w tym i rówieśnik, i nauczyciel. Nikt przecież nie zrozumie ucznia lepiej niż drugi uczeń.
– Ideę rozwiązywania konfliktów w drodze mediacji i edukację w tym zakresie trzeba krzewić już od najmłodszych lat, w szkołach podstawowych. Dzięki temu w dorosłym życiu ci uczniowie, prowadząc np. przedsiębiorstwo, będą bardziej skłonni rozwiązywać konflikty z innym przedsiębiorcą polubownie, aniżeli decydować się na długi i kosztowny proces sądowy – wskazuje sędzia Rękas.
Boom na mediacje trwa też w woj. kujawsko-pomorskim. Tam dzięki projektom finansowanym przez Toruń profesjonalni mediatorzy skupieni w organizacjach pozarządowych szkolą nauczycieli do pełnienia funkcji mediatorów. Program działa od 2011 r. w blisko 20 szkołach. Warsztaty prowadzi się dla ok. czterech pedagogów i nauczycieli oraz grupy 15 uczniów. Mediatorzy wchodzą do każdej klasy na dwie godziny. Pokazują materiał filmowy o mediacji.
Jeśli ktoś spośród uczniów chciałby być mediatorem, musi się zwrócić do wychowawcy. Nauczyciele typują później młodych ludzi do udziału w programie.
– Bo nauczyciel jest mediatorem w podstawówce, a w liceach i gimnazjach z tą rolą poradzą sobie sami uczniowie – uzasadnia Janusz Kaźmierczak z fundacji Pracownia Dialogu. Zaznacza, że są dziedziny, w których mediacje w szkole się sprawdzają. Polubownie konflikt udało się rozwiązać w jednej ze szkół, gdzie grupa uczennic zaczęła izolować i dyskryminować dziewczynę o azjatyckich korzeniach. Była ładna, a koleżanki poczuły się zagrożone i widziały w niej konkurencję.
– Mediacja sprawdziła się też, gdy młodzież niszczyła sobie rzeczy. Zdarzyło się, że koledzy wrzucili chłopcu strój gimnastyczny do muszli – opowiada Kaźmierczak.

I w innych placówkach

Od kilku lat program mediacji rówieśniczych, współfinansowany przez samorząd, działa też w województwie małopolskim. Gdy powstawał w 2009 r., był innowacyjny. Tam projekt koordynuje Regionalny Ośrodek Polityki Społecznej. Skierowany jest nie tyle do szkół, ile do dzieci i młodzieży umieszczonych w domach dziecka i placówkach opiekuńczo-wychowawczych.
– Szkolenia w tych ośrodkach prowadzą mediatorzy, ucząc dzieci dialogu i rozmowy. Gdy dojdzie do kłótni czy bójki, dyrekcja zgłasza potrzebę pomocy mediatora i ten pomaga rozwiązać konflikt – tłumaczy Rafał Molenda z ROPS.
Wkrótce ośrodek będzie wprowadzał program mediacyjny w placówkach w Oświęcimiu i w Kentach.
Trzeba jednak pamiętać, że nie każdy konflikt nadaje się do mediacji rówieśniczej. I w wypadku bójek zwykle sporu nie udaje się rozwiązać polubownie.
– Kłopot w tym, że w naszych szkołach często dochodzi do zachowań niemediacyjnych, bo świadomość prawna uczniów jest zerowa. Młodzież nie wie, że za zepchnięcie kolegi ze schodów i złamanie mu nogi grozi do pięciu lat pozbawienia wolności. I nieletni też za to odpowiadają – uczula sędzia Rękas.
Dlatego uważa, że przy okazji uczenia o mediacji dzieci i młodzież trzeba edukować prawnie. Najlepiej byłoby, gdyby takie programy nauczania były prowadzone podczas lekcji wiedzy o społeczeństwie. Te działania jednak powinno wesprzeć państwo, bo grantów od samorządów nie wystarczy.
W niektórych szkołach działają nawet kąciki prawne, np. w XXI Liceum Ogólnokształcącym w Łodzi. Zainicjowała je sędzia Anna Maria Wesołowska w celu edukacji prawnej uczniów. Młodzi ludzie uczą się dzięki nim podstawowej wiedzy prawnej i sami organizują różne programy.
U nas mediacja ciągle raczkuje. A np. w USA 95 proc. spraw jest rozwiązywanych w ten sposób. Dobrze na tym tle wypadają też kraje Europy Zachodniej.
Masz pytanie, wyślij e-mail do autorki k.nowosielska@rp.pl
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA