fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Prezydentura Lecha Kaczyńskiego na zakręcie

Eliza Olczyk
Brak zaplecza i spójnej wizji, a oprócz tego pech – to problemy prezydenta. Cokolwiek by zrobił, i tak obraca się przeciw niemu
Poniedziałkowe orędzie. Prezydent jako mąż stanu namawia do kompromisu w sprawie traktatu lizbońskiego. Jak? Strasząc naród... Unią Europejską. Tradycyjną sztywną formułę telewizyjną zamieniono w wystąpienie przypominające spot wyborczy. Efekt? Zarzuty o uprawianie kampanii w publicznej telewizji. A na dodatek kolejne zawirowania w otoczeniu głowy państwa. Michała Kamińskiego, jednego ze spin doktorów PiS, którzy mieli podreperować notowania prezydenta, w przygotowaniu orędzia zastąpił poseł Jacek Kurski. Bilans ostatnich dni nie odbiega od reszty prezydentury. Przez prawie dwa i pół roku urzędowania Lecha Kaczyńskiego skład jego ekipy zmieniał się kilka razy. Jak dotąd żadnej nie udało się poprawić notowań głowy państwa.
Jacka Kurskiego Kancelarii podsunął prezes PiS Jarosław Kaczyński. Kurski, znany z ostrych wystąpień medialnych, miał pomysł na prezydenckie orędzie dotyczące traktatu z Lizbony. Według naszych rozmówców mieli przygotowywać je razem z Michałem Kamińskim. Ale tajemnicą poliszynela jest, że nie darzą się sympatią. W efekcie Kurski przejął dowodzenie. Czy teraz będzie częstszym gościem w Pałacu? – Wątpię, bywa angażowany zazwyczaj do specjalnych poruczeń – mówi nam polityk PiS. Jednak powierzenie orędzia Kurskiemu jest w partii odbierane jako ostrzeżenie dla Kamińskiego, z którym Kurski jest skonfliktowany. Kamiński stara się podporządkować sobie urzędników w Kancelarii. Atmosfera odstrasza nawet poszukujących posad byłych ministrów. – Kto by dobrowolnie wszedł w gniazdo os – mówi „Rz” jeden z bezrobotnych polityków. Niewykluczone, że w Pałacu będą zmiany w polityce informacyjnej. Wczoraj nagle ze stanowiska szefa biura prasowego odszedł Marcin Rosołowski. Zanim na Krakowskim Przedmieściu pojawił się Michał Kamiński, przez Pałac Prezydencki przewinęły się dwie ekipy, które nadawały ton polityce głowy państwa. Andrzej Urbański, były wiceprezydent Warszawy, i Maciej Łopiński, stary znajomy prezydenta z gdańskich czasów „Solidarności”, to dwie pierwsze nominacje w Kancelarii. I dwie pierwsze usunięte w cień. Szef Kancelarii Prezydenta szybko zaczął zbierać krytykę. Jednym ze sztandarowych założeń polityki Lecha Kaczyńskiego miała być nowa jakość w odznaczaniu zasłużonych. Już trzy miesiące po rozpoczęciu urzędowania Andrzej Urbański tłumaczył się, dlaczego prezydent przyznał Krzyż Zesłańców Sybiru gen. Jaruzelskiemu. Szef Kancelarii przekonywał, że Kaczyński złożył swój podpis... nieopatrznie, a winni są urzędnicy. W atmosferze kompromitacji Jaruzelski oddał order. Prezydenccy ministrowie opowiadają, że problemy mieli nawet z posiedzeniami kapituły Orła Białego. By dojechał na nie Tadeusz Mazowiecki, wyczyniali prawdziwe akrobacje. Szukali go za pośrednictwem syna. A nad rzekę Liwiec, gdzie Mazowiecki miał wypoczywać, wysyłano kierowcę z zaproszeniem w ręku. Aż wreszcie jeden z polityków udał się na niedzielną mszę do kościoła, w którym modli się były premier. Mazowiecki z kapituły odszedł rok temu razem z Bronisławem Geremkiem. Dziś nikt już nie pamięta cichych działaczy podziemia odznaczonych przez Kaczyńskiego. Za to cała Polska wie, że na uroczystości Marca ,68 nie zaproszono Adama Michnika, z którym negocjowano przyznanie mu odznaczenia. – Sympatyzuję z prezydentem. Wydaje mi się, że jego intencje są lepsze niż Lecha Wałęsy, ale wykonanie jest żenujące – ocenia Ryszard Bugaj, były szef Unii Pracy, który w wyborach poparł Lecha Kaczyńskiego. – Poza polityką odznaczeniową mieliśmy mnóstwo pomysłów. Zaangażowaliśmy się w sprawy bezpieczeństwa energetycznego i polityki wschodniej – opowiada jeden z ministrów z tzw. grupy muzealnej. W miarę jak słabły wpływy Urbańskiego i Łopińskiego, który się nie sprawdzał w kontaktach z mediami, głos w Kancelarii zyskiwali politycy skupieni wokół Muzeum Powstania Warszawskiego. Elżbieta Jakubiak, szefowa gabinetu prezydenta RP, Lena Dąbkowska-Cichocka, minister odpowiadająca za kontakty ze światem kultury, poseł Jan Ołdakowski, dyrektor muzeum, i Paweł Kowal, wiceminister spraw zagranicznych. To oni podkreślają zaangażowanie prezydenta w prace nad bezpieczeństwem energetycznym. – Udział prezydenta przy zakupie rafinerii w Możejkach był kluczowy – podkreśla Piotr Kownacki, prezes PKN Orlen. – To nie tylko transakcja biznesowa, zaangażowanie prezydenta uwiarygodniło Orlen jako firmę, która jest w stanie zagwarantować dostawy ropy do Możejek, a to był warunek Litwinów. Od momentu powołania Lech Kaczyński był na Litwie dziewięć razy. – Ma już swoje miejsce w historii. Nic więcej nie musi robić – przekonuje Elżbieta Jakubiak, była minister z Kancelarii Prezydenta. – Zakup Możejek zagwarantował Polsce bezpieczeństwo energetyczne. Tylko że zaplecze prezydenta nie potrafi się pochwalić tym sukcesem.Wpływy muzealników nagle stopniały, a Jakubiak opuściła Kancelarię. W Pałacu nastał Michał Kamiński. Odszedł za to Andrzej Urbański. Szef Kancelarii po publikacji „Rz” ujawniającej, że prowadził firmę z SLD-owskim biznesmenem Ryszardem Nawratem oskarżanym o korupcję, podał się do dymisji. Miejsce Jakubiak zajął Maciej Łopiński, który nie udziela się już medialnie, za to blisko współpracuje z nową szefową Kancelarii Anną Fotygą. Jednak ton w Pałacu próbuje nadawać właśnie Michał Kamiński. To jego pomysłem było wyeksponowanie w mediach roli pierwszej damy. Maria Kaczyńska jednak okazała się niepokornym ambasadorem swojego męża. Prezydentowa skonfliktowała Pałac z ojcem Tadeuszem Rydzykiem. Podpisała się pod apelem, by zachować dotychczasowe przepisy w sprawie ochrony życia. A ostatnio poparła zapłodnienie in vitro. Ale najbardziej polityków PiS niepokoi strategia wikłania prezydenta w spory z rządem PO. Podgrzewanie awantur o absencję Radosława Sikorskiego na spotkaniu z prezydentem czy też zbyt późne poinformowanie Pałacu o tragedii wojskowej CASY – to również pomysły Michała Kamińskiego.Prezydent, czyli kto? – Podstawowym problemem Lecha Kaczyńskiego jest wiarygodność. Przeciętny obywatel nie ma pewności, czy to on sam stoi za decyzjami, które prezydent firmuje – ocenia dr Radosław Markowski, politolog. – Do tego dochodzą fobie i partyjniactwo. Ryszard Bugaj też nikogo nie oszczędza. – Obecna ekipa prezydenta jest fatalna. Michał Kamiński zachowuje się jak wodzirej PiS – mówi. Rozczarowany prezydenturą jest też Kazimierz Michał Ujazdowski, były wiceprzewodniczący PiS. – Lech Kaczyński jest pasywny w sprawach strategicznych, za to angażuje się w bieżącą politykę – krytykuje głowę państwa. Za plus Ujazdowski uznaje politykę historyczną prezydenta. – To jednak za mało – twierdzi.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA