fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Prawo karne

Czy warto zmienić przepis o obronie koniecznej

To prokurator, a nie sąd, miałby decydować o losie ofiary, która broniąc się, przekroczyła ze strachu lub w szoku granice obrony koniecznej
Zmiana przepisu poświęconego obronie koniecznej i konsekwencjom jej przekroczenia to jeden z pomysłów ministra Zbigniewa Ćwiąkalskiego na poprawienie obowiązującego kodeksu karnego. Chce on bardziej liberalnie potraktować ofiary, które przekroczą te granice. Dziś w takiej sytuacji sąd może jedynie odstąpić od wymierzenia kary. W przyszłości taka osoba w ogóle nie podlegałaby karze.
Co to oznacza? Już prokurator na etapie śledztwa będzie mógł je umorzyć bez względu nawet na tragiczny skutek takiej obrony. Czy jednak śledczy zechcą korzystać z tego prawa?
O granicach obrony koniecznej mówi się od kilku lat i zawsze budzi ona ogromne emocje. Były minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro (w noweli do kodeksu karnego, której zabrakło kilku tygodni, by doczekała się głosowania w poprzednim Sejmie) chciał przyznać ofiarom prawo do obrony niemal niczym nieograniczonej. Według jego pomysłu napadnięty mógłby bronić się sam przed atakiem i nie byłby za to ciągany po sądach. Już prokurator mógłby umorzyć jego sprawę,<@$p> i to nie tylko wówczas, gdy napadnięty pod wpływem strachu przekroczył granice obrony koniecznej, ale także wówczas, gdy ofiara wprawdzie nie działała pod wpływem strachu, ale np. w obronie własnego domu czy mieszkania. Przeciw takiej konstrukcji protestowali wówczas najwybitniejsi karniści. Dołączył do nich także rzecznik praw obywatelskich. Janusz Kochanowski wytykał pomysłowi kilka niebezpiecznych mankamentów. Zwracał uwagę, jak płynna jest granica między obroną konieczną i przekroczeniem jej granic z jednej strony a przekroczeniem granic i niczym nieusprawiedliwionym zamachem rzekomo napadniętego – z drugiej. Twierdził, że o tym, czy broniący się przed atakiem lub intruzem obywatel pozostanie bezkarny, czy nie, nie powinien decydować prokurator. Nie podobała mu się także całkowita i obligatoryjna niekaralność obrony miru domowego. – To wprowadzenie całkowitej bezkarności dla właściciela np. ogródka działkowego, który mógłby na zimno i bez żadnych konsekwencji zabić nieproszonego inkasenta – przestrzegał rzecznik. O tym, że propozycja łamie art. 38 konstytucji, który każdemu gwarantuje prawną ochronę życia, grzmieli eksperci. Pomysł upadł wraz z rozwiązaniem Sejmu. Nowy minister sprawiedliwości powrócił jednak do pomysłu poprawiania przepisu traktującego o obronie koniecznej, choć nie tak daleko idącego jak ten Ziobry. Chce, aby już prokurator na etapie śledztwa mógł umorzyć sprawę ofiary, która broniąc się, przekroczyła granice obrony koniecznej. Do rezygnacji z wprowadzania takiej zmiany namawia ministra m.in. prof. Zbigniew Hołda. – Niepotrzebne są żadne zmiany systemowe, dzisiejszy przepis jest dobry i bezpieczny – twierdzi. Takiego samego zdania jest prof. Marian Filar (obecnie poseł). – Dziś obowiązuje tzw. sędziowskie prawo darowania kary i tak powinno pozostać – uważa. Dodaje, że prokuratorzy, nawet jeśli dostaną takie prawo, i tak ostateczną decyzję będą przerzucali na sąd. – Tak więc niewiele się zmieni – mówi prof. Filar.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA