fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Zrabowane obrazy już w Internecie

Dwa z prezentowanych w Internecie obrazów: „Para” Hansa Christopha oraz „Matka i dziecko” Ericha Fraaßa
AFP
Pod naciskiem zagranicznej opinii publicznej rząd podjął decyzję o publikacji dzieł znalezionych w Monachium.
Na stronie internetowej www.lostart.de obejrzeć można 25 dzieł z kolekcji Corneliusa Gurlitta, którą prawie dwa lata temu znaleziono w jego monachijskim mieszkaniu. Są to dzieła, których proweniencja wskazuje na to, iż były przedmiotem grabieży dokonanej w czasach nazistowskich. Jest to pierwsza partia obrazów, które zostaną umieszczone w Internecie. Dopiero w niemal dwa lata po ich znalezieniu.
– Powstaje wrażenie, że władze blokują poszkodowanym dostęp do informacji – ostrzegał już wcześniej na łamach prasy znany ekspert Wille Korte, uważany za Jamesa Bonda w sprawach restytucji dzieł sztuki.
W dodatku gdyby całej sprawy nie ujawnił tydzień temu tygodnik „Focus", do dzisiaj wszystko byłoby tajemnicą prokuratury w Augsburgu. Prowadzi śledztwo przeciwko 79-letniemu Corneliusowi Gurlittowi podejrzanemu o oszustwa podatkowe w postaci unikania płacenia podatków ze sprzedaży obrazów ze swej kolekcji odziedziczonej po ojcu, znanym handlarzu współpracującym na rynku sztuki z ówczesnymi władzami nazistowskimi.

Plan działania

Decydując się na publikację pierwszych obrazów, rząd w Berlinie nie kryje, że czyni to pod presją zagranicy. Po informacji „Focusa" na Niemcy spadły gromy nie tylko ze strony organizacji żydowskich, ale i wielu innych instytucji. Wniosek o dostęp do listy dzieł z kolekcji Gurlitta złożył także konsulat RP w Monachium. Jak pisze amerykańska prasa, powołując się na własne źródła, Departament Stanu był zdania, że utrzymywanie całej sprawy w tajemnicy stanowi naruszenie postanowień konwencji waszyngtońskiej z 1998 r.
Jej stroną są Niemcy, co nakłada na władze także obowiązek poszukiwania właścicieli skonfiskowanych w czasach nazistowskich dzieł sztuki. Prezes Światowego Kongresu Żydów Ronald S. Lauder przypomniał niemieckiemu rządowi na łamach „Die Welt", że „krzywda trwać będzie nadal", dopóki nie zostaną wyjaśnione wszelkie okoliczności dotyczące byłych właścicieli obrazów.„Rz" zwracała w ubiegłym tygodniu uwagę na błędne działania niemieckich władz w całej sprawie.
W sumie w mieszkaniu Gurlitta znaleziono 1406 dzieł, wśród nich rysunki Picassa, obrazy Chagalla, Matisse'a, Dixa, Liebermanna i wielu innych. 980 ma podlegać wszechstronnemu sprawdzeniu przez ekspertów. Praca właściwie dopiero się zaczyna. Rzecznik rządu Angeli Merkel obiecał przedstawienie jeszcze w tym tygodniu planu działania. Powołany został zespół ekspertów.
Jeżeli po publikacji w Internecie dzieł z kolekcji Gurlitta znajdą się ich byli posiadacze, nie oznacza to, że automatycznie dzieła te zostaną im zwrócone.

Trudna restytucja

Jak tłumaczy na łamach „Frankfurter Allgemeine Zeitung" Imke Gielen, adwokatka specjalizująca się w sprawach restytucji dóbr kultury, niemożliwy jest zwrot dzieł sztuki niemieckim muzeom, z których zabrały je przed laty nazistowskie władze na mocy odpowiedniej ustawy dotyczącej tzw. sztuki zdegenerowanej.
Imke Gielen nie widzi przeszkód, aby osoby prywatne zgłaszały pozwy restytucyjne, lecz jest zdania, że przeprowadzenie dowodu własności jest niezwykle trudne. Dotyczy to zwłaszcza dzieł sztuki „zdegenerowanej". Jedna z tych spraw toczy się od lat przed sądem w Monachium bez pozytywnego rozstrzygnięcia dla osoby starającej się o restytucję.
– To wszystko ma posmak skandalu – mówi „Rz" Prof. Klaus Schroeder z Wolnego Uniwersytetu w Berlinie. Jego zdaniem powinno się rozważyć także zmianę prawa ułatwiającego zwrot zrabowanych i skonfiskowanych dzieł sztuki z czasów nazistowskich.
Przy tym wszystkim, jak piszą niemieckie media, Corneliusowi Gurlittowi nic w zasadzie nie grozi. Prokuratura nie jest w stanie sformułować zarzutów po dwu latach śledztwa.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA