fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Stratfor

Bez krwi i żelaza

Stratfor
W obecnej formie Unia Europejska jest niestabilna i nietrwała. Wielu Europejczyków wierzy jednak, że Stary Kontynent powinien zostać zjednoczony po to, by wyjść z obecnego kryzysu. Nie jest to myślenie pozbawione słuszności – twierdzi analityk amerykańskiego think tanku Stratfor.
Europejscy przywódcy wkrótce wrócą z wakacji i odkryją, że problemy, z którymi się zmagali nie zniknęły – chodzi zwłaszcza o wysokie bezrobocie i przedłużający się kryzys kredytowy. Niektórzy wyrażają optymizm w związku z ostatnią poprawą sytuacji gospodarczej w Europie, ale przywódcy Niemiec zachowują powściągliwość. Lepiej niż ktokolwiek inny rozumieją oni bowiem, że debata na temat tego, czy Unia Europejska powinna się dalej integrować, jest nieunikniona; może to być jeden z nielicznych sposobów, by blok mógł przetrwać obecne problemy.Wersja angielska tekstu na www.stratfor.com
Rozumieją to także, ponieważ zjednoczenie samych Niemiec było żmudnym procesem. Potrzeba było dziesięcioleci wojen, przełomów technologicznych i wyjątkowych przywódców, by niemieckie państewka się zjednoczyły. Ostatecznie postawiły one na unifikację z jednego powodu: by przetrwać.
Dziś Niemcy ponownie muszą rozważyć za i przeciw integracji, tyle tylko, że tym razem w imię ocalenia całej Europy. Ale są granice, do których Berlin jest w stanie dokonywać poświęceń dla grupy państw, które z natury nie ufają niemieckiej potędze.

Hybrydowy twór

Unia Europejska nie sprawdziła się dlatego, że tak naprawdę zasady jej funkcjonowania nigdy nie zostały w pełni wdrożone. W 1992 roku niewiele państw w ramach europejskiej strefy wolnego handlu zgodziło się zrezygnować z własnych walut i przyjąć jedną wspólną, delegując tym samym swoją politykę monetarną na rzecz scentralizowanej biurokracji Europejskiego Banku Centralnego. Nie zgodziły się jednak, by następnym krokiem była integracja fiskalna, a zatem polityczna. Strefa euro rozrosła się od tego czasu do 17 krajów, ale nie zmieniło to faktu, że wartość pieniądza była tworzona w jednym miejscu, a wydawana w drugim.
Taki układ okazał się niezwykłym źródłem bogactwa w czasach globalnej prosperity, dopóty dopóki rynki finansowe postrzegały ryzyko gospodarcze związane z Grecją na równi z ryzykiem niemieckim. Sprawiło to jednak, że strefa euro była wyjątkowo nieprzygotowana na poważny kryzys gospodarczy. Bez własnej polityki monetarnej poszczególne kraje nie mogły zdewaluować swoich walut – co stanowi powszechną praktykę ucieczki przed recesją. Jednocześnie unijne instytucje nie były w stanie wdrożyć i wymóc spójnej strategii, gdyż brakowało im fiskalnej i politycznej kontroli nad swoimi członkami. Podział władzy pomiędzy państwa narodowe i scentralizowaną biurokrację powoduje, że żadna ze stron nie jest w stanie działać efektywnie i cały system ulega paraliżowi.
W swojej obecnej formie Unia Europejska jest niestabilna i nietrwała. Wielu Europejczyków wciąż jednak wierzy, że Stary Kontynent może i powinien zostać zjednoczony; dla nich unifikacja jest drogą wyjścia z obecnego kryzysu. I nie jest to myślenie pozbawione słuszności. W teorii sfederalizowana Europa powinna być stabilniejsza i bogatsza niż obecny, hybrydowy twór.

Początek dała wojna

Ale to tylko ostatnie z serii europejskich marzeń o zjednoczonym Kontynencie.  Wielu wcześniej próbowało zebrać tak wiele krajów pod jedną egidą polityczną, ale nie byli w stanie pogodzić interesów tak wielu potężnych państw. Problem polegał na tym, że ich próby zaczynały się od krwawej jatki, a kończyły chaosem.
Choć nie jest to doskonała analogia do powstania Unii Europejskiej, XIX-wieczne Niemcy to prawdopodobnie najlepszy we współczesnej historii przykład udanej unifikacji. W przeciwieństwie do Europy Niemcy były produktem politycznym opartym na wspólnych, etniczno-językowych korzeniach. Tym niemniej jego części składowe to była mieszanka konkurujących ze sobą państewek, które poświęciły się po to, by zbudować imperium. Niemiecka historia może Europę wiele nauczyć o prawdziwych kosztach unifikacji. Ze swej strony Berlin powinien mieć w pamięci lekcje zjednoczenia, gdy próbuje dziś wykuć Unię Europejską na swój obraz i podobieństwo.
Nowe systemy polityczne częściej powstają na zgliszczach wojny. Unia Europejska i Niemcy wpisują się w tę tradycję. Ich spuścizna to narodziny znaczone konfliktem tak poważnym, że zniszczył stary system i pozwolił na niecodzienne rozwiązania, wcześniej nie do pomyślenia.
Unia Europejska narodziła się z traumy I i II Wojny Światowej. Ten 30-letni okres rzucił na kolana grupę najpotężniejszych państw w historii ludzkości, pozostawiając po sobie zrujnowany, wyczerpany i podzielony Kontynent.
Wojny Napoleońskie dały początek współczesnym Niemcom. Pod koniec  XVIII wieku poprzednik Niemiec, Święte Cesarstwo Rzymskie składało się z prawie 200 quasi-niezależnych państw, położonych na obszarze obejmującym część dzisiejszej Polski, Czech, Słowacji i wielu innych państw Europy Środkowej i Północnej. Te wiecznie skłócone ze sobą księstwa, hrabstwa i elektoraty były całkowicie niezdolne, by stawić opór obywatelskim armiom powstałym w wyniku Rewolucji Francuskiej. Armie rewolucyjne, skonsolidowane pod dowództwem Napoleona Bonaparte, łatwo pokonały chaotyczną koalicję sił niemieckich i ich sojuszników i przetoczyły się przez Europę zatrzymując się dopiero w Rosji.
Trzeba było 22 lat i sześciu kolejnych koalicji zawieranych przez wszystkie główne potęgi europejskie, by pokonać francuskie armie. Święte Imperium Rzymskie się rozpadło, a Cesarstwo Napoleońskie, za sprawą szefa swojej dyplomacji, Charlesa Maurice'a de Talleryanda, zapoczątkowało proces, w ramach którego mniejsze państwa niemieckie były wchłaniane przez swoich większych sąsiadów, by złagodzić przebieg transformacji politycznej. Na początku XIX wieku pozostało jedynie około 40 niemieckich państw.

Kolejny krok

Kluczem do powstania Niemiec stała się Rewolucja Francuska, tak samo jak dwie wojny światowe przyczyniły się do stworzenia współczesnej Europy. Rewolucja Francuska stworzyła nowe sposoby myślenia o tym, co to znaczy być państwem narodowym. By jednak zapoczątkować tworzenie zjednoczonej Europy, potrzebny był inny rodzaj rewolucji.
Perspektywa ekonomicznych zysków musiała skusić poszczególne państwa do bliższej integracji. Dla Niemiec takim wydarzeniem była Rewolucja Przemysłowa; dla Europy globalny boom gospodarczy z lat 80. i 90. Przez cały XIX wiek postęp technologiczny w procesie wytwórczym powodował, że producenci mogli radykalnie zwiększać wydajność. Nowe technologie transportowe - w szczególności silnik parowy - pozwalał krajom na bliższe powiązania. Rewolucja Przemysłowa rozpoczęła się w Anglii i rozprzestrzeniła na cały Kontynent. Niemcy pozostawały jednak politycznie podzielone, niezdolne by przyłączyć się do tej rewolucji albo zrealizować model gospodarki uprzemysłowionej.
Produkty wytwarzane w Prusach musiały przejść prze tuzin granic celnych zanim dotarły do Walonii, a węgiel stamtąd przebywał taką samą drogę w przeciwnym kierunku. To tworzyło wielkie dodatkowe koszty dla niemieckiego przemysłu i hamowało rozwój niemieckich państw. Wynikająca z tego gospodarcza nierównowaga była jednym z wielu katalizatorów niemieckiej rewolucji w 1848 roku.
Pod koniec XX wieku współczesna Europa wierzyła, że musi znieść cła i ograniczenia dla swobodnego przepływu kapitału, jeżeli chce politycznie i gospodarczo nadążyć za Stanami Zjednoczonymi i Japonią. Te dwie ekonomiczne potęgi przyćmiewały nawet największe państwa europejskie, choć jako całość Europa pozostawała najbogatszym regionem świata. Dla Europy, tak jak dla Niemiec w XIX wieku, strefa wolnego handlu była logicznym następnym krokiem.

Gorsza niemiecka bezczynność

Na żądanie Prus kilka państw niemieckich sformalizowało w 1834 roku unię celną, która zredukowała lub zlikwidowała cła, stworzyła jednolity rynek pracy i zintegrowała rynki kapitałowe. Począwszy od lat 40. XIX wieku państwa członkowskie unii celnej zaczęły być łączone liniami kolejowymi, tworząc coraz bogatszy rynek wewnętrzny i potwierdzając dominację Prus wśród państw niemieckich. Unia rozszerzała się w następnych latach, ale nigdy nie zdecydowano się przekształcić ją w unię monetarną i bankową.
Prusy nie widziały interesu w rozwadnianiu siły swojego sektora bankowego, bez zagwarantowania sobie kontroli nad polityką fiskalną i ekonomiczną innych członków unii celnej. W tym punkcie historia unifikacji Niemiec i unifikacji Europy zaczyna się rozchodzić.
W przeciwieństwie do XIX-wiecznych Niemiec, współczesna Europa przesuwała granice unii handlowej i stworzyła Europejski Bank Centralny, który administruje polityką monetarną stale rosnącej liczby państw członkowskich. Państwa te skłonne były pozbyć się kontroli nad swoimi walutami, kuszone obietnicą wzbogacenia się. Mniej chętnie zapatrują się jednak na perspektywę utraty suwerenności w polityce fiskalnej. Wiele z nich nie widzi powodu, by oddać Brukseli kontrolę nad swoim budżetem wojskowym czy energetycznym.
Co więcej, Unii Europejskiej brakuje również wewnętrznego lidera, który chciałby i mógł działać zdecydowanie. Od samego początku o kształcie zjednoczenia Niemiec decydowały Prusy.
Po Wojnach Napoleońskich zyskały one pół miliona obywateli i 10 tysięcy kilometrów kwadratowych terenu. Miały też najlepszą armię lądową w Europie. Podobnie jak Prusy, również współczesne Niemcy są najbogatszym i najpotężniejszym członkiem swojego bloku handlowego, tyle że systematycznie odmawiają przyjęcia roli lidera w Unii Europejskiej. Wielce wymowna jest następująca anegdota: kiedy w 2012 roku rynki finansowe drżały z niepewności co do programów pomocowych, polski minister spraw zagranicznych wygłosił słynne zdanie, że po raz pierwszy w historii jego kraj bardziej boi się niemieckiej bezczynności niż niemieckiego działania.

Sukcesy Bismarcka

Niechęć do przewodzenia Europie jest z punktu widzenia Berlina absolutnie racjonalna. W istocie ta wstrzemięźliwość pokazuje inną kluczową różnicę pomiędzy sytuacją kanclerz Angeli Merkel a jej najbardziej znamienitym poprzednikiem, Otto von Bismarckiem.
Pierwotny projekt zjednoczonej, powojennej Europy był zagranicznego autorstwa. Unia handlowa w Europie służyła strategicznym interesom Stanów Zjednoczonych. Współczesne Niemcy w wielkim stopniu (w istocie największym) korzystają z Unii Europejskiej rozumianej jako strefa wolnego handlu, ale wcale nie wiadomo, czy pełna unia fiskalna i polityczna leży w interesie Berlina. Nie jest nawet jasne, czy rozwiązałaby ona wielki problem współczesnej Europy: obecny kryzys ekonomiczny i społeczny.
Gospodarczy sukces pruskiej unii celnej nie był dla Prus celem samym w sobie, choć w dużej mierze przyczynił się do ich potęgi. Stawką było bezpieczeństwo narodowe kraju. Wojny Napoleońskie i powolna ale systematyczna ekspansja imperium habsburskiego i rosyjskiego jasno pokazywała pruskim politykom, że jedynie polityczna, ekonomiczna i militarna unia krajów niemieckojęzycznych zagwarantuje im bezpieczeństwo.
Takie kalkulacje są niemal nieobecne w dzisiejszym myśleniu strategicznym Niemiec. Nie ma zagrożenia dla bezpieczeństwa twardego rdzenia Unii Europejskiej, które mogłoby pobudzić Niemcy do działania. Nawet Rosja zrozumiała lekcję Związku Radzieckiego i na razie wydaje się zadowalać utrzymywaniem wewnętrznej stabilności, czyniąc jedynie okazjonalne wypady do Europy Środkowej. Nic więc nie popycha Niemiec w kierunku dalszej integracji z Unią Europejską.
Pytanie brzmi zatem, czy niemiecki imperatyw, by zachować unię handlową, od której w dużej mierze zależy gospodarcza pomyślność kraju, spowoduje bardziej zdecydowane działania Berlina. Analiza postępowania Niemiec pokazuje jedynie, że starannie kalkulują one prawdziwe koszty następnego kroku w procesie unifikacji.
W 1862 roku, po mianowaniu na stanowisko premiera i ministra spraw zagranicznych Prus, Bismarck wystąpił w parlamencie i wygłosił historyczne przemówienie, prosząc deputowanych o zgodę na radykalne zwiększenie wydatków militarnych. Bismarck zauważył, że wielki problem zjednoczenia Niemiec może zostać rozwiązany tylko przy pomocy „krwi i żelaza". Bismarck dobrze rozumiał, że połączenie interesów ekonomicznych, dzięki któremu powstała unia celna, wyczerpało swój potencjał i następny etap tworzenia zamożnego i bezpiecznego państwa europejskiego będzie wymagał użycia przymusu.
Miał rację. Współczesne Niemcy narodziły się na polach dwóch bitew, oddalonych od siebie o 800 kilometrów i cztery lata. W 1866 roku armia pruska pokonała Austrię i jej niemieckich sojuszników w Bitwie pod Sadową w dzisiejszych Czechach. Bitwa zakończyła wojnę prusko-austriacką i położyła kres ambicjom Austrii, by przewodzić państwom niemieckim, dla których stało się jasne, że jedynym wiarygodnym sposobem na zapewnienie sobie bezpieczeństwa i pomyślności jest sojusz z Prusami. Bismarck złamał całą wewnętrzną opozycję przeciwko zjednoczeniu Niemiec pod egidą Prus. Co ciekawe, nie wcielił tych krajów na siłę, choć z łatwością mógł to zrobić. Wykreował za to zagraniczne zagrożenie ze strony historycznego wroga - Paryża, by przeciągnąć je na swoją stronę.
W lipcu 1870 roku Berlin, dzięki kreatywnej dyplomacji Bismarcka, sprowokował Paryż do działań ofensywnych przeciwko Prusom. Wspomnienie wojen napoleońskich skłoniło ostatnie niezależne państwa niemieckie do skupienia się pod sztandarem Hohenzollernów. Dwa miesiące później wspaniała armia pruska rozbiła Francuzów w Bitwie pod Sedanem i wzięła do niewoli francuskiego cesarza, Napoleona III. W 1871 roku w Pałacu w Wersalu, król pruski Wilhelm I został ogłoszony kaiserem nowej Rzeszy Niemieckiej.

Jak zmusić do integracji

Dziś Francja i Niemcy znów znajdują się w twardym rdzeniu europejskiego systemu politycznego. Stratfor często pisze, że los Unii Europejskiej zależy od stabilizacji francusko-niemieckiego aliansu, na którym od sześciu dekad opiera się pokój w Europie. Wraz z pogłębianiem się kryzysu różnice pomiędzy modelem francuskim i niemieckim stają się głębsze, a tarcia coraz wyraźniejsze.
Dziś jest nie do pomyślenia, by Merkel wygłosiła w Parlamencie Europejskim przemówienie o „krwi i żelazie". Jednak budowanie państw z kilku części składowych wymaga redystrybucji majątku i władzy, co stoi w sprzeczności z ich suwerennością. W pewnym momencie państwa musiałyby zostać do tego zmuszone, choć przymus militarny nie jest z pewnością jedyną opcją.
Na tym kończy się analogia pomiędzy Unią Europejską i XIX-wiecznymi Niemcami. Jest coraz mniej prawdopodobne, by prawdziwą unię fiskalną i polityczną w Europie udało się osiągnąć poprzez dopasowanie interesów państw wchodzących w jej skład. Nie wydaje się jednak, by na Niemcy była wywierana jakakolwiek presja, aby to one zmuszały inne państwa do większej integracji.
Wielu Europejczyków ma nadzieję, że wrześniowe wybory w Niemczech przyniosą bardziej zdecydowany rząd i zakończą europejski kryzys. Ludziom tym przydałaby się porządna lekcja niemieckiej historii, by w pełni zrozumieli koszty unifikacji.
Tłum. TK
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA