fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Plus Minus

Gdański Sierpień jak Bitwa Warszawska

Beata Zubowicz
Fotorzepa, Ryszard Waniek Rys Ryszard Waniek
Maryla Płońska, Ewa Osowska, Alina Pienkowska, Magdalena Modzelewska, Bożena Rybicka - z jakim wydarzeniem historycznym kojarzą się Państwu te nazwiska?
Gdyby zrobić taką sondę, idę o zakład, że 95 procent odpowiedzi byłoby błędnych. Dopiero kolejne nazwiska: Anna Walentynowicz i Henryka Krzywonos, być może naprowadziłyby ankietowanych na trop.
Od wybuchu strajków na Wybrzeżu mijają 33 lata. Wystarczająco wiele, by weszły one do narodowej mitologii. Trudno się jednak oprzeć wrażeniu, że do kolejnych rocznic Polacy podchodzą nader chłodno, nawet jeśli formalnie doceniają wagę Sierpnia '80. Gdyby bowiem poziom społecznych emocji mierzyć miarą tak dziś popularnych rekonstrukcji historycznych, marszów czy rowerowych mas krytycznych (co jest przecież jakimś wyrazem obywatelskiej aktywności), to mogłoby się okazać, że nawet powstanie styczniowe budzi bardziej gorące uczucia niż rocznica Sierpnia. O 25. rocznicy strajków z roku 1988 nawet nie wspomnę. O tym nie pamiętają chyba nawet ich uczestnicy.
Czy to nie zastanawiające? Przecież zarówno podczas pierwszych strajków jak i później nie brakowało dramatycznych wydarzeń, nagłych zwrotów akcji, aktów bezprzykładnej odwagi, a nawet bohaterstwa. Wielu uczestników tamtych zdarzeń miało po dwadzieścia kilka lat. Współczesnym młodym ludziom nie tak trudno by się było z nimi utożsamić.
Weźmy choćby wymienione na początku dziewczyny, które w protestach 1980 roku odegrały znaczącą rolę. 16 sierpnia dyrekcja Stoczni im Lenina przystała na część żądań strajkujących od dwóch dni stoczniowców. Komitet Strajkowy pod przewodnictwem Lecha Wałęsy postanowił zakończyć protest. Bieg zdarzeń zmieniły kobiety: Anna Walentynowicz, Henryka Krzywonos, Alina Pienkowska i Ewa Ossowska pobiegły do bram stoczni, by zatrzymać rozchodzących się do domów robotników. Wałęsa na wniosek innych strajkujących na Wybrzeżu zakładów ogłosił strajk solidarnościowy. Ponieważ jednak stoczniowy radiowęzeł został wyłączony, nie wszyscy dowiedzieli się o decyzji. Wtedy Andrzej i Joanna Gwiazdowie, Bogdan Lis oraz Maryla Płońska wsiedli do rozklekotanego żuka i objechali kilka najważniejszych zakładów, wzywając do kontynuowania walki. Czyż to nie fascynująca historia?
Albo inna: jest 18 sierpnia. Do Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego przyłączyło się już 156 zakładów z Wybrzeża. Uzgodniono treść 21 postulatów i rozpoczęto ich drukowanie. O godzinie 17.00 strajkujący zaczynają się modlić. Przewodzą im młode dziewczyny Magdalena Modzelewska i Bożena Rybicka. Wielu robotników jest w wieku ich ojców.
Już tylko w tych epizodach każdy mógłby znaleźć coś dla siebie: feministki, osoby religijne czy polityczni radykałowie. Ale żeby tak się stało, te i inne historie oraz uczestniczący w nich ludzie musieliby się stać powszechnie znani. Tymczasem Maryla Płońska dwa lata temu umarła w niemal całkowitym zapomnieniu, nieżyjącą od 11 lat Alinę Pienkowską wspomina się rzadko i półgębkiem, biogramu Ewy Ossowskiej zaś nie znalazłam nawet w internetowej "Encyklopedii Solidarności". A co z Modzelewską i Rybicką? Wielu ludzi w licznych polskich miastach i miasteczkach mogłoby się pochwalić równie emocjonującymi historiami. Ale niemal nikt o nich nie słyszał.
Efekt jest więc taki, że dziś znamy więcej pseudonimów żołnierzy wyklętych niż nazwisk ludzi, którzy robili rewolucję "Solidarności". Oczywiście ani mi w głowie zrównywać wojenną i tużpowojenną partyzantkę z działalnością opozycyjną z lat 70. i 80. Za tę pierwszą można było stracić życie, za tę drugą zazwyczaj najwyżej zęby. Choć przykład księdza Jerzego Popiełuszki pokazuje, że SB czasem się nie patyczkowała.
Dlaczego magia wydarzeń, w których nie brak elementów romantycznego zrywu, w tym wypadku nie działa? Okadzanie coraz bardziej groteskowego Lecha Wałęsy przez medialno-polityczny establishment zapewne nie sprzyja zainteresowaniu Sierpniem '80. Podobnie jak monopol ludzi dawnej Unii Demokratycznej, którzy przyznali sobie prawo do wystawiania cenzurek pod tytułem: temu wolno odwoływać się do tradycji "Solidarności", a temu - nie. I dziwnym trafem zwykle nie wolno tym, kogo nie lubią samozwańczy recenzenci.
Wywołuje to zrozumiały odruch buntu, na zasadzie: to pamiętajcie sobie sami. A ponieważ środowisko to jest świetne w zawstydzaniu Polaków, ale już budzenie dumy nie udaje się mu wcale, toteż trudno się dziwić, że rocznice Sierpnia sygnowane przez ludzi wywodzących się z tamtego kręgu polityczno-towarzyskiego są coraz bardziej drętwe. I coraz mniej kogokolwiek obchodzą.
Zwłaszcza że mentalni wychowankowie "Gazety Wyborczej" nie widzą powodu, by świętować jakieś rocznice. Grill, piwko i luzik - owszem, ale już akademia ku czci - obciach. Prawica zaś, z natury rzeczy kultywująca historię, zajęta była raczej przywracaniem pamięci o innych ludziach i wydarzeniach.
Należałoby więc chyba życzyć sobie, żeby jak najprędzej odkryła potencjał Sierpnia '80. Dopiero wtedy zapomniani bohaterowie mieliby szansę wrócić do łask. Bo że można pamiętać wbrew establishmentowi, pokazuje choćby Bitwa Warszawska. Jeszcze 10 lat temu interesowali się nią wyłącznie historyczni maniacy. Dziś weszła do popkultury.
Oby tylko na pamięć o bohaterach Sierpnia nie trzeba było czekać 90 lat.
Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA