fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Syryjski poker kanclerz Niemiec

AFP
Jędrzej Bielecki
Angela Merkel niespodziewanie poparła ewentualną interwencję w Syrii. To może kosztować ją utratę władzy.
Na niecały miesiąc przed wyborami do Bundestagu rzecznik pani kanclerz Steffen Seibert wypowiedział słowa, które zapewne zostaną źle odebrane przez tradycyjnie pacyfistycznie nastawioną większość niemieckiej opinii publicznej.
– Użycie broni chemicznej przez syryjskie władze oznacza poważne pogwałcenie prawa międzynarodowego, które stanowczo zabrania wykorzystywania takich środków. To musi zostać ukarane i wymaga stanowczej odpowiedzi wspólnoty międzynarodowej – oświadczył rzecznik rządu Niemiec.
W podobnym tonie wypowiedział się także szef niemieckiej dyplomacji Guido Westerwelle.
– Atak przy użyciu broni chemicznej to zbrodnia przeciwko cywilizacji. Niemcy znajdą się w gronie krajów, które poprą konsekwencje takiego działania – zapewnił minister.
Wcześniej Merkel przeprowadziła długie rozmowy telefoniczne zarówno z prezydentem Obamą, jak i premierem Wielkiej Brytanii i prezydentem Francji. W szczególności Amerykanom zależy, aby Berlin w większym stopniu zaangażował się w przywrócenie pokoju na Bliskim Wschodzie. Rzecz wyjątkowa, niemiecka kanclerz skrytykowała także Rosję i Chiny za blokowanie wszelkich rezolucji w sprawie Syrii w Radzie Bezpieczeństwa ONZ.
Udział Niemiec w interwencji w Syrii zapewne będzie symboliczny. Kraj nie dysponuje nowoczesnym uzbrojeniem pozwalającym na zdalne uderzenie, które ma w swoim arsenale Wielka Brytania i Francja. Philipp Missfelder, rzecznik Merkel ds. zagranicznych oświadczył, że „niemiecka armia już osiągnęła maksimum swoich możliwości” z powodu udziału w operacji pokojowej w Afganistanie. Mimo wszystko polityczne poparcie dla operacji ofensywnej oznaczałoby przełom w polityce zagranicznej kraju. Republika Federalna sprzeciwiła się zarówno francusko-brytyjskiej operacji w Libii dwa lata temu, jak i francuskiej operacji przeciwko islamistom w Mali.
W połowie tego tygodnia Waszyngton powinien opublikować zdjęcia i nagrania wideo pokazujące skutki użycia kilka dni temu broni chemicznej na przedmieściach Damaszku. Wstrząsające obrazy mogą odmienić antywojenne nastroje za Odrą. Ale nie jest to pewne.
– W niemieckich mediach USA i Wielka Brytania są systematyczne określane jako „jastrzębie” z powodu dążenia do interwencji w Syrii. Niemiecki udział w takiej operacji, nawet marginalny, może mieć ogromny wpływ na wynik wyborów do Bundestagu 22 września – uważa tygodnik „Der Spiegel”.
Na razie przewaga CDU/CSU nad opozycyjną SPD pozostaje ogromna. Z sondażu opublikowanego w miniony weekend przez instytut TNS Eminid wynika, że chadecy mogą liczyć na 40 proc. głosów wobec 25 proc. dla socjaldemokratów. Jednak hamburski tygodnik przypomina, że w 2002 roku w podobnej sytuacji lewica bardzo szybko nadrobiła straty, gdy jej ówczesny lider Gerhard Schroeder stanowczo sprzeciwił się szykowanej przez Waszyngton interwencji w Iraku. Ponieważ CDU nie zdobyła się wówczas na tak jasne stanowisko, Schroeder rzutem na taśmę wywalczył reelekcję.
Lider SPD Peer Steinbruck już postanowił zresztą pójść tym samym tropem.
– Biorąc pod uwagę zamieszanie, jakie panuje wokół Syrii, zalecałbym daleko idącą ostrożność w sprawie operacji wojskowej – zapowiedział.
Sytuacja CDU jest tym bardziej problematyczna, że dotychczasowy partner koalicyjny Merkel, liberalna FDP, balansuje na skraju 5-procentowego progu wyborczego. Dotychczasowy alians zapewne nie wystarczy więc, aby utworzyć większość po wyborach. Na fali nastrojów antywojennych coraz lepsze notowania mogą natomiast uzyskać tradycyjnie pacyfistycznie nastawieni „zieloni”, którzy już notują w sondażach 12-procentowe poparcie.
– W sprawie interwencji w Syrii wszystkie partie polityczne w Niemczech powinny wypracować wspólne stanowisko – uważa liderka „zielonych” Claudia Roth.
Nawet jeśli zbudowanie parlamentarnej większości przez koalicję SPD i „zielonych” wydaje się wciąż bardzo mało prawdopodobne, poparcie Merkel dla interwencji w Syrii może doprowadzić do konieczności powstania „wielkiej koalicji” chadeków socjaldemokratów, która już rządziła krajem w latach 2005–2009 roku. Jeszcze niedawno wydawało się to absolutnie poza zasięgiem ugrupowania Peera Steinbrucka.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA