Kraj

PRL-owski bicz na reportera

Maciej Kuciel (z prawej) w 2009 r. otrzymał wraz z Szymonem Jadczakiem z TVN nagrodę Grand Press w kategorii news
Reporter, Stefan Maszewski Stefan Maszewski
Śledczy zamiast ścigać podejrzanych w olsztyńskiej aferze w wymiarze sprawiedliwości, wzięli na cel dziennikarza TVN, który ją ujawnił.
Maciejowi Kucielowi, reporterowi śledczemu TVN, grozi kara ograniczenia wolności. Proces właśnie się rozpoczął.
Powód postawienia mu zarzutów przez prokuraturę? Formalnie – łamanie art. 14 prawa prasowego, który mówi, że „rozpowszechnianie (...) informacji utrwalonych za pomocą zapisów fonicznych i wizualnych wymaga zgody osób udzielających informacji". W praktyce – Kuciel, emitując reportaż „Prokuratura zignorowała podsłuchy CBŚ", naruszył interesy potężnego, głównie prawniczego lobby. Mieli w nie być zaangażowani – jak wynika z podsłuchów CBŚ – Zenon P., prezes olsztyńskiej spółdzielni mieszkaniowej „Pojezierze", prokurator Piotr J. i małżeństwo sędziów Jarosław i Krystyna Sz.
To pani sędzia złożyła doniesienie do prokuratury. Zarzuca dziennikarzowi, że wyemitował rozmowę bez jej zgody. – Umożliwiając sędzi odniesienie się do zarzutów, przeprowadziłem z nią wywiad telefoniczny i fragment wykorzystałem w reportażu. Teraz grozi mi więzienie za łamanie prawa prasowego, o kształcie którego decydował gen. Jaruzelski (uchwalono je w 1984 r. – red.) – mówi „Rz" Kuciel. Dodaje, że od 11 lat zajmuje się reportażem, pracując dla Superwizjera i Uwagi! i nikt nie zarzucał mu łamania art. 14: – Żaden reportaż nie dotyczył jednak korporacji sędziowskiej i prokuratorskiej. Sędzia Sz. odpiera zarzuty o zamykanie ust dziennikarzom. Przypomina, że art. 14 „wymaga od dziennikarza, by uzyskał zgodę od rozmówcy na utrwalanie rozmowy za pomocą zapisów fonicznych i wizualnych". Wskazuje, że takie rozwiązania obowiązują m.in. w Niemczech i Francji. Tam jest jednak mowa o „podstępnym" lub „potajemnym" nagrywaniu i wykorzystywaniu rozmowy. Kuciel zaś przedstawił się sędzi, wiedziała, z kim rozmawia. – Zacieranie śladów przestępstwa, ukrywanie dowodów i przecieki z tajnego śledztwa, a we wszystko zamieszani sędziowie i prokuratorzy. CBŚ w piśmie do Prokuratury Krajowej tak opisuje to, co dzieje się w Olsztynie – tak zaczynały się w 2010 r. dwa materiały TVN o powiązaniach m.in. sędziów i prokuratora z prezesem spółdzielni. Podstawą materiału były zapisy rozmów z podsłuchu telefonu Zenona P. Lokalnym układem zainteresowali się oficerowie CBŚ. Z nagrań wynikało, że prokurator Piotr J. zajmował się, jak sam to określa, „monitorowaniem" sprawy karnej przeciwko P. prowadzonej przez prokuraturę i CBŚ. A sędzia Jarosław Sz. doradzał, jak postępować z policjantami i jak prowadzić sprawy cywilne związane ze sporami ze spółdzielcami. Prezesowi spółdzielni zależało też na szybkim zarejestrowaniu w sądzie nowego statutu spółdzielni, który praktycznie dawał mu w niej nieograniczoną władzę. Tu z kolei pośredniczyć miała sędzia Sz. Po emisji redakcja nie miała wniosku o sprostowanie, a żaden z bohaterów nie oddał sprawy do sądu. Jednak sędzia domagała się w prokuraturze ścigania Kuciela za wyemitowanie rozmowy bez jej zgody. 5 grudnia 2012 r. sąd skazał Kuciela bez przeprowadzania procesu (wyrok w trybie nakazowym). Po sprzeciwie obrońcy sprawę skierowano do postępowania zwykłego. Rozprawa rozpoczęła się 24 kwietnia. W charakterze oskarżyciela posiłkowego uczestniczy sędzia Krystyna Sz. Termin następnej rozprawy – 11 czerwca. Eksperci wskazują, że jeśli Kuciel zostanie skazany, dziennikarze śledczy ujawniający nieprawidłowości mogą mieć wielkie problemy. Konieczność każdorazowego pytania, czy osoba, która rozmawia z dziennikarzem, zgodzi się na upublicznienie rozmowy, może oznaczać, że ta osoba będzie blokować emisję czy publikację niekorzystnego dla siebie materiału. Na podstawie takiej interpretacji wręcz zakazane może być posługiwanie się prowokacją dziennikarską czy gromadzenie dowodów w postaci nagrań będące podstawą kontrolnej funkcji mediów. Prawnie może też zostać zakazana publiczna prezentacja nagrań dokonanych ukrytą kamerą. Ważny jest też wydźwięk tej sprawy. – Zgromadzonych jest w niej 10 tomów materiałów operacyjnych. Pokazują, jak silne były powiązania. Dotyczyły sędziów i prokuratorów, którzy w sposób nieformalny, naganny, nadający się wręcz do postępowania karnego, wpływali na tok postępowania – mówi Lidia Staroń, poseł PO. To głównie na jej wniosek w 2011 r. odbyło się posiedzenie sejmowej komisji poświęcone tej sprawie. Tłumaczy, że choć jej efektem powinno być pociągnięcie na dno funkcjonariuszy publicznych, praktycznie nikt z nich nie poniósł odpowiedzialności. – Chce się za to teraz ukarać dziennikarza, który ujawnił nieprawidłowości – oburza się Staroń.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL