fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Covid-19

Dramatyczna sytuacja w Indiach. Rząd ignorował ostrzeżenia

AFP
Zespół doradców naukowych powołany przez rząd ostrzegał indyjskich urzędników na początku marca o nowym i bardziej zakaźnym wariancie koronawirusa. Władze nie zdecydowały się na wprowadzenie większych ograniczeń, aby zatrzymać rozprzestrzenianie się wirusa.

Choć w kraju dochodziło już do zakażania nowym wariantem koronawirusa, miliony ludzi bez maseczek i zachowania odpowiedniego dystansu brało udział w festiwalach religijnych i wiecach politycznych, które organizował premier Narendra Modi, rządzącej Partii Ludowej i politycy opozycji.

Dziesiątki tysięcy rolników koczowało na obrzeżach stolicy, protestując przeciwko zmianom w polityce rolnej wprowadzonym przez Modiego.

Drugi pod względem liczby mieszkańców kraj na świecie zmaga się obecnie z drugą falą zakażeń, znacznie poważniejszą niż pierwsza z ubiegłego roku. Według niektórych naukowców jej tempo jest wywołane przez nowe warianty koronawirusa. W piątek Indie zgłosiły 386 452 nowych przypadków, co stanowi światowy rekord.

Skok zakażeń jest największym kryzysem w Indiach od czasu objęcia urzędu przez Modiego w 2014 roku. Nie wiadomo, jak sytuacja wpłynie na przyszłe losy premiera, kolejne wybory powszechne odbędą się w 2024 roku. 

Ostrzeżenie o nowym wariancie na początku marca wydało Indyjskie Konsorcjum Genetyczne SARS-CoV-2, czyli INSACOG. Według jednego z naukowców, dyrektora ośrodka badawczego w północnych Indiach, który rozmawiał z agencją Reutersa pod warunkiem zachowania anonimowości, zostało ono przekazane wysokiemu urzędnikowi, który składa raporty bezpośrednio premierowi. Agencja nie była w stanie ustalić, czy ustalenia INSACOG zostały przekazane Modiemu.

INSACOG został utworzony jako forum doradców naukowych przez rząd pod koniec grudnia, specjalnie w celu wykrycia wariantów koronawirusa, które mogłyby zagrozić zdrowiu publicznemu. INSACOG zrzesza 10 krajowych laboratoriów zdolnych do badania wariantów wirusa.

Naukowcy INSACOG po raz pierwszy wykryli B.1.617, który jest obecnie znany jako indyjski wariant wirusa, już w lutym. Poinformowano o tym przedstawicieli Ministerstwa Zdrowia 10 marca. Przekazano, że infekcje mogą szybko wzrosnąć w niektórych częściach kraju.

Ustalono, że odkryte mutacje mogły łatwiej wniknąć do ludzkiej komórki i przeciwdziałać odpowiedzi immunologicznej danej osoby.

Oficjalnie o raporcie naukowców poinformowano opinię publiczną 24 marca. W wydanym oświadczeniu nie mówiono nic na temat wysokiego poziomu zagrożenia. Mówiono jedynie, że nowe warianty wymagają stosowania przyjętych już środków - kwarantanny i większej liczby testów. Od tego czasu testowano niemal 2 mln ludzi dziennie.

Rząd nie podjął żadnych kroków, aby zapobiec zgromadzeniom, które mogłyby przyspieszyć rozprzestrzenianie się nowego wariantu.

Władze zezwoliły również na kontynuowanie od połowy marca trwającego tygodniami festiwalu religijnego Kumbh Mela, w którym uczestniczą miliony hindusów.

Indyjska odmiana wirusa dotarła już do co najmniej 17 krajów, w tym Polski, Wielkiej Brytanii, Szwajcarii i Iranu, co skłoniło rządy kilku państw do zamknięcia granic dla osób podróżujących z Indii. 

Światowa Organizacja Zdrowia nie ogłosiła indyjskiego mutanta "wariantem niepokojącym", jak to uczyniła w przypadku wariantów po raz pierwszy wykrytych w Wielkiej Brytanii, Brazylii i RPA. Jednocześnie WHO przekazała 27 kwietnia, że B.1.617 miał wyższe tempo wzrostu niż inne warianty krążące w Indiach.

Źródło: Reuters
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA