Polityka

Biedroń: Wiem, jak zabrać elektorat PiS-owi

Dawid Majewski
Platforma Obywatelska boi się zmiany społecznej i mnie - mówi Robert Biedroń

Rzeczpospolita: Powiedział pan podczas wtorkowej konferencji, że chce „odmienić oblicze ziemi, tej ziemi". Nie nazbyt „wysokie c", odwoływać się do słów papieża?

Robert Biedroń: Ludziom potrzebna jest jakaś nadzieja w tej naszej beznadziei. Z jednej strony rosnące w siłę PiS. Z drugiej – opozycja, która nie jest w stanie przebić szklanego sufitu. Od trzech lat sondaże opozycji, szczególnie Platformy i Nowoczesnej, się nie zmieniają, a jeżeli tak – to na gorsze. Potrzebna jest nowa energia i nowe rozdanie. Coś, co przywróci nadzieję, że dla Polski jest dobra przyszłość. Jeśli nie uderzysz w „wysokie c", jeśli nie przekonasz, że potrzebna jest zmiana, żeby ta ludzka energia przyszła – to rzeczywiście nic się nie zmieni. A ja jestem człowiekiem właśnie od zmiany. Znam się na tym.

Byli już tacy budowniczy wielkich ruchów w polskiej polityce. Janusz Palikot dziś jest na aucie, a ruch Pawła Kukiza jest coraz słabszy. Nie boi się pan powtórzenia ich błędów? Czym się różni pana pomysł?

Ja nie staję w kontrze do innych partii czy ruchów prodemokratycznych. Nie byłoby mnie w polityce, gdyby nie Janusz Palikot. Ale ruch w tej formule się wyczerpał. Dziś potrzebna jest formacja, która otwarcie przeciwstawi się PiS i powie, że stoimy dziś przed fundamentalnym wyborem: albo Białoruś, albo Francja. Albo Wschód, albo Zachód. PO nie ma dziś tej energii i autentyczności. Potrzebny jest ktoś nowy.

Ale nawet Platforma zaczynała we trzech. A pan jest sam.

Na początku jesteś sam, potem jest was garstka, a pojutrze miliony. Tak się robi politykę. Tak się buduje dom. Ja teraz sam nie jestem. W najbliższym czasie przedstawię swoją szerszą drużynę. Już dziś mogę zdradzić kilka nazwisk: to Michał Syska z Fundacji Lassala, prof. Maciej Gdula ze środowiska Krytyki Politycznej, Dariusz Standerski z Fundacji Kaleckiego, adwokatka Gabriela Morawska-Stanecka. Ogromna ilość pracy już za nami - mam już koordynatorów wyborczych we wszystkich okręgach, zbieram środki finansowe, odwiedzę do końca roku kilkadziesiąt miejscowości. Będę budował ten dom dalej, wypracuję najlepszą ofertę, a w lutym na kongresie założycielskim przedstawię założenia programowe, całą drużynę i nazwę przyszłego ruchu.

Ale bez projektu żaden dom nie powstanie, najwyżej gołębnik. Jak na spotkaniu rozlegnie się „Bóg, Honor, Ojczyzna", to niekoniecznie będzie pan słuchał?

Ostatnio właśnie usłyszałem to hasło. W ustach narodowców, którzy przyszli mnie obrazić. Okazało się jednak, że można ze sobą rozmawiać, choć to dla wielu niewyobrażalne, że Biedroń może rozmawiać z narodowcem. Przytuliliśmy się nawet i zrobiliśmy selfie. Trzeba wypłynąć na szerokie wody. Koniec z rekinami, koniec z akwenami pełnymi krwi. Trzeba skończyć z dyskursem podziału i wojny. Ludzie są tym zmęczeni. W Konstytucji umówilismy się, że Rzeczpospolita Polska jest dobrem wspólnym wszystkich obywateli. To brzmi może górnolotnie, ale w praktyce oznacza budowanie społeczeństwa bardziej równego, bardziej sprawiedliwego, w którym przestrzegane jest prawo i na pierwszym miejscu stawia się dobro obywateli. Ja wiem jak to robić - realizuję to w Słupsku. Stąd wynika moje wysokie poparcie w mieście. Gdybym dziś wystartował na prezydenta, sondaże, i to wszystkie, wskazują, że wygrywam w I turze. I odbieram ogromną część elektoratu Prawa i Sprawiedliwości. W Słupsku PiS ma dziś zaledwie 9 procent!

Zabiera pan PiS-owi tych, którzy tęsknią za socjalem? Lewica powinna zawierać oba elementy: socjal i wolności demokratyczne, obywatelskie.

Zgadzam się z tym. Wprowadzenie w Polsce 500 plus, zmieniło wiele elementów życia społecznego. Można wskazać kilka problemów, np. brak uprawnień samotnych matek, bezwarunkowy próg na pierwsze dziecko - to trzeba poprawiać. Nie wyobrażam sobie jednak, że możnaby zrezygnować z tego programu. Widzę, jak on zmienił oblicze mojego miasta. Wydajemy w słupskich szkołach 40 proc. darmowych obiadów mniej, 42 proc. mniej zasiłków socjalnych, coraz więcej dzieci wyjeżdża na wycieczki szkolne. Ja to wyraźnie widzę! To działa. Niedawno podeszła do mnie pani, która powiedziała „ja do czasu wprowadzenia tego programu nie wysyłałam moich dzieci na szkolne wycieczki. Jak dziecko miało pojechać, to udawaliśmy, że jest chore. A prawda była taka, że nie było mnie stać." I przypomniało mi się wtedy, że u nas w domu działo się tak samo. Była nas czwórka, moi rodzice stracili pracę w szkole. Moja mama pisała mi zwolnienia, jak klasa gdzieś jechała. Z tego samego powodu nie byłem na swojej studniówce. Nie było nas na to stać. Ja wiem co oznacza bieda. Lęk o to, czy uda się zapłacić rachunki na koniec miesiąca nie powinien poja- wiać się w żadnym polskim domu. A tak bardzo często było. Ale nie wolno w zamian zabierać wolności! Nie można łamać zasady państwa prawa!

Czy to właśnie kwestia socjalu podzieliła pana z prof. Leszkiem Balcerowiczem, z którym współpraca jakoś się nie rozwinęła?

My się z Leszkiem Balcerowiczem nie umawialiśmy na żadną współpracę. To było jednorazowe kurtuazyjne spotkanie, z którego zrobił się wielki news. Zobaczyłem go wtedy po raz pierwszy i od tego momentu – jedyny.

Zapowiada pan kilkadziesiąt spotkań w Polsce do końca roku. To są spotkania założycielskie nowego ruchu?

Obiecałem obywatelom jeżdżąc po Polsce, że jak przyjdzie moment próby, to wrócę do nich i poproszę o wsparcie. Bo PiS niczym innym niż krytykowaniem Platformy się nie zajmuje, a PO - odwrotnie. Na nic innego nie mają czasu. Mnie nie jest wszystko jedno, więc wrócę do tych ludzi, od których wciąż otrzymywałem sygnały, że trzeba się zaangażować. Po informacji w mediach społecznościowych, którą opublikowałem w poniedziałek, dostałem 15 tys. maili i wpłaty na działalność, urosła już wielka kwota. Trzeba w takim razie się policzyć i ten potencjał przekuć w coś wielkiego.

Będzie pan rozdawał deklaracje członkowskie?

Będę rozmawiał o przyszłości. Najbliższe spotkania są w Gdańsku i Wrocławiu, nazwaliśmy je „Burzą Mózgów z Robertem Biedroniem". Nie chcę, by był to kolejny program pisany w zaciszu gabinetu, chcę go pisać z ludźmi.

Takie słowa mogą coś znaczyć, ale także mogą nie znaczyć nic...

Oczywiście, dlatego zaprosiłem do współpracy ekspertki i ekspertów, wkrótce pokażę ludzi, którzy będą pilnować by ten program powstawał realnie.

Jakieś nazwiska?

Zaprezentuję je. Częściowo już zresztą je wymieniłem w naszej rozmowie.

Adrian Zandberg z Razem zaprasza pana do dyskusji europejskiej w celu zbudowania koalicji w wyborach do PE. Przyjmie pan zaproszenie?

Przyjmuję każde zaproszenie do rozmowy, które wynika z chęci współpracy i dialogu. Mam szacunek i dla SLD, dla Razem. Nie będę ich krytykował. Polska potrzebuje tych środowisk. Mało tego - jestem gotów rozmawiać ze wszystkimi środowiskami, o ile są one prodemokratyczne i szanują Konstytucję RP. Dość już bezsensownych podziałów.

Ale nie wszyscy są gotowi do rozmowy z panem. Barbara Nowacka rozmawia z Platformą.

Jestem otwarty na Inicjatywę Polską i nie wierzę, że Barbara Nowacka znajdzie się w PO ze swoją lewicową wrażliwością i postępowymi poglądami.

Mówił pan o bolesnych atakach na pana. Chodzi o zarzuty zaniechania w sprawie drastycznego przypadku pedofilii w Słupsku?

To było ohydne działanie. Przecież wiadomo, że nie mam z tym absolutnie nic wspólnego. Ale taka jest polityka. Najgorsze jest to, że w tym wszystkim nie liczy się dobro dzieci, ich los i bezpieczeństwo. Kiedy tylko dowiedziałem się o sprawie, zrobiłem wszystko co się da. Podejrzany został zwolniony z pracy, dzieci są bezpieczne. Próba zrzucenia tego wszystkiego na mnie jest naprawdę odrażająca.

Zarzuty padały też pod adresem pani wiceprezydent, która ma startować na stanowisko prezydenta Słupska...

Od stawiania zarzutów jest prokuratura. Ale nie ma najmniejszego zarzutu. Żadnego! Wiem dlaczego się robi takie rzeczy. Ta strona, która chciałaby wrócić do władzy boi się tego projektu, tej nowej drogi, którą budujemy. Ten projekt ma naprawdę doprowadzić do zmiany społecznej i obawiają się, że to zagrozi ich dominującej obecnie pozycji. Stąd chęć podporządkowania mnie, wprzęgnięcia w szeregi partyjne. Najlepiej by było, jakbym wszedł na listy PO. A skąd się ta nagła miłość wzięła? Grzegorz Schetyna został lewicowcem? PO będzie cała głosowała za takimi projektami jak Ratujmy Kobiety?

Ale to pan nie odbiera telefonu od Schetyny – jak mówi Rafał Trzaskowski.

Bo ja nigdy nie odbieram telefonów, piszę smsy lub oddzwaniam. A takie żale są trochę naiwne. Ja nie jestem naiwny i wiem skąd się te nagłe uczucia w PO wzięły. To zresztą mało istotne. Nie możemy dopisywać się do tego co już jest, bo to coś ewidentnie nie działa. Musimy robić swoje.

—rozmawiała Zuzanna Dąbrowska

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL