Współczesna nauka zna wybitnych chemików, fizyków, biologów, astronomów czy badaczy głębin oceanicznych, którzy występują w radiu, telewizji, piszą książki i artykuły popularyzujące odkrycia i wiedzę. Wybitnym przedstawicielem tego typu badaczy był Yves Coppens, paleontolog, odkrywca słynnej Lucy, australopiteka. Używając języka mediów, jest to największe odkrycie dotyczące ewolucji człowieka, antropogenezy, czyli  pochodzenia rodzaju ludzkiego. Yves Coppens zmarł 22 czerwca 2022 r. w wieku 87 lat.

Ten wybitny badacz odkopał nie tylko szkielet Lucy, ale także szczątki wielu innych hominidów. Skierował na nowe tory badania nad ewolucją ludzkości, wskazał nowe horyzonty w tej dziedzinie. Odkrycia naukowe nie podlegają klasyfikacji „punktowej”, nie są wymierne, nie można ich przedstawiać tak, jak przedstawia się w tabelach osiągnięcia sportowe. Nie można porównywać wagi odkryć z różnych dziedzin, np. astronomicznych i biologicznych. A jednak bywają odkrycia, co do których aż się prosi o użycie określenia „odkrycie stulecia”. Jednym z nich jest właśnie odkopanie niemal kompletnego szkieletu (50 kości!) dwunożnej niskiej istoty o 110 cm wzrostu, która żyła w Afryce ponad trzy miliony lat temu. Miało to miejsce w listopadzie 1974 r.

„Słuchajcie, dlaczego nie możemy nazwać jej Lucy? – spytał ktoś z uczestników ekspedycji wykopaliskowej, której członkowie właśnie słuchali piosenki Beatlesów »Lucy in the Sky With Diamonds«. Propozycja została przyjęta i w ten właśnie sposób jedne z najsłynniejszych szczątków kostnych istoty praludzkiej oznaczone symbolem AL 288 (tj. Afar Locality) otrzymały imię własne” – napisał dr Jerzy Tomasz Bąbel we wstępie do polskiego wydania książki „Marzenie Lucy”, dzieła trzech autorów: Pierre Pelot stworzył fabułę, Tanino Liberatore – piękne ilustracje, a prof. Yves Coppens pilnował ich obu, aby zbytnio nie puszczali wodzy fantazji i trzymali się wiedzy naukowej o hominidach (Oficyna Wydawnicza Kalliope, Warszawa 1992). Szkielet znajduje się obecnie w Addis Abebie, stolicy Etiopii.

Czytaj więcej

Poznajcie MRD, przodka Lucy. I człowieka

Coppens przedstawił ewolucję ludzkości jako East Side Story. Bez żalu porzucał własne koncepcje, jeśli przeczyły im nowe fakty, nie bronił ich do upadłego, co wcale nie jest częste w środowiskach naukowych. Był badaczem kompletnym, nie ograniczał się do pracy w zaciszu gabinetu czy w chłodzie klimatyzowanego laboratorium. Już jako światowej sławy uczony, mimo podeszłego wieku, przemierzał klejącą się rozmarzającą wieczną zmarzlinę w Arktyce, na Syberii, poszukując zachowanego w całości mamuta.

Informował o najnowszych odkryciach i aktualnym stanie wiedzy swoich studentów w Collège de France, ale także jako pasażer na pokładzie wycieczkowego promu podczas rejsu po Morzu Śródziemnym. Nie popisywał się żargonem zrozumiałym tylko dla wąskich specjalistów. Podobnie jak Jacques-Yves Cousteau wprowadził pod strzechy oceanologię, tak prof. Coppens przybliżył społeczeństwu paleontologię. I dlatego nie popadnie w zapomnienie, tak jak stało się z innymi wybitnymi, ale „hermetycznymi” badaczami przeszłości, takimi jak choćby Jacques Boucher de Crèvecœur de Perthes czy Pierre Teilhard de Chardin.

Yves Coppens przez ponad pół stulecia spoglądał na ludzkość z perspektywy kilku milionów lat. To swoje naukowe, paleontologiczne doświadczenie zawarł w jednym zdaniu: „Wszyscy jesteśmy Afrykanami”. To wizja integracji totalnej, bez żadnego wartościującego różnicowania ludów: „W chwili obecnej na Ziemi istnieje tylko jedna rasa ludzka, jest to rasa sapiens gatunku Sapiens rodzaju Homo”.

Prof. Yves Coppens  został laureatem Prix UNESCO za popularyzację nauki. Niewielu zasłużyło na nią w równym stopniu. Dlatego zamiast słów podziwu proponuję fragment ze wspomnianej książki o „miłości jego życia”, czyli o Lucy: „Ten, kto jest jeden raz, jak minie, nie staje się padliną i miękką zgnilizną tak jak drzewo i wszystkie inne żyjące rzeczy; nie, są obrazy, a one tylko wymagają, żeby je widzieć, przyjmować, przygarniać. Obrazy pływają na wietrze, w oddechu tego-co-mocno-dmucha-i-nigdy-go-nie-widać. Obrazy chronią się w brzuchu tego, kto je zjada; wystarczy im przykleić się do korzeni, do liści, wszędzie. Może nawet połyka się je, po prostu oddychając”.