Odkrycia dokonali w 2008 r. badacze z York Archeological Trust. Podczas wykopalisk na terenie kampusu uniwersyteckiego Heslington należącego do York University na północy Anglii znaleźli w jamie czaszkę mężczyzny. Oprócz niej, żuchwy i dolnych kręgów szyjnych nie znaleziono innych kości.

Znalezisko analizują naukowcy z Uniwersytetu w Bradford, zespołem kieruje dr Sonia O'Connor. Stosując metodę węgla radioaktywnego C14, ustalono, że człowiek ten żył w VI w. p.n.e.

Na podstawie stanu zachowania szwów czaszkowych oraz zębów określono, że w chwili śmierci miał od 25 do 45 lat.

Ślady i uszkodzenia na kręgach świadczą o tym, że mężczyzna otrzymał potężne uderzenie w kark, potem go powieszono, a następnie odcięto mu głowę ostrym narzędziem.

Opierając się na tych wnioskach, archeolodzy sądzą, że człowiek ten był ofiarą mordu rytualnego. – Początkowo wydawało się nam, że mamy do czynienia ze zwykłą czaszką. Ale gdy zaczęliśmy ją oczyszczać z ziemi, zobaczyliśmy, że nie jest pusta i zawiera mózg żółtawego koloru – powiedziała dr Sonia O'Connor.

Analizy biochemiczne wykazały, dlaczego mózg mógł przetrwać: po odcięciu od ciała głowa została natychmiast pogrzebana w ziemnej jamie.

W normalnych warunkach, aby tkanki uległy dekompozycji, niezbędne są woda, tlen i temperatura umożliwiająca aktywność bakterii. Jeśli zabraknie jednego z tych elementów, dekompozycja nastąpi tylko częściowo albo nie nastąpi wcale.

Sekret mózgu z Heslington tkwi w tym, że głowę pogrzebano bez ciała w wilgotnej gliniastej ziemi, która szczelnie ją oblepiła i pozbawiła dostępu tlenu. W takich warunkach tłuszcze i białka wchodzące w skład mózgu zbiły się w jedną masę, mózg skurczył się o 20 proc., ale zachował swój kształt i wiele mikroskopijnych struktur. Badacze zapowiadają, że będą one szczegółowo analizowane.