fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wywiady

Zmiany w zarządzaniu obroną państwa wprowadzimy po analizie zagrożeń

materiały prasowe
Lipcowy szczyt NATO był naszym wielkim sukcesem - mówi Tomasz Szatkowski, podsekretarz stanu w Ministerstwie Obrony Narodowej.
Rz: Panie ministrze, kiedy będzie gotowy Strategiczny Przegląd Obronny (SPO) – dokument zawierający kompleksową ocenę bezpieczeństwa kraju, stanu armii i rekomendacje eksperckie do zmian w planie modernizacji technicznej Sił Zbrojnych? Szef resortu Antoni Macierewicz od wniosków SPO uzależnia korektę obecnych programów unowocześniania armii i przyszłych inwestycji w wojsku.
Tomasz Szatkowski: Zadaniem, jakie postawił przed SPO minister Antoni Macierewicz, jest wyznaczenie wizji całego systemu obronnego w horyzoncie po 2030 r. Prace zespołu SPO postępują w dobrym tempie, są intensywne, myślę, że zakończą się zgodnie z planem, czyli w marcu przyszłego roku. Już jednak na początku 2017 r. będą znane kluczowe diagnozy dotyczące przede wszystkim zagrożeń i perspektyw zmian w środowisku bezpieczeństwa RP. Będziemy je uwzględniać w naszej polityce i przy programowaniu zmian na różnych poziomach systemu obrony państwa. SPO ma dać odpowiedź na znacznie szersze wyzwania stojące przed decydentami niż tylko modernizacja techniczna. Zakupy uzbrojenia i sprzętu to jedynie wycinek spraw związany już raczej z praktyczną realizacją wniosków z SPO.
Co jest zatem na pierwszym planie?
Od diagnozy sytuacji i oceny zagrożeń będą wprost zależały kluczowe zmiany w strukturze kierowania obroną państwa i systemie dowodzenia na kolejnych, hierarchicznie uporządkowanych szczeblach. Jest to najbardziej pilna z wielu potrzebnych zmian.
Już teraz jednak zapowiadacie odejście od systemu dowodzenia Siłami Zbrojnymi, który pozostawiły w spadku rządy PO–PSL.
Reforma sprawiła, że system dowodzenia obroną kraju i Siłami Zbrojnymi stał się wyjątkowo niespójny, co ma szczególne znaczenie w wypadku zagrożenia wojennego. Zmiany, które zamierzamy wprowadzić, muszą pilnie znieść zbyt duże różnice w systemach zarządzania obroną przewidywanych na czas pokoju i w warunkach ostrego kryzysu czy wojny. Te dwie struktury muszą być znacznie bardziej kompatybilne, działać bardziej efektywnie i bardziej ekonomicznie, jeśli chodzi o wykorzystanie zasobów. Chcemy doprowadzić do sytuacji, w której w każdym scenariuszu wszelkie zasoby państwa – kadrowe i materialne będzie można w maksymalnym stopniu wykorzystać dla poprawienia bezpieczeństwa. Także systemy dowodzenia Siłami Zbrojnymi powinny odzyskać klarowną, jednolitą strukturę z jasną hierarchią. Nie muszę dodawać, że wzmocnienie dowództw nastąpi przy zachowaniu  istniejących, konstytucyjnych zasad cywilnej kontroli nad armią. Myślimy o tym, jak najbardziej skutecznie zapewnić transparentność i pełny przepływ informacji czy opinii z każdego miejsca militarnej struktury do kierownictwa resortu.
Czy jednak kolejna reforma nie zafunduje nam chaosu w okresie kumulacji zagrożeń, niepewności i wzrostu napięcia międzynarodowego?
Nowy system dowodzenia, w odróżnieniu od poprzedniego, jest budowany przy założeniu priorytetowości rozwiązań potrzebnych na czas wojny. W odróżnieniu od poprzedniej reformy, proponowany model zmian będzie też oparty na rzetelnej ewaluacji poprzedniego – m.in. w oparciu o ćwiczenia dowódczo-sztabowe. Wypracowywany model – również inaczej, niż to miało miejsce cztery lata temu, zamierzamy poddać wielostopniowej weryfikacji podczas opartych o zróżnicowane scenariusze gier wojennych i krytycznych seminariów z udziałem czołowej kadry dowódczej. Ta weryfikacja obejmie wszystkie szczeble dowodzenia i relacji sojuszniczych. Takiego treningu w sytuacji symulowanych, ale starannie przygotowanych, realistycznych zagrożeń już dawno w Polsce nie było. Pierwsza faza tej weryfikacji odbywa się już w tym tygodniu. Sam jestem niezwykle ciekaw, jakie wnioski się pojawią w jej wyniku. Nie trzeba chyba dodawać, że sprawdzian ma służyć poprawieniu ujawnionych mankamentów i słabości systemu. Te wszystkie kroki zostają przedsięwzięte, aby właśnie było jak najmniej chaosu, a reforma była jak najlepiej przemyślana.
Jest pan zadowolony z tempa wdrażania ustaleń tegorocznego szczytu NATO w Warszawie? Jesteśmy bardziej bezpieczni po decyzjach o dyslokacji na teren RP jednostek sojuszników?
Nie mam wątpliwości, że lipcowy szczyt NATO był naszym wielkim sukcesem. Myślę, że udało się nam uzyskać maksimum tego, co było do ugrania. Niemniej ważne jest też skuteczne wdrażanie politycznych ustaleń. Amerykańska ciężka brygada wraz elementami wzmocnienia przybędzie do nas w wyznaczonym terminie, do tego uzupełniona o dodatkowe elementy wsparcia. Nie ma też zakłóceń w tworzeniu grup batalionowych, w tym „polskiej" z udziałem Amerykanów, Brytyjczyków i żołnierzy rumuńskich. Decyzje przywódców najważniejszych państw świata dotyczące wzmocnienia wschodniej flanki sojuszu miały charakter bez wątpienia historyczny. W sumie w Polsce będzie stacjonować – w różnej formie, ale zawsze w wysokiej gotowości – kilka tysięcy żołnierzy z USA i krajów NATO wraz z ciężkim sprzętem. Jeśli chodzi o wschodnią flankę to jest to absolutnie bezprecedensowy wysiłek sojuszu.
Nie martwi pana wzmagający napięcie ruch Moskwy i zbrojenie Kaliningradu?
Napięcie na styku NATO – Federacja Rosyjska nie słabnie, ale odradzałbym wpadanie w histerię z tego powodu. Na granicy z sojuszem toczy się gra, a władze w Moskwie sięgają czasem po specyficzne środki, by mieć argumenty przetargowe w zapasach z USA czy całą atlantycką koalicją. Jako kierownictwo resortu traktujemy oczywiście z należytą powagą zarówno demonstracje militarne, jak i realny wzrost zdolności bojowych oraz aktywności ćwiczebnej sił rosyjskich i wyciągamy z nich właściwe wnioski.
Bylibyśmy spokojniejsi, gdyby wreszcie zapadły decyzje w sprawie budowy naszej tarczy przeciwrakietowej. Czy bliżej jesteśmy Patriota i startu programu obrony powietrznej średniego zasięgu Wisła?
Nie zamierzam wyręczać w tej kwestii ministra Bartosza Kownackiego, podzielam jednak jego pogląd, by nie ulegać presji czasu, lecz jak najlepiej układać się z administracją w Waszyngtonie w sprawie pozyskania dla Polski możliwie najnowo-cześniejszej wersji systemu, pozwalającej w przyszłości na bezproblemowe współdziałanie z siłami amerykańskimi. Ważne są dla nas perspektywiczne rozwiązania zawierające najnowsze technologie radarowe czy otwarte systemy zarządzania walką. Nie stać nas na dwukrotny wydatek na te elementy Wisły.
Program Wisła to obecnie najdroższa, planowana inwestycja Sił Zbrojnych. Czy w obciążonym wydatkami socjalnymi budżecie znajdzie się niemal 50 mld zł na budowę obrony przeciwrakietowej i przeciwlotniczej?
Rząd jest zdeterminowany, aby utrzymać w kolejnych latach wydatki na narodowe bezpieczeństwo na poziomie ustawowych 2 proc. wartości PKB, a kierownictwo MON na pewno zrobi wszystko, żeby koszt programu „Wisła" był bliższy pierwotnym estymacjom z dialogu technicznego niż sumom, do których się panowie odnoszą.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA