fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wywiady

Jan Wieliński: Afryka nie będzie czekała na polski biznes

Archiwum
Handel w Afryce to działalność długodystansowa - mówi Jan Wieliński, były ambasador RP w Zimbabwe, Zambii i Malawi, który w Afryce przepracował na placówkach dyplomatycznych ponad 22 lata.

Dlaczego Polska powinna być zdecydowanie bardziej obecna gospodarczo w Afryce?

Przede wszystkim dlatego, że jest to kontynent, który bardzo dynamicznie się rozwija. Według szacunków Międzynarodowego Funduszu Walutowego i Banku Światowego w ciągu najbliższych lat średni wzrost PKB Afryki jako całości będzie oscylował w graniach 6-7 proc rocznie przez następne 20 lat. Polscy biznesmeni powinni w tym rozwoju szukać dla siebie szans. I prawdę powiedziawszy powinni to robić już teraz, gdyż kontynent ten jest bardzo mocno penetrowany przez biznes chiński, indyjski, japoński, południowokoreański, ale i turecki. Do Afryki wracają też Rosjanie. Bardzo aktywni są Amerykanie. Do tego wciąż bardzo mocne są wpływy krajów – byłych kolonizatorów – m.in. Francji i Wielkiej Brytanii. Dlatego polscy przedsiębiorcy nie mają już na co czekać, gdyż dalsze odraczanie ekspansji do Afryki będzie tylko pogarszało naszą pozycję startową.

Co jeszcze przemawia za Afryką?

Demografia czyli bardzo dynamiczny wzrost liczby ludności. Przyrost ten jest notowany nie w promilach, a w procentach. Aktualnie jest to 1,3 mld osób, ale według miarodajnych szacunków w 2050 r. ma to być już 2, a może nawet 2,5 mld osób. To ogromny potencjał rynkowy. Jednocześnie dynamicznie zwiększa się afrykańska klasa średnia, a więc grupa osób, których stać np. na własny dom, samochód czy też prywatną służbę medyczną lub prywatną edukację dla dzieci. Już teraz klasa średnia to ok. 350 mln osób. Ta grupa będzie rosnąć i jeszcze mocniej korzystać z dóbr importowanych m.in. z Europy. Poza tym ludzie w Afryce są bardzo młodzi. 44 proc. mieszkańców Afryki to osoby poniżej 20 roku życia.

Inna przesłanka do obecności naszych firm, eksporterów w Afryce to fakt, że handel wewnątrz afrykański to ledwie 10 proc. całego handlu skoncentrowanego na tym kontynencie, a 90 proc. to wymiana z krajami spoza kontynentu. Stwarza to dla nas bardzo dużą szansę.

Handel z Afryką nie jest jednak łatwy. Tamtejsze standardy biznesowe są zgoła odmienne od europejskich?

To prawda. Nie jest to zajęcie łatwe i na pewno nie przebiega tak jak np. handel z Niemcami, że właściwie nawet nie spotykając się z kontrahentem wszystko można załatwić poprzez elektroniczne formy komunikacji. W Afryce na pewno nie jest tak, że się pojedzie i będąc w hotelu powie: przyjechałem, ustawcie się w kolejce, powiem co mam do zaoferowania, umówimy się i wyjeżdżam, a potem wyślę towar. Tak biznesu się tam nie robi i nie zrobi. To zresztą działalność długo, a nie krótkodystansowa. To nie jest biznes sprinterski. Trzeba długo i często z wieloma osobami pracować i mocno się koncentrować na tych działaniach, aby doszło do finalizacji transakcji. Poza tym, co bardzo ważne, podpisanie kontraktu wcale nie oznacza, że zostanie on zrealizowany. Umowy tam zawierane nie mają takiej niepodważalnej wagi, jak u nas w Polsce czy szerzej w Europie. Zawarcie umowy to jedno, a jej realizacja to drugie.

Spędził pan w Afryce 22 lata i wciąż do niej wraca. Jak Polska jest tam postrzegana? Jakim partnerem jesteśmy dla Afrykanów? Interesującym i wiarygodnym czy po prostu mało znanym?

Generalnie Polska jest postrzegana pozytywnie. Oczywiście przede wszystkich w tych krajach gdzie byliśmy w jakiś sposób obecni w ubiegłym stuleciu i nasze stosunki rozwijały się w miarę dynamicznie. Poza tym w XX w. polskich placówek dyplomatycznych w Afryce było więcej. W pewnym okresie z uwagi na oszczędności część z nich była zamykana. Teraz z kolei są ponownie przywracane. Sieć ta się teraz rozszerza. Pamiętajmy też, że przed transformacją ustrojową do Polski przyjeżdżało wielu afrykańskich studentów, bo nasze państwo oferowało im stypendia i oni po powrocie do swych krajów często zajmowali eksponowane stanowiska jak np. Omar Konare, który przez dwie kadencje był prezydentem Mali, a następnie przewodniczącym Unii Afrykańskiej. Studentów afrykańskich było ponad 4 tys. To ważna grupa „ambasadorów" naszego kraju w Afryce. Dobrze jesteśmy postrzegani też tam gdzie już wcześniej sprzedawaliśmy nasze towary. Poza tym wielu Afrykanów utożsamia działania Polski z własnymi na rzecz uzyskania niepodległości od krajów kolonialnych. Widzą nas jako kraj, który swoimi działaniami przywrócił sobie niepodległość. To paralela pomiędzy historią Polski i Afryki.

No właśnie, nasz kraj nie ma przeszłości kolonialnej. Jednak z punktu widzenia biznesu jest to postrzegane zarówno jako plus, bo nie mamy negatywnych zaszłości, jak i minus, bo nie jesteśmy tam zadomowieni, nie mamy relacji i nie znamy tamtejszej specyfiki/języków/zwyczajów. Jak pan to ocenia?

Trzeba to widzieć we właściwych proporcjach choć oczywiście odpowiedź jest trudna i niejednoznaczna. Można powiedzieć, że to ani plus ani minus. Oczywiście tam gdzie kraje kolonialne budowały swą administrację, narzucały swe prawodawstwo i kształciły część miejscowych elit to nadal zachowały swe wpływy. I często już obecna administracja funkcjonuje według dawnych wzorców czy to francuskich czy brytyjskich. Te wpływy nadal są mocne i trzeba mieć świadomość, że choć do Afryki zdecydowanie wchodzą nowe kraje jak Chiny czy Indie to głównymi naszymi konkurentami jeśli idzie o zdobycie pozycji na rynkach afrykańskich będą przedstawicie firm pochodzących z byłych krajów kolonizatorów. Czasami ta konkurencja może się okazać brutalna. Można mieć dobrą ofertą, wręcz zdecydowanie najlepszą, przeprowadzić dobre rozmowy i nie wygrać, bo z Paryża czy Londynu przyjedzie minister z mocnym wsparciem dla firmy francuskiej czy brytyjskiej i kontrakt trafia do kogo innego.

I co wtedy ma zrobić polski przedsiębiorca?

No i tu jest nasza słabość. Nie mamy na taką okoliczność wypracowanych żadnych mechanizmów. Nasi ambasadorzy w Afryce nie mają żadnych wytycznych jak się w takiej sytuacji zachować podczas. Tymczasem gdy firma brytyjska stara się o wielomilionowy kontrakt to ambasador tego kraju wszędzie chodzi z przedsiębiorcą i cały czas go wspiera.

A co robi wtedy polski ambasador?

Pisze depeszę do Warszawy do Ministerstwa Spraw Zagranicznych pytając co ma zrobić w zaistniałej sytuacji.

I jaką otrzymuje odpowiedź?

Zwykle bez konkretów, że powinien być wypracowany jasny mechanizm wsparcia polskiego rządu. Uważam, że nasi decydenci rządowi, w tym ministrowie powinni częściej latać do Afryki. Wspierać tam nasz biznes. Pokazywać co my tu mamy w Polsce i jak wiele możemy zaoferować Afrykanom. A my się zwykle budzimy, delikatnie mówiąc, dość późno. Przykładowo weźmy jabłka. Mamy ich dużo. Dopóki trafiały one do Rosji było wspaniale, ale dopiero po wprowadzeniu rosyjskiego embargo na polską żywność zaczęliśmy się na gwałt rozglądać za innymi rynkami. Zamiast robić to spokojnie w czasie jabłkowej prosperity.

Skoro już jesteśmy przy jabłkach to przedstawiciele, których branż i sektorów powinni szczególnie zainteresować się Afryką?

Choćby przemysł elektromaszynowy. Nie muszą to być nawet wyroby high-tech, a nawet właśnie nieco prostsze. Na pewno też przemysł motoryzacyjny. W Afryce jest bardzo dużo samochodów i przeróżnych pojazdów. Potrzeba tam więc wiele części zamiennych, a przecież to nasza domena. Może to być też bardzo szeroko rozumiana chemia jak np. wyroby z plastiku, kauczuku. Kolejna nasza potencjalna propozycja to oczywiście żywność i też szeroko rozumiana. Chodzi nie tylko o żywność gotową jak np. sery, jogurty czy mleko w proszku, ale też o produkty nieprzetworzone. Już teraz eksportujemy tam pszenicę i pszen-żyto. Jeszcze inny dobrze rokujący segment to leki i kosmetyki. Co ciekawe, wiele afrykańskich państw zaczyna się bronić przed zalewem tanich, chińskich towarów. W tym celu wprowadzana jest ich certyfikacja. To szansa dla naszych certyfikowanych przez UE wyrobów o wyższej jakości.

Które kraje mogą czy powinny być przyczółkami naszej ekspansji gospodarczej w Afryce? Aktualnie 25 proc. naszego eksportu do Afryki trafia do RPA?

Te kraje zostały już zasadniczo wybrane. Chodzi mi o państwa, w których funkcjonują polskie placówki dyplomatyczne i zagraniczne biura handlowe Polskiej Agencji Inwestycji i Handlu. To oczywiście m.in. kraje Afryki Północnej jak Egipt, Algieria, Tunezja, Maroko. Warto zwrócić uwagę, że aktualnie największa gospodarka Afryki to Egipt, a następnie Nigeria i dopiero na trzecim miejscu jest RPA, a więc kraj który z punktu widzenia naszych interesów jest teraz najważniejszy. RPA jest jednocześnie najbardziej technicznie rozwiniętym państwem. Z RPA współpracujemy np. w dziedzinie gazyfikacji węgla. Nie ograniczajmy się jedna tylko do Afryki Północnej i Republiki Południowej Afryki. Sam rynek żywności w Nigerii jest warty dziś ok. 12,5 mld dolarów. A wkrótce cały afrykański rynek żywności będzie wart 110 mld dolarów. Warto się więc tym interesować, tam eksportować i inwestować.

Jan Wieliński – dyplomata, który ponad 40 lat zajmował się w Ministerstwie Spraw Zagranicznych problematyką Afryki Subsaharyjskiej. Pełnił obowiązki na placówkach dyplomatycznych Polski w: Kenii [1977-1982], Liberii [1985-87], Nigerii [1990-1994] oraz Zimbabwe [2000-2007, najpierw jako charge d'affaires RP, a następnie ambasador, obejmował też wówczas kompetencją Zambię i Malawi]. Po zakończeniu misji w Zimbabwe był przedstawicielem Polski w Grupie Roboczej Unii Europejskiej ds. Afryki. Zna język suahili. Obecnie jest doradcą dyplomatycznym Krajowej Izby Gospodarczej.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA