fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wywiady

Owocowy potencjał winiarstwa

materiały prasowe
Pozwólmy sadownikom stać się winiarzami – mówi Robert Ogór, prezes Ambry.

Ambra zaczęła współpracę z winnicami z Roztocza. Gdy spółka giełdowa rozwija nową działalność, widzi w niej potencjał.

W ciągu ostatnich dziesięciu lat nastąpiła rewolucja jakościowa, próby z odmianami winorośli i technikami, dokonywane przez pasjonatów w mikroskopijnych winnicach przyniosły zaskakujące rezultaty dla białych win. Polska, podobnie jak Alzacja, Nadrenia, Morawy, a nawet Szampania, ma warunki do produkcji wina białego.

Ambra też zaczęła produkować wina.

Studiowaliśmy to zagadnienie przez dwa lata, w tym roku wypuściliśmy pierwsze wina owocowe. Ważne było dla nas doświadczenie z produkcją naturalnego cydru. Nazwaliśmy naszą winiarnię Zamojską, naszymi winnicami są sady naszych sąsiadów. Skupujemy od nich świeżo wytłoczony sok z owoców. Na razie wypróbowaliśmy cztery rodzaje owoców: gruszki, porzeczki czarne i czerwone oraz wiśnie. To pierwsze doświadczenia, każdy z nich ma inny potencjał. Czarna porzeczka jest bardzo aromatyczna, gruszka – bardzo łagodna, trochę jak wino muskatowe.

Dlaczego stał się pan orędownikiem win owocowych?

Wina owocowe stały się nowym trendem w wielu krajach: w Skandynawii, Wielkiej Brytanii, w Niemczech. Mamy wielki potencjał wieloowocowych winnic, pozwólmy więc sadownikom stać się winiarzami. Każdy kraj ma szansę na dobrą strategię rozwoju, jeśli znajdzie obszar, w którym może coś robić najlepiej, z uwagi na kapitały, które posiada. My nie zrobimy wina gronowego lepiej niż Francja czy Włochy. Nieporównywalnie większy i nadal nieodkryty dla winiarstwa kapitał tkwi w owocach.

Dziś polscy sadownicy są dostawcami taniego surowca. Same owoce mają najniższą marżę, zyski kryją się w produkcji, ale rolnicy są niemal nieobecni w przetwórstwie. Jak można to zmienić?

Hiszpania zbiera 4 mln ton winogron, Polska 4 mln ton jabłek. My wciąż się zastanawiamy, jak je zutylizować, tymczasem Hiszpanie nie myślą o sprzedaży winogron, produkują z nich wino. Nasi sadownicy nie mają jednak dziś szansy startu, ja nie będę ich zachęcał do takiej produkcji, kiedy nie ma sensownej prawnej definicji tego produktu i wygrywa każdy, kto może wyprodukować go taniej.

Jak stworzyć, a potem wprowadzić na europejskie salony polskie wino?

Jesteśmy krajem rolniczym, który powinien mieć strategię rynku spożywczego. Takie kraje opierają swoją strategię na szlachetnych produktach regionalnych, bo one promieniują na wizerunek wszystkich artykułów spożywczych. Nie ma sensu kopiować innych, trzeba eksplorować własne unikalne zasoby.

A mamy taką strategię?

Nie, nie mamy, o ile wiem nikt w Polsce nawet nie poruszył tego tematu publicznie.

W takim razie, jakie działania powinien podjąć nowy rząd?

Rząd powinien stworzyć strategię produktu regionalnego wysokiej jakości. Pierwszym krokiem jest stworzenie definicji jakościowych dla kluczowych kategorii produktów, chroniących je przed produktem masowym i przemysłowym. To utoruje drogę grupom społecznym, zwłaszcza rolnikom, do uczestnictwa w rynku. Ogromnym niewykorzystanym kapitałem polskiego rolnictwa są owoce – biorąc pod uwagę ich ilość, jak i jakość. Potrzebna jest definicja wina owocowego na wzór wina gronowego. Pozwoli na wprowadzenie owoców na ścieżkę naturalnego produktu przetworzonego. I sprawi, że regionalni producenci wina nie będą musieli konkurować z produkcją przemysłową. Oprócz ochrony prawnej, należy wdrożyć działania, które pozwolą rolnikom wejść na ścieżkę produkcji. Ochronić rynek wina owocowego przed tanimi produktami i zmniejszyć bariery biurokratyczne. Następnie trzeba wspierać inwestycje. W UE są pieniądze na aktywację rynku rolnego, można je skierować na produkcję wina czy innych naturalnych produktów regionalnych, jak np. konfitury. Strategia produktu regionalnego jest zaprzeczeniem konkurencyjności cenowej i kosztowej. Produkty regionalne sprzedają się poprzez swoją unikalność. Regulacje chroniące jakość czynią wytworzenie produktu trudniejszym i droższym. Natomiast ułatwiona musi być działalność, dostęp do rynku, i do inwestycji.

Dlaczego produkty regionalne mają zyskać taką wartość?

Produkty regionalne odpowiadają dziś za 8 proc. rynku żywności w UE, mają wartość 55 mld euro. Dominują w nim kraje bogate rolniczo, największy udział mają Francja, Włochy i Hiszpania. Trzeba podkreślić, że choć Polska również jest bogata rolniczo, to w europejskim rynku produktu regionalnego nie uczestniczy w ogóle. Nie tylko w rynku wina. W UE nie ma takich polskich produktów, które by odgrywały istotną rolę na tym rynku. Szynka parmeńska czy sery z Francji są obecne w Polsce. Oscypka nie kupi pani w supermarkecie we Francji.

Sami rezygnujemy z cennego rynku?

To kwestia wieloletnich zaniechań decydentów. Do podbijania rynku produktu regionalnego potrzeba strategii, która chroni i promuje szlachetne produkty naturalne. Te nadzieje związane z rynkiem regionalnym nie ziszczą się w ciągu pięciu lat, nie wszystkie próby też się udają, ale do rozwoju tych rynków potrzeba cierpliwości i ochrony. Słynne węgierskie wino tokaj powstało w regionie trudnym pogodowo. Winiarze rozwiązali problem nieprzewidywalności produktu poprzez dosypywanie suszonych winogron. Powstało unikalne wino. Podobne eksperymenty odbywały się przez dziesięciolecia i dalej trwają. W Toskanii winiarstwo rozwinęło się w ciągu ostatnich 50 lat w sposób rewolucyjny. To nieprawda, że produkty regionalne powstały kiedyś i już nie powstają.

Dlaczego potrzeba definicji wina?

To są dwa wątki, pierwszy to rozwój winiarstwa gronowego, drugi to wina owocowe. Winiarstwo gronowe niesie ogromną wartość dodaną dla całej gospodarki i społeczeństwa. Rynek wina jest bowiem zróżnicowany i ma wielu uczestników, nie jest zglobalizowany. Z tego płynie większe dobro społeczne, zyski z rynku dzielą się na bardzo wielu uczestników rynku w tym setki tysięcy producentów wina! Rozdrobienie daje ponadprzeciętną liczbę miejsc pracy. Kluczem jest definicja produktu. To ona gwarantuje równowagę i pozycję winiarza. Wino w UE i na świecie zdefiniowane jest w sposób bardzo restrykcyjny jako produkt naturalny, uzyskany w drodze naturalnej fermentacji z soku z winogron. Do jego produkcji nie można używać koncentratów, nie można dodać wody, słodzić cukrem. Świeży sok po zbiorach nie nadaje się do dalekiego transportu ani do składowania, to wymusza produkcję na miejscu, sadownicy winorośli mają więc mocne argumenty jako potencjalni producenci wina. Stawia to bariery uprzemysłowieniu i globalizacji. A konsumenci cieszą się bogactwem odmian i smaków.

Dlaczego wino jest takie cenne dla regionów?

Wino jest królewskim przykładem produktu regionalnego, bo charakterystyczne cechy danego regionu, jak gleba, klimat, odmiana winorośli, są wyczuwalne i obecne w smaku, właśnie dzięki zakazowi przemysłowej obróbki. Wino powstaje w całej Europie i niektóre regiony mają bardzo silną markę, jak Toskania czy Nadrenia. Konsumenci dostają bogactwo produktów szlachetnych i mamy wielu uczestników rynku. Jeśli liczbę producentów wina porównamy z liczbą uczestników rynku piwa, to widać, że rynek wina jest dla wszystkich otwarty. To jest ważne nie z tego powodu, że moja firma Ambra chce wejść w jakiś biznes, ale dla gospodarki i rozwoju regionów. Ten rynek produktu, który nie jest surowcem, ale też nie jest przetworzony przemysłowo, jak: wino, szynka parmeńska, sery francuskie, gdzie mamy restrykcyjny proces produkcji, a uszlachetnienie odbywa się za pomocą dodatków naturalnych – grzybów, pleśni – to najbardziej wartościowy sektor rynku spożywczego w Europie.

CV

Robert Ogór od 11 lat jest prezesem spółki Ambra. Absolwent filozofii na Ruprecht-Carl-Universität w Heidelbergu w Niemczech. W latach 1994–2004 pracował jako doradca i członek grupy zarządczej ds. inwestycji kapitałowych i rynków zagranicznych Sektkellerei Schloss Wachenheim AG (obecnie Schloss Wachenheim AG).

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA