fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wywiady

Wojciech Kostrzewa, wiceprezes Polskiej Rady Biznesu: Apelujemy o dialog z biznesem

Wojciech Kostrzewa
Rzeczpospolita, Robert Gardziński
Polskie firmy, by w ogóle myśleć o ekspansji na zagraniczne rynki, najpierw muszą mieć pewność działania na rodzimym – zauważa Wojciech Kostrzewa, wiceprezes Polskiej Rady Biznesu.

Rz: Czy pana zdaniem plan Morawieckiego jest potrzebny gospodarce i przedsiębiorcom?

Zapewne tak, problem w tym, że na razie ten plan jest w dużej mierze listą zapowiedzi, a wdrażania go w życie jest bardzo mało. Poza tym obserwujemy sprzeczne komunikaty płynące z rządu. Z jednej strony słyszymy narrację o konieczności wspierania przedsiębiorczości, z drugiej strony zaś wzrasta poziom represyjności wobec biznesu.

Chodzi o działania fiskusa?

Przede wszystkim, ale nie tylko. Przypomnę chociażby słynny pomysł ministra sprawiedliwości rozszerzonej konfiskaty majątku czy też oddanie olbrzymiej władzy Zakładowi Ubezpieczeń Społecznych, w zakresie ustalania co jest, a co nie jest zatrudnieniem. Mamy bardzo często wrażenie, że jesteśmy najlepszym chłopcem do bicia, bo łatwiej uderzyć w uczciwego przedsiębiorcę, niż uszczelnić tak przepisy, by nie dochodziło do nadużyć dokonywanych przez garstkę nieuczciwych.

Ale Ministerstwo Finansów, na czele którego stoi wicepremier Mateusz Morawiecki, wyjaśnia, że regulacje muszą być surowe, bo mamy ogromną lukę podatkową.

Chciałbym powiedzieć jasno, wszyscy jesteśmy za tym, by uszczelnić system podatkowy. Dlatego że na oszustwach podatkowych tracimy wszyscy, również, a może nawet przede wszystkim, uczciwi przedsiębiorcy. Ale namawiamy do tego, by było to robione w atmosferze dialogu ze środowiskiem biznesowym, a nie po raz kolejny w formie wprowadzania nowych regulacji bez konsultacji, bez wsłuchiwania się w głosy partnerów dialogu społecznego.

Z drugiej strony, Ministerstwo Rozwoju, któremu szefuje też Morawiecki, wdraża w życie projekt odbiurokratyzowania gospodarki czy wsparcia polskich firm w ekspansji zagranicznej.

To są oczywiście zmiany pozytywne, ale wciąż niewystarczające i wdrażane z opóźnieniem. Natomiast elementy represyjne zostały zafundowane nam bardzo szybko. Oczywiście zapowiedź mocniejszego wsparcia polskich firm w ekspansji zagranicznej to doskonała Informacja. Ale żeby w ogóle myśleć o ekspansji, polskie firmy muszą mieć pewność działania na ojczystym rynku.

Czy działania rządu, w tej części restrykcyjnej, są pana zdaniem jednym z elementów przyczyniających się do niskiej aktywności inwestycyjnej polskich firm?

Każdy racjonalnie myślący przedsiębiorca robi sobie rachunek korzyści i ryzyka. Jeżeli poziom ryzyka się zwiększa, to prowadzi się bardziej oszczędną politykę inwestycją. I nie chodzi tutaj o to, czy te ryzyka się materializują, są subiektywne czy obiektywne, ważna jest percepcja tych zagrożeń.

A jak ma się do tego fakt, że pod względem ogłoszonych. bezpośrednich inwestycji zagranicznych w Polsce rok 2016 był rokiem rekordowym. Zagranica nie kalkuluje tych ryzyk?

Po pierwsze, jeżeli globalne giganty podejmują decyzję o inwestycji poza swoimi granicami, to są to procesy trwające lata. Decyzje o inwestycjach realizowanych w 2016 r. były podejmowane co najmniej od 2014 r. Po drugie, w pewnym branżach to ryzyko polityczne dla globalnych gigantów nie jest duże. Nic się takiego złego w Polsce nie dzieje, wciąż jesteśmy krajem demokratycznym, nadal jesteśmy członkiem UE, wszystko jakoś funkcjonuje. Polski średniej wielkości przedsiębiorca jest zaś znacznie bardziej czuły, jest bardziej wrażliwy na wszelkie interwencje polityczne. Bo nie ma aparatu prawników, umów międzynarodowych chroniących inwestycje itp.

Ci przedsiębiorcy, którzy coraz śmielej wychodzą poza granice Polski, widzą też, jak w państwach europejskich różni się stosunek urzędów do przedsiębiorców. W wielu państwach przedsiębiorca nie jest traktowany jako petent, tylko jako wzbogacenie rynku. Biznes w Polsce tak naprawdę nie oczekuje jakiegoś ogromnego wsparcia, tylko partnerskiego traktowania. Tylko tyle i aż tyle.

Relacja na linii urzędnik–przedsiębiorca ma poprawić konstytucja biznesu.

Ale ponownie mamy zapowiedź, a nie mamy realizacji. Oczekiwałbym, by więcej elementów planu Morawieckiego było szybciej wdrażanych w tych obszarach, które są kluczowe dla przedsiębiorców.

A co pana zdaniem nie jest kluczowe?

Nie podoba mi się wymienianie nazw konkretnych firm, które mają zostać czempionami polskiej gospodarki. Takich rzeczy się po prostu nie robi. Państwo może oczywiście powiedzieć, że stawia na rozwój sektora A czy sektora B. Ale kto zostanie czempionem w danej kategorii, to już powinno być pozostawione rynkowi. Na tym polega konkurencja, swoisty wyścig najlepszych, najbardziej efektywnych rozwiązań organizacyjnych czy technologicznych. W zasadzie państwu powinno być wszystko jedno, czy ten wyścig wygra firma polska, czy z kapitałem zagranicznym, czy stworzy 800 miejsc pracy w Siedlcach czy Bydgoszczy.

Bardzo się cieszę, że obawy związane z polityką gospodarczą obecnego rządu były być może na wyrost, że to tej pory nic złego się nie wydarzyło, że mocno spada bezrobocie, mamy stabilną politykę prowadzoną również przez bank centralny. Ale potrzebujemy więcej, potrzebujemy więcej działań na rzecz wzajemnego zaufania, potrzebujemy przede wszystkim więcej dialogu. W żadnej z rozwiniętych demokracji dialog między środowiskami biznesowymi a rządem czy parlamentarzystami nie jest ignorowany. Najwyraźniej w tych krajach istnieje duża świadomość, że służy to kreowaniu wartości i stabilnych warunków funkcjonowania gospodarki.

Czy dobrą platformą takiego dialogu był powszechny samorząd gospodarczy?

Jak zawsze, diabeł tkwi w szczegółach, powszechny samorząd gospodarczy, jeżeli nie będzie nadużywany politycznie, jeżeli będzie funkcjonował w taki sposób, że istnieć będzie swoboda wyboru organizacji, do jakiej się należy, to myślę, że to może być bardzo ciekawe rozwiązania. Ale znowu, tu też trzeba zacząć od dialogu. O to apelujemy.

CV

Wojciech Kostrzewa objął stanowisko wiceprezesa Polskiej Rady Biznesu w 2015 r. Jest także prezesem i dyrektorem generalnym Grupy ITI (od 2005 r., a ze spółką jest związany od 1999 r.). Ważne funkcje pełnił także w BRE Banku (obecnie mBanku), był m.in. prezesem zarządu. Studiował prawo na UW, w 1987 ukończył ekonomię na Uniwersytecie Chrystiana Albrechta w Kilonii.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA