fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wywiady

#RZECZoBIZNESIE: Jakub Borowski: Nie mamy w Polsce problemu z wysoką inflacją

tv.rp.pl
Prawdopodobnie w tym roku inflacja będzie powyżej celu NBP, ale ze względu na jej strukturę na razie nie ma powodu, żeby na to reagować – mówi Jakub Borowski, główny ekonomista Credit Agricole, gość programu Pawła Rożyńskiego.

Jaka jest kondycja polskiej gospodarki w pierwszych miesiącach tego roku?

Dobra. Jak patrzymy na strukturę produkcji przemysłowej, widzimy, które działy ciągną aktywność w górę. Są to działy nastawione na eksport. Wynika to z relatywnie wysokiej aktywności w globalnym przetwórstwie przemysłowym. Pandemia oddziałuje dwutorowo na gospodarkę światową. Mamy usługi, które są bardzo podatne na lockdowny i obostrzenia. Za to bardzo dobrze radzi sobie przetwórstwo przemysłowe, które uodporniło się na pandemię. Ożywienie na tym polu napędza światowy wzrost handlu i popyt ze strony głównych odbiorców. Polskie firmy, które kooperują z niemieckimi, korzystają na tym.

Całkiem nieźle radzą sobie też firmy, które produkują dobra trwałego użytku, dobra konsumpcyjnie.

Te dwa sektory radzą sobie wyraźnie lepiej na tle innych, w szczególności budownictwa czy usług.

Mimo kryzysu bezrobocie w Polsce znajduje się na najniższym poziomie w Europie. Z czego to wynika?

Mamy niestandardową sytuację z zahibernowanym rynkiem pracy i wciąż pozytywnym efektem oddziaływania tarcz finansowych. Bezrobocie jest tylko troszkę wyższe niż przed pandemią. Wskaźnik aktywności zawodowej jest niższy jedynie w grupie osób bardzo młodych, ale wraz ze stopniowym znoszeniem obostrzeń powinniśmy zaobserwować tu powrót do poziomów sprzed pandemii. Pamiętajmy jednak, że hibernacja rynku pracy się niebawem skończy, bo tarcza wygaśnie. Wkrótce, w maju, czerwcu, nadejdzie chwila prawdy. Jakaś część firm zdecyduje się na restrukturyzację, bo na skutek pandemii struktura popytu się zmieniła. Nie spodziewam się jednak, żeby korekta zatrudnienia była duża. Sytuacja na rynku pracy powinna pozostać dobra.

W 2021 r. przemysł będzie sobie dalej dobrze radził? Usługi odbiją? Jaki będzie ten rok?

To będzie dobry rok. Gospodarka powinna powrócić do poziomu, który określamy mianem równowagi makroekonomicznej. Czyli bezrobocie jest na poziomie, poniżej którego trudno zejść, a presja inflacyjna jest umiarkowana. W kolejnych latach możemy mieć do czynienia z przegrzaniem gospodarki.

W tym roku gospodarkę będzie napędzać konsumpcja. Również inwestycje, które w drugiej połowie roku odbiją. Eksport na fali ożywienia w światowym handlu też przyspieszy. Te czynniki będą dynamizować wzrost.

Usługi będą się odradzać i przygasać w rytm obostrzeń. Obecnie obostrzenia są zwiększane. Od maja możemy jednak liczyć na stopniowe ożywienie w usługach.

Ten rok upłynie pod znakiem wyraźnego odbicia aktywności gospodarczej. Jestem ostrożny co do skali tego odbicia. Z dwóch powodów nie spodziewam się 5-proc. wzrostu, tylko 3,6-proc. Pierwszy to konsumpcja. Gospodarstwa domowe zakumulowały bardzo dużo oszczędności. Nie mogły wydawać na usługi i dobra luksusowe, więc pojawił się znaczący bufor w wysokości kilku procent PKB. Pytanie, czy można w optymistyczny sposób przyjąć, że ta kwota wyleje się na rynek. Byłbym ostrożny, bo to oszczędności gospodarstw o relatywnie wysokich dochodach i skłonności do oszczędzania. Duża kwota zostanie przeznaczona na dobra trwałego użytku, może luksusowe wakacje, a to będzie dynamizowało import, a nie PKB. Za to tempo wzrostu płac będzie ograniczone, co spowolni przyspieszenie wzrostu konsumpcji.

Drugi element to inwestycje. Jest sporo optymizmu w różnych badaniach koniunktury, które wskazują na to, że firmy za jakiś czas ruszą z inwestycjami. Widać to też w globalnych danych o zamówieniach dóbr inwestycyjnych. Ale inwestycje będą rozkręcać się powoli, zaczną się podnosić w drugiej połowie roku.

Są też inwestycje publiczne. Ich rytm wyznaczany jest przez absorpcję środków unijnych. Jeśli chodzi o wieloletnie ramy finansowe, to będzie to powolny proces, który dopiero się rozkręca.

Nie będzie tego widać w najbliższych kwartałach. Spore nadzieje wiążemy z Krajowym Planem Odbudowy, czyli unijnym Funduszem Odbudowy. Sądzimy, że wyraźny wpływ tych funduszy na polską gospodarkę pojawi się dopiero w latach 2022 i 2023.

W ubiegłym roku byliśmy w czołówce tych, którzy najmniej ucierpieli na pandemii. W tym roku nasze wyniki już nie będą tak efektowne na tle Niemiec, Francji czy Wielkiej Brytanii?

Wyniki będą dobre. Będziemy dalej doganiać te gospodarki. Głównie dlatego, że w wielu gospodarkach skala stymulacji nie była tak duża jak w Polsce. Lockdowny, które tam miały miejsce, są przedłużane, ostrzejsze niż w Polsce, więc będą hamować ich ożywienie. Niektóre

z gospodarek rozwiniętych krajów UE, na przykład Niemcy i Hiszpania, które mocno obniżyły aktywność, nie odbiją na tyle mocno, aby dynamika PKB w tym roku była wyższa niż w Polsce. Mimo silnych turbulencji będziemy zatem doganiać kraje rozwinięte UE i średnią unijną.

Są spore obawy o inflację. NBP twierdzi, że nie widzi problemu i nie powinniśmy się spodziewać podwyżek stóp. Z projekcji inflacji wynika, że NBP widzi ją w tym roku na poziomie 3,1 proc., zaś w przyszłym poniżej 3 proc., bliżej celu inflacyjnego.

Nasza prognoza na 2021 r. jest trochę niższa, ale dostrzegam wyraźne ryzyko wyższej inflacji związane z dynamiką cen paliw. Będziemy rewidować prognozę, jak poznamy inflację styczniową i lutową. Jest też duża niepewność związana z tym, jak zmienił się koszyk inflacyjny w 2020 r., który GUS zrewiduje na podstawie badań budżetów gospodarstw domowych. Oszacowane przez nas zmiany w tym koszyku wskazują, że inflacja styczniowa wyniosła 2,5 proc. Jeśli tak będzie, to uwzględniając silniejszy, niż oczekiwaliśmy, wzrost cen ropy, trzeba będzie podnieść prognozę inflacji w 2021 r. bliżej 3 proc.

W tej chwili i w najbliższych kwartałach istotny wkład do inflacji będą miały czynniki o charakterze administracyjnym, a więc w istocie podażowym. Są słynne śmieci (ponad 50-proc. wzrost opłat w ubiegłym roku), które kontrybuowały znacząco do wskaźnika inflacji. Kolejne podwyżki opłat są wprowadzane. Drugi element to inflacja energetyczna. Utrzyma się wysoki wzrost cen energii elektrycznej. Mamy też drożejące paliwa. Polityka pieniężna nie powinna na to reagować, chyba że doprowadzi to do silnego wzrostu presji płacowej i wtórnych efektów inflacyjnych. Na razie takich sygnałów nie ma, ale RPP z pewnością będzie to monitorować.

Są jeszcze podwyżki covidowe. W 2021 r. wzrosły ceny niektórych usług ze względu na wzrost kosztów prowadzenia działalności gospodarczej wymuszony przez pandemię. Tu będziemy mieć do czynienia z efektem wysokiej bazy, więc inflacja powinna się obniżać.

Nie mam poczucia, że mamy w Polsce problem wysokiej inflacji. Prawdopodobnie w tym roku ukształtuje się ona powyżej celu inflacyjnego NBP, ale ze względu na jej strukturę na razie nie ma powodu, żeby na to reagować w postaci zaostrzenia polityki pieniężnej. Jeżeli poszlibyśmy w kierunku ostrych podwyżek stóp procentowych, to przy oczekiwanej bierności EBC skończyłoby się to silną aprecjacją kursu złotego.

Nie potrzebujemy jej w tej fazie ożywienia.

Złoty się jednak osłabia. To już 4,60 do euro. Co będzie dalej?

Do spadku kursu złotego przyczyniły się głównie nasilające się obawy inwestorów o wzrost inflacji na świecie wraz z ożywieniem gospodarczym, co mogłoby zmusić główne banki centralne do podwyżek stóp procentowych. Sprzedawali oni obligacje i akcje, co spowodowało spadek kursu złotego i innych walut krajów naszego regionu. Wiele będzie teraz zależało od reakcji EBC. Jeśli po marcowym posiedzeniu zasygnalizuje on wyraźnie, że nie będzie akceptował obecnego podwyższonego poziomu rentowności obligacji krajów strefy euro, złoty powinien się umocnić, jednak kurs EUR/PLN najprawdopodobniej utrzyma się powyżej 4,50.

Krajowy Plan Odbudowy wzbudza kontrowersje. Jak pan go ocenia? Nie jest zbyt ogólny?

Ogólność jest wymuszona szybkim tempem prac i pandemią. Analizując KPO, skupiliśmy się na dwóch obszarach. Pierwszym z nich był profil czasowy wydatków finansowanych z grantów.

Na podstawie KPO w obecnej postaci trudno ocenić, jaki będzie ten profil, ale można przyjąć, że wpływ KPO na aktywność gospodarczą w tym roku będzie niewielki. Można jednak oczekiwać, że wydatki finansowane w ramach KPO silnie podbiją aktywność inwestycyjną sektora publicznego i firm w latach 2022–2023, co zaowocuje przyspieszeniem wzrostu gospodarczego w tych latach do ok. 5 proc.

Większość obszarów, gdzie będą wydawane pieniądze z grantów stanowiących źródło finansowania KPO, to są obszary niekontrowersyjne. Mamy transformację energetyczną, cyfrową, wsparcie dla sektora usług medycznych, obniżenie emisji CO2, zwiększenie efektywności energetycznej. Z grantów otrzymanych z KPO będziemy finansować zakup szczepionek, zeroemisyjnych autobusów i nowoczesnego pasażerskiego taboru kolejowego. Wrażenie robi 3 mld euro na docieplenie budynków mieszkalnych. Firmy, które się tym zajmują, zacierają ręce. Tylko w jaki sposób będzie to realizowane i jak szybko? Odpowiedzi poznamy w najbliższych miesiącach.

Skupiamy się na grantach. A co z tanimi pożyczkami z programu?

Po dług, nawet jeśli jest on bardzo tani, sięgamy mniej chętnie, jeśli mamy do dyspozycji granty. Dlatego rząd na razie skupił się na grantowej części KPO.

Zakładamy, że wykorzystanie środków w ramach unijnego Funduszu Odbudowy, które są zapisane w części pożyczkowej, będzie niewielkie. Krajowe firmy będą raczej najpierw korzystać ze środków własnych, które zakumulowały w okresie pandemii, a potem korzystać z nieznacznie droższego i wolnego od ryzyka kursowego finansowania w krajowym sektorze bankowym.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA