fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wywiady

Zrównoważony rozwój to także megainwestycje

materiały prasowe
Wielki inwestor staje się dla regionu kolosalnym impulsem rozwojowym, tworząc tysiące miejsc pracy. Dlatego warto o niego zabiegać – mówi Dariusz Śliwowski, wiceprezes Agencji Rozwoju Przemysłu.

Jeszcze niedawno zarządzaliście dwoma specjalnymi strefami ekonomicznymi. Teraz cała Polska stała się taką strefą. Co się zmieniło po wejściu w życie nowych przepisów?

Dariusz Śliwowski: Z organizacyjnego punktu widzenia – niewiele. Różnica polega na tym, że spółki zarządzające specjalnymi strefami ekonomicznymi funkcjonują na znacznie szerszych obszarach, kilkunastu czy nawet kilkudziesięciu powiatów. Ludzie, zespoły, pozostali ci sami. U nas, czyli w strefach mieleckiej i tarnobrzeskiej, ale także w pozostałych 12 spółkach zarządzających.

Na ile nowe rozwiązania się sprawdzają?

Ustawa i przepisy wykonawcze weszły w życie cztery miesiące temu. To stosunkowo niedawno, trudno zatem o wiążącą opinię. Kiedy wiele lat temu wprowadzono ustawę o specjalnych strefach ekonomicznych, pierwsze zezwolenie wydano dopiero 20 miesięcy po jej uchwaleniu. Teraz pierwsze decyzje zostały wydane w październiku po czterech miesiącach, a do końca roku w całej Polsce było ich w sumie kilkadziesiąt. Moim zdaniem nowy system działa naprawdę dobrze, chociaż jest parę obszarów do dopracowania.

Jakich?

Ustawa wprowadziła tzw. kryteria jakościowe, wymagają one wypracowania pewnej praktyki. W przyznawaniu ulg uczestniczą trzy podmioty: zarządzający obszarem, Ministerstwo Przedsiębiorczości i administracja skarbowa. Przy takim trybie warto wypracować precyzyjną ścieżkę, w jaki sposób te kryteria oceniać i dostosować się do firm. Musimy pamiętać, że sama praktyka tych działań będzie „docierać się" przez kolejne miesiące czy wręcz lata. Dlatego warto być precyzyjnym.

Jest też punkt, po którym od dawna spodziewano się, że będzie wyzwaniem: wysokość progu inwestycji koniecznego dla zwolnienia podatkowego w zależności od wielkości firmy. Dla dużych firm ten próg jest ustawiony wysoko, gdyż ustawa miała przede wszystkim ułatwić inwestycje sektorowi MSP.

Zbyt wysoko?

Powiem tak: dla dużych podmiotów ten próg jest bardzo wysoki. To nie utrudnia megainwestycji, ale jest już wyzwaniem np. dla polskich dużych i średnich firm. W dodatku nie bierze pod uwagę całego procesu, rytmu inwestycji. Jeżeli popatrzeć na przykład na Dolinę Lotniczą, to zdarzało się, że mieliśmy w przypadku jednego podmiotu szereg rozłożonych w czasie inwestycji po kilkanaście, kilkadziesiąt milionów każda. Razem sumowały się do sporych kwot, ale rozliczane osobno miałyby problem z tymi progami. To jest w moim przekonaniu sprawa warta przemyślenia przez ustawodawcę.

Jest też trochę uwag co do jednolitości zasad traktowania firm przez poszczególnych zarządzających. Teoretycznie mamy jedną strefę inwestycji, tymczasem nie tylko wyceny usług oferowanych przez zarządzających są zróżnicowane, ale też zróżnicowane są zakresy tych usług. Z drugiej strony to zróżnicowanie wprowadza pewien element dodatkowej konkurencji obszarów, co może przynieść dobre efekty.

A jakie jest zainteresowanie ze strony przedsiębiorców?

Jest różnie. Są strefy, gdzie wejście w życie ustawy odbyło się płynnie i zostało dobrze odebrane, ale są i takie, które dopiero się rozpędzają. Widać, że nie działa to samo z siebie i będzie wymagało większego wysiłku ze strony zarządzających. Ale nie doszukiwałbym się problemów w ustawie, raczej w nas samych, zarządzających. Musimy się po prostu bardziej starać. Wcześniej było tak, że miejsce w strefie stanowiło „dobro rzadkie" i często trzeba było ustawiać się w kolejce. Dzisiaj można wystąpić o decyzje niezależnie od wybranych terenów objętych strefami. Tak naprawdę zarządzający muszą dotrzeć do nowej grupy przedsiębiorców. Wcześniej ci, którzy wiedzieli, że istnieje mechanizm strefowy, sami zabiegali o to, żeby z niego skorzystać. Dzisiaj musimy zachęcić tych, którzy nie interesowali się strefami. I być może nie wiedzą o korzyściach z ustawy. Trzeba do nich dotrzeć.

W jaki sposób?

Uruchomiliśmy wyspecjalizowaną stronę internetową dotyczącą naszych obszarów – Podkarpacia, Lubelszczyzny i części Mazowsza. Jesteśmy w terenie, odwiedzamy wszystkie powiaty na obszarze naszej działalności z prezentacjami, z konferencjami, jesteśmy aktywni w mediach. Myślimy o kolejnych programach promocyjnych. Największym wyzwaniem, przed którym stają teraz wszyscy zarządzający obszarami, jest dobra promocja ustawy.

Kolejna rzecz to tempo podejmowania decyzji. Inwestor decyduje się szybko, jeśli ma teren, warunki zabudowy i infrastrukturę. Okazuje się jednak, że w wielu miejscach nie ma takich możliwości. Nie ma terenów inwestycyjnych, brakuje ich nawet w 50-tysięcznych i większych miastach. Inwestycje nie mogą powstawać szybko, z marszu. To jest prawdziwe wyzwanie.

To się wiąże z kolejnym problemem: przygotowanie atrakcyjnej oferty dla inwestorów to wyzwanie kapitałowe. My jako ARP jesteśmy w stanie mu podołać, ale podejrzewam, że w przypadku niektórych mniejszych spółek zarządzających obszarami może to być znacznie trudniejsze.

Jak sobie z tym poradzić?

Są różne sposoby. Na przykład my oferujemy kolegom z pozostałych stref instrumenty finansowe. Można również wchodzić w porozumienia z prywatnymi deweloperami, można wchodzić w porozumienia z samorządami. Instrumentów jest dużo, sporo jednak zależy od elastyczności i sprawności zarządzających.

Jakie mogą być długofalowe skutki działania ustawy? Czy powstaną setki rozproszonych inwestycji czy silne obszary przemysłowe?

To bardzo ważny, wręcz krytyczny punkt. Jestem fanem dużych parków przemysłowych. Największy taki park w Korei Południowej liczy 2,5 tys. hektarów. Największy w Polsce – nasza podstrefa mielecka – 700 ha. W tej chwili w Polsce jest bardzo mało miejsc, które są gotowe do przyjęcia niejako z marszu i zorganizowania dużych parków przemysłowych. Miejsc, w których można przygotować w sposób ekonomicznie optymalny infrastrukturę przyciągającą dużych i megainwestorów. Ale także takich miejsc, które pomieszczą wszystkich tych działających w łańcuchu ich wartości. To jest to, czego ustawa nie przewiduje, bo miała wspierać głównie mikro, małych i średnich przedsiębiorców. Ale zrównoważony rozwój to także megainwestycje. Do tego potrzebujemy raczej oddzielnego instrumentu, który pozwalałby na przygotowanie miejsc, gdzie takie parki przemysłowe mogłyby powstać.

Ale czy byliby chętni do inwestycji w megaparkach?

Jesteśmy na progu rewolucji elektromobilności. LG Chem w naszej podstrefie koło Wrocławia będzie produkowało baterie do setek tysięcy samochodów elektrycznych rocznie. To się dzieje na naszych oczach. Przecież chociażby ten zmieniający się sektor przemysłu motoryzacyjnego będzie potrzebował nowych zakładów.

W Polsce?

Fizycznie tereny mamy zidentyfikowane, ale uruchomienie ich pod potrzeby inwestycyjne to oddzielna, bardziej skomplikowana kwestia. Musimy to zrobić, gdyż w przeciwnym razie ucieknie nam nie tylko elektromobliność. Wielki, strategiczny inwestor staje się dla regionu kolosalnym impulsem rozwojowym, tworząc tysiące miejsc pracy i pozytywnie oddziałując na gospodarkę i społeczeństwo w promieniu dziesiątków kilometrów. Dlatego warto o niego zabiegać.

Dariusz Śliwowski jest absolwentem Wydziału Informatyki i Zarządzania Politechniki Wrocławskiej. Od początku kariery zawodowej związany z informatyką i projektami informatycznymi dla sektora bankowego, administracji publicznej i przedsiębiorstw. W przeszłości pełnił funkcję prezesa spółki proALPHA Polska. W zarządzie ARP od grudnia 2015 r. Jako wiceprezes odpowiada m.in. za nadzór nad dwiema specjalnymi strefami ekonomicznymi – Euro-Park Mielec i TSSE Euro-Park Wisłosan.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA