fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wywiady

Grypa ptaków też dotarła z Azji

Adobe Stock
Epidemia grypy ptaków jest nietypowa, niemal nie dotyka dzikich ptaków. Zaskakuje więc, jak wirus dotarł już do 15 gospodarstw w Polsce. Naukowcy podejrzewają też, że Ukraina poinformowała o grypie u siebie z opóźnieniem – mówi dr hab. Krzysztof Niemczuk, profesor Państwowego Instytutu Weterynaryjnego.

Jak grypa ptaków trafiła do Polski?

Do dziś mamy już 15 ognisk, w tym ostatnie potwierdzone wczoraj w powiecie iławskim w Warminsko-Mazurskim. Rozkład gospodarstw jest typowy dla grypy ptaków, są gospodarstwa zarówno wielkotowarowe jak i przyzagrodowe. Jedyną zastanawiającą dla epidemiologów nowością jest, że potwierdzono dotychczas tylko jeden przypadek u dzikiego ptaka, u jastrzębia. Ta sytuacja dla nas jest zastanawiająca, jak to możliwe, że przy takiej liczbie ognisk rozłożonej po wszystkich kluczowych miejscach, od wschodu na zachód, jest tak mało potwierdzonych przypadków u dzikich ptaków, które stanowią zazwyczaj w takich przypadkach wektor roznoszenia wirusa grypy

Dlaczego to Pana zaskakuje?

Tego wektora jest naszym zdaniem zbyt mało, mimo, że badamy kolejne przypadki dzikich ptaków, podobna sytuacja ma miejsce również w krajach, które dotychczas potwierdziły obecność wirusa H5N8. W tym sezonie Polska została „zaszczycona" pierwszym ogniskiem grypy H5N8 w Europie. Jest to wirus odmienny pod względem budowy molekularnej od tego, który stwierdzano w Polsce w sezonie grypowym 2016 listopad/2017 marzec Należy podkreślić, że ówczesna grypa ptaków, mimo iż w Polsce skończyła się w marcu 2017r. w innych państwach europejskich występowała do stycznia 2019r., np. w Wielkiej Brytanii, Szwajcarii i Południowych Włoszech,

To, co się zaczęło pod koniec 2019 r. od Polski, to nowa introdukcja wirusa, stanowiącego odmianę wirusa H5N8 z poprzedniego „sezonu grypowego". Z pewnością zaistniała sytuacja odbywa się przy współudziale ptaków dzikich, przez wysokie temperatury na przełomie grudnia i stycznia, migracje ptaków mają nieco inny charakter niż miały dotychczas.

Skąd trafił do Polski ten wirus?

Możemy potwierdzić, że wirus, który jest w Polsce, Rumunii, Węgrzech, Słowacji, Czechach, Ukrainie i Niemczech (jeden przypadek dzikiego ptaka), to wirus stwierdzony w 2018 r. w Afryce. Z migracją ptaków ewidentnie musiał się przenieść na kontynent azjatycki i z tych wielkich lęgowisk ptaków dzikich przeniósł się z kolei do Polski. Tę hipotezę potwierdziły dodatkowe badania naukowe, które wykonano w Państwowym Instytucie Weterynaryjnym w Puławach.

Nie znamy jednak pośrednich miejsc, gdzie można by spodziewać się doniesień o dzikich ptakach z wirusem H5N8. Sądzimy, że Ukraina zgłosiła tego wirusa później, kilkanaście dni po wykryciu ogniska w Polsce, z jakichś przyczyn, ale migracje ptaków odbywają się najczęściej ze wschodu na zachód, czy też z północy na południe, spodziewamy się, że w związku z tym ten wirus pojawił się na terytorium Ukrainy wcześniej. Ale brakuje nam dodatkowych zgłoszeń z terytorium Federacji Rosyjskiej, Białorusi, Litwy, Łotwy aby dopełnić pełną analizę epidemiologiczną. Z takimi danymi łatwiej byłoby doprecyzować trasę przelotów dzikich ptaków. Tu mamy dość dużo niewiadomych, co nas trochę dziwi. W poprzednim sezonie grypy ptaków na 65 ognisk w Polsce u drobiu hodowlanego, jednocześnie stwierdzono 68 przypadków wirusa H5N8 u ptaków dzikich. Teraz te proporcje są istotnie odmienne, pracujemy nad tym, ale naukowcom ze wszystkich tych państw brakuje danych, potrzebujemy jeszcze dodatkowych informacji i czasu do ich analizy

Jak długo wirus utrzyma się poza organizmem?

Okres inkubacji jest ok. kilku do 3-5 do 10 dni, ale zastanawiający jest brak zgłoszeń ptaków dzikich ze wszystkich państw po drodze migrujących ptaków. Słowacy i Węgrzy również nie zgłosili żadnych przypadków u ptaków dzikich. Dysproporcje pomiędzy liczbą ognisk u drobiu hodowanego i ptaków dzikich są nieproporcjonalne do tego, co się działo w poprzedniej epidemii w całej Europie, nie tylko w Polsce.

Kto wniósł wirusa do pierwszego gospodarstwa? To gospodarstwa wielkotowarowe, ptaki nie wychodzą na zewnątrz, nie mają kontaktu z dzikim ptactwem.

Jeśli chodzi o grypę ptaków, najsłabszym ogniwem jest człowiek. Jeśli faktycznie wirus dotarł do Polski z dzikimi ptakami, należy przypuszczać, że tak było, to jeżeli pracownik dużego gospodarstwa hodowlanego wyjdzie na obejście wokół budynku, stanie nogą w odchody dzikiego ptaka i wejdzie w tym samym obuwiu nie zmieniając go do przestrzeni, gdzie znajdują się ptaki hodowlane, to stanowi to najprostszą drogę do wniesienia wirusa. Tu musiał zadziałać brak przestrzegania procedur, brak czujności i czegoś, co zwyczajowo nazywamy zdrowym rozsądkiem.

Należy również przestrzegać zasad bioasekuracji, kiedy właściciele lub pracownicy gospodarstw hodowlanych wychodzą poza obręb gospodarstwa. Po powrocie na jego teren i przy wejściu do budynków, gdzie przebywają zwierzęta – należ zmieniać obuwie i wierzchnie okrycie. Nie tworzymy teorii spiskowych, przyjmujemy, że ta sytuacja jest związana z migracją ptaków. Nasze zdziwienie budzi tylko, dlaczego tych wektorów pod postacią dzikich ptaków jest tak mało wobec tych wszystkich ognisk, które się pojawiają już we wszystkich naszych państwach ościennych.

Jak długo utrzyma się wirus w środowisku?

Wirus grypy ptaków może się utrzymać nawet dwa miesiące, przy takich temperaturach jak dziś, ok. -2 stopnie. W zamrożeniu kilka razy więcej. Wraz ze wzrostem temperatury – do kilku dni. Wirus jest odporny na wysoką temperaturę, szybko ginie w 70 stopniach, więc ginie podczas obróbki mięsa, przy gotowaniu czy smażeniu.

Czy ludzie są bezpieczni?

W przypadku każdego ogniska pierwotnego grypy ptaków zawsze określamy potencjalne ryzyko dla zdrowia człowieka – tu absolutnie dementujemy, żadne wirusy z dotychczasowych ognisk stwierdzonych w Polsce nie są niebezpieczne. Podkreślam, moi Współpracownicy, naukowcy badają wirusy z każdego z tych ognisk.

Wirus Afrykańskiego Pomoru Świń w Polsce dotarł już pod niemiecką granicę. Jak oceniacie Państwo rozwój tej epidemii?

Pojawienie się wirusa w województwie lubuskim, wielkopolskim i Dolnym Śląsku nie było dla nas zaskoczeniem, bo wiemy, że wirus może się przenosić na dystanse kilkasetkilometrowe – za pomocą człowieka. Dlatego też wdrożone działania przez Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi, Główny Inspektorat Weterynarii były tak szybkie i skuteczne.

Gdybyśmy zapomnieli o tym, co się działo do tej pory z wirusem ASF w Polsce, to do dziś, wirus został stwierdzony u kilkudziesięciu dzików w środowisku, ale wyłącznie u dzików. Podstawowym wektorem i rezerwuarem wirusa są dziki, choć czynnik ludzki jest bardzo ważny. Ale od 15 listopada 2019, gdy potwierdzono pierwszy przypadek w województwie lubuskim, do 27 stycznia br., już drugi miesiąc wirus nie wtargnął do żadnego gospodarstwa. I oby tak było dalej. Ograniczamy i niwelujemy wirusa wśród populacji dzików i nie wpuszczamy do gospodarstw. To pokazuje, że nowe podejście z wykorzystaniem dotychczasowych doświadczeń polskich i tych nowatorskich czeskich i belgijskich w Polsce jednak działa. Jednak te kraje są mniejsze od Polski, a dzików jest u nas więcej, dlatego w Polsce przypadków ASF u dzików jest również więcej.

Zarówno Czesi jak i Belgowie, stosowali do tej pory niestandardowe metody, tj. zarówno noktowizory, jak i tłumiki, co teraz zostało wprowadzone do specustawy. Mając jako lekarz weterynarii dużo empatii do zwierząt, muszę stwierdzić, że istnieje dobro wyższe, które nakłada na nas obowiązek eliminacji wirusa ze środowiska, w tym prowadzenie odstrzału dzików, realizowanego zarówno jako odstrzał w ramach plonowej gospodarki łowieckiej jak i odstrzału sanitarnego Nie bez znaczenia jest równolegle prowadzony proces identyfikacji i utylizacji dzików padłych.

Jaką rolę odgrywa bioasekuracja podczas polowania?

Za bioasekurację podczas polowań odpowiadają myśliwi. Nie przestrzeganie jej zasad, co wskazują w określonych przypadkach media, jest nieprawidłowe i to powinno się zmienić. Przestrzeganie procedur w tym zakresie powinno być regułą i świadczyć o odpowiedzialności myśliwych i innych osób obecnych na polowaniach. Potwierdzam, że zrak zachowania zasad bioasekuracji podczas polowań grozi tym, że wirus może się roznosić wraz z czynnikiem ludzkim, na butach, na odzieży. Ale uważam przy tym, że gdyby nieprawidłowości były nagminne, to wirus występowałby w większości miejsc na terytorium RP, gdzie dziś nie występuje. Warto również o tym pamiętać i nie generalizować problemu.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA