Wywiady i opinie

Połowa dla jaśnie Państwa

Piotr Aleksandrowicz
Fotorzepa, Waldemar Kompala Waldemar Kompala
W poprzednią sobotę dowiedziałem się, że w ekipie pani premier, pani Hanna Zdanowska, prezydent Łodzi, ma zająć się „polityką miejską, w tym programami partycypacji społecznej, rewitalizacji i ustawą aglomeracyjną".

Dwa dni później w  poniedziałek zaś, że ma po temu świetne referencje. Otóż ubożejąca i wymierająca Łódź pod jej światłym kierownictwem buduje za ćwierć miliarda złotych dwa stadiony piłkarskie dla dwóch zdechłych klubów - ŁKS-u  i Widzewa - tułających się po trzecich ligach.

Mamy teraz falę różnych pomysłów sprowadzających się do rozdawania pieniędzy w postaci żywej gotówki (np. bezpłatna autostrada w weekendy), gotówki odroczonej  (zapowiedzi nowych dodatków dziecięcych przed i po wyborach) i wirtualnej ( na przykład obniżenie wieku emerytalnego). Odrębną kategorię stanowią projekty reform podatkowych, czasem nawet dość szczegółowe, mające taką wszakże wadę,  że nie są w ogóle policzone.

Co gorsza, nawet polscy spadkobiercy Adama Smitha (czy on o tym wie?) projektując swój system podatkowy nie mówią nic o ograniczeniu wydatków publicznych. Należy sądzić zatem, że ich zdaniem proponowane zmiany (jednolity VAT, podatek od funduszu wynagrodzeń,  podatek przychodowy od firm  i podatki majątkowe zamiast składek ZUS, CIT i PIT) nie spowodują zmniejszenia dochodów. Myślę, że wątpię.

Brak rachunków jest zbrodnią. Podtrzymywanie rozdęcia państwa i zakresu redystrybucji to gorzej niż zbrodnia, to błąd. Co gorsza,  lewi i prawi etatyści  w Polsce coraz głośniej domagają się wręcz zwiększenia zakresu redystrybucji. Mają swoich ekonomicznych guru na świecie  - Piketty'ego i  Krugmana  oraz krajowych, płodnych jak króliki  ideologów - grafomanów od t.zw. publicystyki gospodarczej. Nie 42-44 procent produktu krajowego do zmielenia przez państwo,  jak w ostatnich latach, lecz może 45 albo 50 proc.? Czyż to nie byłoby pięknie? Dzielilibyśmy się po połowie produktem. Połowa dla tych, którzy go wypracowali, druga połowa dla jaśnie Państwa przez duże P.

Czytam właśnie książkę szwedzkiego autora kurdyjskiego pochodzenia Nima Sanandaji: „Szwedzka niewyjątkowość. Kultura, rynki i fiasko socjalizmu trzeciej drogi" (jest dostępna na stronie www.iea.org.uk) . To ciekawa analiza wskazująca na mity, jakie krążą wokół państw dobrobytu w Skandynawii, zwłaszcza Szwecji. Jeśli wziąć pod uwagę  dane  historyczne i liczbowe, podwaliny zamożności zbudowano w Szwecji wtedy, kiedy panowały zasady rynkowe, a państwo było ograniczone, między 1870 rokiem a drugą wojną światową. Szwecja wówczas rozwijała się najszybciej w świecie uprzemysłowionym. Potem stopniowo tempo rozwoju zwolniło, gdyż zaczęto wprowadzać większą redystrybucję, ale początkowo bez szokujących konfiskat podatkowych majątku i dochodów. Dopiero pod koniec lat 60, na początku 70., lewica szwedzka odpaliła całą naprzód i przez ponad 20 lat gospodarka, przedsiębiorstwa i przedsiębiorczość prawie zamarły, za to zbudowano szwedzki socjalizm. Po czym państwo dobrobytu upadło pod własnym ciężarem i od ponad 20 lat Szwecja wycofuje się z niego stopniowo, ale dość konsekwentnie

Mam wrażenie, że Polska jest w podobnej sytuacji, jak Szwecja w latach 60. To znaczy miała szybkie tempo rozwoju, ale w ostatniej dekadzie zaczęło ono słabnąc w miarę wzrostu etatyzmu i redystrybucji. Socjaliści różnych nazw doszli do władzy na początku XXI wieku, ale jeszcze miarkowali swoje zapędy. Teraz wygląda, że dochodzimy do punktu zwrotnego. W Szwecji w pewnym momencie przyspieszono budowę socjalizmu z fatalnym skutkiem, który opisuje detalicznie Sanandaji. Jeśli sądzić z dyskusji publicznych w Polsce, dodatkowo podgrzewanych gorączką przedwyborczą, zamierzamy wjechać w te same koleiny, a nawet je jeszcze bardziej rozjeździć.

Źródło: ekonomia.rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL