fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wynagrodzenia

Jak uciec z pułapki niskich płac

Adobe Stock
Wciąż jesteśmy krajem taniej siły roboczej. By to zmienić, musimy dorobić się własnych, krajowych silnych firm i marek.

Choć w ostatnich latach wynagrodzenia w Polsce rosną szybciej niż w zachodniej Europie, to nadal od krajów wysoko rozwiniętych dzieli nas przepaść. Jak wyliczył Eurostat, godzina pracy jednego pracownika w 2020 r. kosztowała w Polsce 11 euro. To ponad 2,6 razy mniej niż średnio w UE (28,5 euro) i 3,3 razy mniej niż w Niemczech (36,6 euro). Nawet w Czechach i na Słowacji praca jest droższa.

W ujęciu branżowym największe różnice widać w finansach, działalności profesjonalnej, i – co zaskakujące – przetwórstwie przemysłowym. Najmniejsze zaś – w górnictwie, ICT czy edukacji.

Czytaj także:  O krok od milionowych płac w NBP. Sowite premie

Wolne nadrabianie

– Te dane oznaczają, że wciąż jesteśmy krajem doganiającym, krajem tańszej siły roboczej – mówi prof. Cezary Wójcik z SGH. – Nadrabiamy dystans, ale do krajów rozwiniętych nam daleko – dodaje.

– Na pierwszy rzut oka te różnice wyglądają dramatycznie, ale warto zwrócić uwagę, że mowa o kosztach pracy w ujęciu nominalnym – zauważa Jakub Sawulski z Polskiego Instytutu Ekonomicznego. – Nie uwzględniają one różnicy w cenach ani wahań kursowych. Po uwzględnieniu parytetu siły nabywczej nie wyglądają aż tak źle – dodaje. Siła nabywcza wynagrodzeń w Polsce jest już tylko 1,5–2 razy niższa niż w Niemczech. Poza tym, dodaje Sawulski, trzeba pamiętać, że jesteśmy krajem na dorobku, niebogatym i ważne, że udaje się systematycznie nadrabiać ten dystans.

Ekonomiści podkreślają, że wyrównywanie poziomu płac jest procesem naturalnym, ale długotrwałym, może potrwać dekady. Ale można go nieco przyspieszyć. – Polska gospodarka ma duży potencjał wzrostu, tylko musimy go wykorzystać. Musimy pokonać pewną granicę, gdy naszą przewagą stanie się tworzenie nowych technologii, innowacyjnych zastosowań produktów i usług. To się powoli dzieje, ale nie w takiej skali jak na Zachodzie. Kluczem do sukcesu są silne instytucje, silny sektor badawczo-rozwojowy, stworzenie warunków rozwoju – uważa Cezary Wójcik.

Potrzeba jakości i innowacji

– Dotychczas tania siła robocza stanowiła naszą największą przewagę konkurencyjną. Ale to się zmienia – uważa Adam Atoniak, ekonomista Pekao. – Czynnikiem sprzyjającym jest niska podaż pracy, co oznacza presję na wzrost jej kosztów. Oczywiście sam wzrost wynagrodzeń nie wystarczy, ale jeśli będzie szedł równolegle z modernizacją gospodarki, wzrostem innowacyjności i produktywności, byłby to idealny scenariusz. Weszlibyśmy na wyższy poziom, nie tracąc konkurencyjności – podkreśla.

Pomóc może też automatyzacja i robotyzacja, większe inwestycje kapitałowe. – Potrzebujemy dobrze płatnych miejsc pracy – twierdzi Grzegorz Soroczyński, główny ekonomista Krajowej Izby Gospodarczej. – Potrzebujemy odejść od polityki promowania naszych produktów na rynkach zagranicznych niską ceną. Towary wytwarzane w Polsce są wysokiej jakości, już czas, by dostosować cenę do tej jakości – podkreśla.

– Nasz model rozwoju opiera się na silnych powiązaniach kooperacyjnych między krajowymi a zagranicznymi firmami – analizuje Jakub Borowski, główny ekonomista Credit Agricole Bank Polska. – W tej sytuacji doganianie płac jest utrudnione. I dopóki to się nie zmieni, ciężko będzie radykalnie przyspieszyć ten proces. Musielibyśmy mieć więcej dużych, silnych, innowacyjnych krajowych firm, które wytwarzają unikatowe produkty, o wysokiej wartości dodanej, które byłyby rozpoznawalne na świecie. Musimy dorobić się w Polsce krajowych, globalnych czempionów – dodaje.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA