fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wybory prezydenckie 2020

Szymon Hołownia: Naprawić błędy PO i zbrodnie PiS

„Wybór między KO i PiS to jak wybór między pożarem domu a złamaniem ręki”
FOT. MATERIAŁY PRASOWE
Ile osób mogliśmy uratować za 70 mln wydane przez ministra Sasina? - pyta Szymon Hołownia.

Prezydent Andrzej Duda zdecydował, że w końcówce kampanii złoży wizytę w USA i spotka się z prezydentem Donaldem Trumpem. To także geopolityczna wizja obecnego prezydenta. Gdzie pan by pojechał z pierwszą wizytą jako głowa państwa?

Przede wszystkim chciałbym pojechać do Kijowa, oczywiście gdyby była do tego gotowość ze strony ukraińskiej. Przecież zaniedbaliśmy totalnie polską politykę wschodnią. Kiedyś byliśmy współkreatorem tej polityki dla całej Unii Europejskiej, dziś nikt nie prowadzi z nami nawet konsultacji. Jesteśmy także zupełnie cisi w sprawie obecnej, coraz bardziej niepokojącej sytuacji na Białorusi. To duży błąd: niepodległa, wolna Ukraina to część naszej racji stanu i relacje z nią powinniśmy mieć jak najlepsze. Kolejne ruchy powinny być wykonane w stronę Francji, Niemiec i Unii Europejskiej. Odbudowa Trójkąta Weimarskiego, do czego wyciągał rękę prezydent Macron w czasie jego wizyty w Polsce, jest zdecydowanie w naszym interesie. Jeśli chodzi o geopolitykę: żyjemy w świecie, w którym toczy się wielki spór między USA a Chinami, a naszą racją stanu powinna być umiejętność tworzenia w tym podzielonym świecie wielostronnych sojuszy czy chociaż bycie ich członkiem, w układach dwójkowych czy trójkowych.

A USA? Pojechałby pan teraz do Białego Domu, gdyby pan mógł?

Nie pojechałbym. Po pierwsze dlatego, że to są trzy dni wyjęte z kampanii wyborczej, czasu, który dla mnie jest bardzo istotny, bo to spotkania z Polakami. Po drugie Donald Trump jest partnerem nieprzewidywalnym i będzie próbował wykorzystać Polskę jako kartę przetargową w rozmowach z Unią Europejską i bezpośrednio z Niemcami. I to Andrzej Duda da mu do ręki tę kartę, którą można streścić tak: „jak nie będziecie wobec mnie grzeczni, to Andrzej Duda weźmie wszystko”. To jest rozbijanie jedności Unii. Obaj prezydenci, Duda i Trump, są teraz w okresie kampanii i nie powinni toczyć rozgrywki ponad głowami naszych sojuszników – zarówno w Unii, jak i w NATO.

Obecny obóz władzy jest ostro krytykowany zarówno na arenie wewnętrznej, jak i międzynarodowej za zmiany w wymiarze sprawiedliwości. Co można zrobić z uchwalonymi zmianami w TK, Sądzie Najwyższym czy KRS. Czy to się da odkręcić?

Trzeba zacząć od aktu symbolicznego, bo symbole organizują nasze poglądy i sposób myślenia. Pierwszego dnia prezydentury chciałbym zaprosić panów sędziów wybranych do Trybunału Konstytucyjnego w 2015 roku i odebrać od nich przysięgę, jeżeli oczywiście wyrażą taką wolę. Nie wiem, czy prezes Julia Przyłębska dopuści ich do orzekania, ale liczy się dopełnienie tej procedury.

Chce pan więc po pierwsze naprawić błąd Platformy Obywatelskiej?

Tak, chcę naprawić błąd Platformy, a później zbrodniczą działalność PiS-u. Trzeba to bezwzględnie zrobić, by przywrócić porządek w całym obszarze sprawiedliwości. Doprowadzenie do posprzątania rozgardiaszu, którego dokonał PiS, to robota na lata. Bo to przecież kwestia nie tylko ustaw sanacyjnych, m.in. o Trybunale Konstytucyjnym, którego nikt już dzisiaj nie traktuje poważnie, i o SN, i o KRS – ale i zbudowanie większości wokół tych ustaw. A to zajmie wiele czasu. Natomiast to, co można zrobić od razu, to realizować politykę prezydenta poprzez poszanowanie niezawisłości sądów. Jeśli np. będą przychodziły nominacje z KRS, to będę podpisywał tylko te, które uzyskały pozytywną opinię Zgromadzenia Ogólnego danego sądu.

Przygotuję też projekt ustawy o sądach pierwszego kontaktu, której celem będzie odciążenie sądów rejonowych od nawału spraw. Przecież ta opinia społeczna, mówiąca, że z sądami trzeba coś zrobić, wzięła się stąd, że 15 mln spraw wpływa do 10 tys. sędziów, ten system nie może się nie zatkać. Trzeba sobie z tym poradzić, przekazując proste sprawy do najniższej instancji. A potem trzeba zabrać się za ustawy sanacyjne i weryfikację orzeczeń TK czy też sądów nominowanych przez neo-KRS, bo wywołują one wiele wątpliwości.

Czy któryś z polityków PiS powinien stanąć przed Trybunałem Stanu?

Od dłuższego czasu obserwuję scenę polityczną, a teraz stałem się jej częścią. I wiem, że Trybunał Stanu pełni rolę straszaka, o którym się mówi, który odmienia się przez wszystkie przypadki, a który przecież wypalił ledwie raz, w sprawie ministra Emila Wąsacza. Więc jeśli chcemy się dobrze postraszyć, to najpierw się zastanówmy, czy będziemy w stanie zbudować większość parlamentarną zdolną wysłać ministrów czy prezydenta do TS. Jeżeli natomiast chodzi o merytoryczne argumenty, to notoryczne łamanie konstytucji przez prezydenta Dudę mogłoby być przedmiotem procedury przed Trybunałem Stanu. Nie mam też żadnych wątpliwości, że minister Sasin czy premier Morawiecki powinni odpowiedzieć za to, co się stało z wyborami majowymi. Także od strony materialnej, bo przecież doszło do zwykłej defraudacji środków publicznych.

Defraudacji? Ktoś odniósł korzyść materialną?

Tutaj doszło do hodowania drzewka, z którego owoców nie zerwano. Wydrukowane karty miały służyć temu, aby odbyć wybory w trybie niekonstytucyjnym, czyli takim, jaki akurat podobał się Jarosławowi Kaczyńskiemu. Korzyści materialnej pewnie nikt nie przyjął, ale strata środków publicznych jest ewidentna i wynikała z zamiaru odniesienia takiej korzyści. Prawnicy powinni to skrupulatnie ocenić. Ale jeśli ktoś bez pisemnej podkładki zadysponował wydanie 70 mln złotych, które nie posłużyły dobru publicznemu, to w każdej normalnej firmie byłby następnego dnia zwolniony, a po trzech dniach dopadłby go prokurator.

Mnie tylko szlag trafia, bo przyszedłem do polityki z działalności społecznej i umiem przeliczać życie wielu osób na pieniądze, których brakuje, by to życie podtrzymać. Jak sobie pomyślę, ilu ludzi fizycznie moglibyśmy uratować za te 70 mln, to wiem, że mamy do czynienia nie z prostym błędem politycznym, tylko z czymś, co nosi cechy moralnej zbrodni.

Jakie byłyby pana pierwsze inicjatywy ustawodawcze?

Na pewno jedną z pierwszych inicjatyw byłoby wniesienie ustawy realizującej wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 2014 roku o zrównaniu prawa do świadczeń pielęgnacyjnych dla opiekunów osób niepełnosprawnych. Niesprawiedliwość obecnej sytuacji polega na tym, że świadczenia te są zróżnicowane w zależności od tego, kiedy niepełnosprawność została nabyta. Czy przed, czy po 18. roku życia. Nikt tego nie naprawił – ani PSL, ani PO, ani dwa rządy PiS-u.

Chciałbym też szybko zwołać Radę Gabinetową, która powiedziałaby mi, czy jest potrzeba opracowania inicjatywy ustawodawczej w sprawach klimatu, zwłaszcza suszy i innych ekstremalnych zjawisk pogodowych. Ustawa ta promowałaby produkcję zielonej energii poprzez spółdzielnie dotowane przez państwo i wsparte przez BGK w systemie prosumenckim tak, abyśmy jak najszybciej mogli rozpraszać źródła energii i przestawiać energetykę na zielone tory przy użyciu środków unijnych.

A jeśli nie wejdzie pan do II tury, przekaże pan poparcie innemu kandydatowi?

Nie. Nie traktuję wyborców jako elektoratu, tylko jako osoby, które podjęły konkretne decyzje – bo zaufały konkretnemu człowiekowi. Takie są wybory prezydenckie. Robię wszystko, by do tego nie doszło, bo wybór między PiS i Platformą to jak wybór między pożarem domu a złamaniem ręki, ale gdyby miało się tak zdarzyć, że nie wejdę do II tury, to powiem tylko, na kogo ja zagłosuję 12 lipca. I wezwę wszystkich moich wyborców, by zagłosowali zgodnie ze swoim sumieniem.

Czy obawia się pan tego, że w wyniku wysokiej frekwencji w lokalach wyborczych, może powstać kolejna fala epidemii?

Tak może się zdarzyć. Sytuacja pandemiczna w kraju jest bardzo niestabilna. Niepokojące sygnały płyną też z Niemiec. Wiem, że jesteśmy wszyscy zmęczeni koniecznością zachowywania obostrzeń, ale musimy wciąż być ostrożni. Po chaosie rządu PiS, który raz zakazywał, zaraz potem na coś pozwalał i był w tym absolutnie niekonsekwentny, trudno, by Polacy gremialnie podporządkowali się czemukolwiek. A to jest kwestia obywatelskiej odpowiedzialności każdego z nas. Musimy zachowywać dystans i nosić maskę, bo nieświadomie możemy zarażać. Mam nadzieję, że także wybory odbędziemy w poczuciu odpowiedzialności za siebie i innych. Ryzyko wciąż istnieje i jest bardzo realne.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA