fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wojna w Syrii

Kreml broni Asada i odrzuca amerykańskie propozycje

AFP
Dyplomatom z Moskwy nie udało się udowodnić, że chemiczny atak na miasto Chan Szejchun był mistyfikacją.

– Jest bezsporne, że mieszkańcy miasta zostali otruci gazem bojowym sarin lub bardzo podobną substancją – oświadczył szef Organizacji ds. Zakazu Broni Chemicznej Ahmet Uzumcu.

Organizacja została powołana do nadzorowania wprowadzenia w życie podpisanej w 1997 roku konwencji o zakazie broni chemicznej. Obecnie jej międzynarodowi inspektorzy zbadali 11 próbek chemicznych pobranych w Chan Szejchun i stwierdzili użycie broni chemicznej. Nie rozstrzygali jednak, kto tego dokonał.

W trakcie posiedzenia przedstawiciel Rosji, dyrektor Departamentu Kontroli Obrotu Bronią i Nieproliferacji MSZ Michaił Uljanow, usiłował przekonać zebranych, że atak 4 kwietnia był mistyfikacją. Pokazując fragmenty filmów z YouTube'a, udowadniał, że ofiary nie zachowują się jak zatrute sarinem, a ślad po wybuchu nie wygląda jak po bombie. Eksperci wysłuchali go i nie zmienili zdania.

Prawie w tym samym czasie wojskowy wywiad Izraela Aman poinformował, że władze sąsiedniej Syrii cały czas dysponują znacznymi zasobami broni chemicznej. Wywiad szacuje, że prezydent Asad ma od 1 do 3 ton takiej broni.

Po jednym z pierwszych chemicznych ataków rządowych wojsk syryjskich ówczesny prezydent USA Barack Obama wymusił na Asadzie zgodę na likwidację tej broni, właśnie pod nadzorem Organizacji ds. Zakazu Broni Chemicznej. Obecnie Waszyngton oskarża Rosję o to, że jest współodpowiedzialna za to, że Asadowi udało się ukryć część zapasów (lub nabyć zupełnie nową broń).

Moskwa do tej pory twierdziła, że w Chan Szejchun rzeczywiście był wybuch broni chemicznej, ale był to skład islamistów trafiony przypadkowo przez syryjskie samoloty. Obecnie rosyjska dyplomacja zaczęła rozpowszechniać wersję, że atak był „teatralną mistyfikacją". Damaszek zaś konsekwentnie zaprzecza, że jego samoloty latały 4 kwietnia nad miastem, i twierdzi, że nie ma broni chemicznej.

Kreml również odmówił przyłączenia się do zachodniej koalicji działającej w Syrii, co proponował Donald Trump. Podobne propozycje miał przedstawić amerykański sekretarz stanu Rex Tillerson w czasie swej pierwszej podróży do rosyjskiej stolicy w charakterze szefa amerykańskiej dyplomacji. – Moskwa nigdy nie wejdzie do takiej koalicji, dlatego że działa ona w Syrii bezprawnie – powiedział jeden z rosyjskich urzędników gazecie „Izwiestia".

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA