fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wojna w Syrii

Izraelsko-irańskie starcie nad głowami Syryjczyków

AFP
Tel Awiw przeprowadził pierwszy od 1982 roku zmasowany atak lotniczy na sąsiedni kraj.

– Nasza pozycja jest absolutnie jasna: Izrael obroni się przed jakimkolwiek atakiem i zamachem na swoją suwerenność – powiedział premier Beniamin Netanjahu, gdy już opadł pył bitewny.

Sytuacja zaostrzała się stopniowo od nocy z piątku na sobotę. Izraelska armia wykryła wtedy nieznanego drona, który od strony Syrii przekroczył w powietrzu granicę Izraela. Do akcji poderwano helikoptery, znajdująca się na wyposażeniu Cahalu (izraelskiej armii) amerykańska maszyna Apache zestrzeliła aparat, jego szczątki spadły w pobliżu miejscowości Beit She'an.

Tel Awiw uznał, że dron był irański. Od 2011 roku Teheran wspiera konsekwentnie prezydenta Baszara Asada, wysyłając jego wojsku broń, amunicję, a w końcu i doradców oraz zwarte oddziały wojskowe ze swojej Gwardii Rewolucyjnej. W walkach po stronie syryjskich wojsk rządowych brały również udział oddziały Hezbollahu z Libanu – szkolone i finansowane przez Iran.

Po zestrzeleniu drona izraelska armia poderwała do akcji swoje lotnictwo, które uderzyło na obiekt w pobliżu syryjskiej Palmiry, o którym sądzono, że jest sztabem irańskich wojskowych, m.in. odpowiedzialny za zwiad za pomocą dronów. Od siedmiu lat izraelskie samoloty wielokrotnie atakowały różne cele na terenie targanej walkami Syrii, głównie jednak czołgi oddziałów rządowych, które zbliżały się do granicy Izraela lub wprost ostrzeliwały teren tego państwa.

Tym razem lotnictwo uderzyło w głąb Syrii. Ale w pobliżu Palmiry natknęło się na zmasowany ogień obrony przeciwlotniczej – rosyjskich baterii rakietowych należących do syryjskiej armii. Izraelskie lotnictwo straciło tam pierwszy od 1981 roku samolot – maszyna spadła jednak już w izraelskiej Galilei, a lotnicy zdążyli się katapultować. „Trafiliśmy więcej niż jeden samolot" – zapewnili syryjscy wojskowi. Utrata samolotu wywołała jednak zmasowany atak izraelskiego lotnictwa, uderzono na 12 różnych celów, z których cztery Tel Awiw określił jako „irańskie" – nie wyjaśniając jednak, co to było.

Poprzednio tak zmasowany atak lotnictwo Izraela przeprowadziło w czerwcu 1982 roku, gdy w libańskiej Dolinie Bekaa zniszczyło 19 syryjskich baterii rakiet przeciwlotniczych. Nie wiadomo, ile i czego zniszczono obecnie.

Starcia wywołały gwałtowne reakcje międzynarodowe. USA – zarówno Pentagon, jak i Departament Stanu – natychmiast poparły Izrael. Teheran natomiast zaprzeczył, by w Syrii były jakiekolwiek jego oddziały. – Nasza Islamska Republika jedynie doradza legalnemu rządowi Syrii – oświadczył irański MSZ. Jednak zarówno Tel Awiw, jak i Waszyngton podejrzewają że Iran chce stworzyć przez teren Syrii lądowy szlak od siebie do Libanu, by zaopatrywać nim podległy sobie Hezbollah. Wcześniej samoloty Izraela kilkakrotnie atakowały cele, które identyfikowano jako konwoje z irańskimi dostawami wojskowymi z Iranu do Libanu.

Premier Netanjahu rozmawiał również z najważniejszym politykiem w konflikcie syryjskim – rosyjskim prezydentem Władimirem Putinem. Jednak izraelskie i rosyjskie relacje z tej rozmowy różnią się diametralnie – nie wiadomo więc, czy i jak Kreml zareaguje na izraelski atak.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA