fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

W sieci opinii

Łotrów trzech?

Fotorzepa, Krzysztof Skłodowski
Najnowsza część Gwiezdnych Wojen na ekrany koreańskich kin wejdzie dopiero 28 grudnia, ale tytułowy "Łotr jeden" już ósmy tydzień nie schodzi z pierwszych stron gazet i ekranów telewizorów.

W czwartek odbyła się kolejna, czwarta już część parlamentarnego przesłuchania osób podejrzanych o współudział lub mogących wnieść nowe informacje do prezydenckiego skandalu. Najciekawszą opinię można było usłyszeć od Cho Han-kyu, byłego redaktora naczelnego dziennika Segye Ilbo, który już przed dwoma laty pisał o budzących wątpliwości biznesowych powiązaniach Park Geun-hye. Według dziennikarza sieć nie opierała się jedynie na pani prezydent, ale przypominała bardziej piramidę zależności. Na jej szczycie znajdowała się Choi Soon-sil, wieloletnia powierniczka Park. Drugim w hierarchii był jej eks mąż Chung Yoon-hoi, który dzisiaj nie pojawił się na przesłuchaniu. Chung zajmował do niedawna stanowisko szefa doradców prezydent. Trzecia była pierwsza w państwie, sama pani Park. Koreańskich "łotrów" zgodnie z tytułem nowej części Gwiezdnych Wojen było co najmniej trzech, a nie tylko jeden.

Koreańczycy poczekają na hollywoodzkiego "Łotra jednego" prawie do końca roku. Nie wiadomo, czy ta produkcja szybko się zwróci, ponieważ cały listopad cosobotnich protestów skutecznie odciągnął ludzi od kin. Obywatele chcą dalej być czujni i trzymać rękę na pulsie pokazywania władzy swojego oburzenia, ale z pewnością obecnie łatwiej jest śledzić nowe odcinki przesłuchań w telewizji.

Park Geun-hye porównywana jest do odludka rodem z japońskiego syndromu "hikikomori". Tam, gdzie zjawisko zostało zdefiniowane i skąd dowiedział się o nim świat, z pokolenia na pokolenie zaczęły pojawiać się przypadki młodych rezygnujących z normalnego życia. Izolowali się od rodziny, znajomych, nie wychodzili z pokojów, zdarzało się, że malowali nawet ściany na czarno. Bliscy nie potrafili sobie poradzić z tymi psychicznymi problemami, dodatkowo skomplikowane normy japońskiej kultury nie pomagały przemawiać innym osobom do rozumu w wystarczająco jasny sposób. Koreańska prezydent wydaje się pasować do hikikomori idealnie. Nie lubiła spotykać się z dziennikarzami, nie zgadzała się robić sobie zdjęć z pracownikami odchodzącymi na emeryturę jeżeli nie miała odpowiedniej fryzury i makijażu. Przesadnie dbała o wygląd, poddawała się upiększającym zabiegom (podczas przesłuchań prezentowanych jest coraz więcej zdjęć z różnych okresów urzędowania Park, które dokumentują wypełnianie skóry wokół jej ust), wolała jeść w samotności, wolała oglądać telewizję i nie wychodzić z rezydencji niż wieść życie najważniejszego polityka w kraju. Słowem nie tylko zachowywała się jak Koreanka - pod względem wspominanych zabiegów - ale także dryfowała w stronę bycia odludkiem i zamykania się w sobie.

Nikt oczywiście nie miałby jej tego za złe, gdyby w samotności tworzyła nową strategię dla dobra państwa. Okazała się jednak przywódczynią obojętną na kraj, dbała natomiast o interesy swoich znajomych. I to właśnie rozsierdziło obywateli w największym stopniu.

Podczas dzisiejszego przesłuchania można było także dowiedzieć się, że Jeong Dong-chun, były szef fundacji K-Sports, jednej z dwóch podejrzanych o bycie wehikułami do wyprowadzania pieniędzy z państwowej kasy, nie jest w stanie odpowiedzieć kto naprawdę był sprawował nadzór nad organizacją - czy była to pani prezydent czy Choi Soon-sil. W odpowiedzi można było usłyszeć jedynie: "Bardzo trudno odpowiedzić na to pytanie, przykro mi, nie zastanawiałem się nad tym. To zbyt trudne dla mnie". Zaprezentowano także transkrypcje rozmowy Choi z przedstawicielem K-Sports z 27 października. Miało dojść do niej zanim jeszcze wróciła do Korei ze swojego domu w Niemczech. Przyjaciółka Park Geun-hye zabiegała o to, by fakty o wzajemnym powiązaniu i szczegóły dotyczącego przekazywania funduszy zostały ukryte przed opinią publiczną.

Wspominany redaktor Cho wspomniał także, że pałac prezydencki zajmował się przez długi czas szpiegowaniem sędziów sądu najwyższego śledząc ich nawet podczas prywatnych wycieczek w góry. Sprawdzano także, z kim kontaktowali się na co dzień. Nadzorem objęty był w szczególności główny sędzia, Yang Sung-tae. Były szef dziennika Segye Ilbo dał do zrozumienia, że z zarządem gazety skontaktował się bezpośrednio prezydencki pałac domagając się jego natychmiastowego zwolnienia po pierwszych artykułach rzucających cień na Park Geun-hye.

Koreańskie łotry wciąż pozostają poza zasięgiem wymiaru sprawiedliwości. Prezydent ma czas do piątku by dostarczyć swoją linię obrony w formie pisemnej. trybunał konstytucyjny powoli zabiera się do pracy w sprawie impeachmentu. Wszystkim się teoretycznie spieszy, jednak sprawy toczą się tak wolno jak to tylko możliwe. Prezydencki pałac odmawia dostępu do swoich pomieszczeń tłumacząc, że informacje zebrane podczas rewizji, o którą prosi spec komisja, zagroziłyby bezpieczeństwu kraju. Przede wszystkim wszyscy mogliby zobaczyć, jak wygląda system zabezpieczeń w tak zwanym Błękitnym Domu oraz mieć mimowolny wgląd do dokumentów, które powinny pozostać tajne. Jednym słowem pod względem absurdu i fantazyjności historii o łotrach nie trzeba czekać na nowe Gwiezdne Wojny. Wystarczy śledzić doniesienia koreańskich mediów.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA