fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Ustrój i kompetencje

Przedwyborcza propaganda a racja stanu - Mieczysław Struk o wydatkowaniu dotacji z UE w samorządach

Adobe Stock
Członkowie rządu krążą po kraju i, manipulując informacjami, oskarżają samorządy wojewódzkie o to, że te nie radzą sobie z wydatkowaniem środków UE.

W ostatnich tygodniach obserwujemy zmasowaną akcję informacyjną (a wręcz propagandową) rządu RP pod tytułem: „Polskie regiony nie radzą siebie z wydatkowaniem środków UE, duża część pieniędzy europejskich jest zagrożona, a premier i ministrowie robią wszystko, by nie dopuścić, by choć jedno euro wróciło do Brukseli".   Trudno oprzeć się wrażeniu, że ten toksyczny zgiełk ma bezpośredni związek z samorządową kampanią wyborczą.

Dlaczego rządowe oceny są fałszywe i szkodliwe dla Polski?

Po pierwsze, łączny postęp unijnych programów regionalnych jest niemal identyczny jak programów rządowych. Przy czym są takie programy rządowe, jak Polska Cyfrowa czy Inteligentny Rozwój, które znajdują się na niechlubnym końcu zestawień, czym rząd nie raczy się chwalić.

Gminy mają oddać część unijnych dotacji

Jak ocenialiśmy samorządy pozyskujące dotacje z UE

 

Po drugie, polskie regiony, począwszy od 2007 roku, zainwestowały lub zainwestują w swój rozwój ponad 55 mld EUR środków unijnych. Robią to prawie najsprawniej w Europie, o czym możemy przekonać się, czytając obiektywne raporty Komisji Europejskiej.

Po trzecie, wśród trzydziestu najszybciej rozwijających się przez ostatnie 12 lat regionów UE jest aż jedenaście polskich województw. To nie przypadek, tylko efekt świadomie prowadzonej przez samorządy województw polityki rozwoju. To właśnie w samorządowych regionach obywatele i podmioty gospodarcze wypracowują coraz większy strumień podatków, które obecni ministrowie nazywają „swoimi pieniędzmi".

Po czwarte, programy regionalne nie powstały po to, by ścigać się programami rządowymi o to, który szybciej wyda pieniądze. W regionach dba się o to, by środki były jak najlepiej i długofalowo inwestowane, a nie bezmyślnie wydawane, jak to można np. zaobserwować w jednym z programów rządowych, gdzie za ponad dwa miliardy złotych, kosztem ponad trzyletnich utrudnień dla mieszkańców, modernizuje się linię kolejową tylko po to, aby czas przejazdu skrócić o 5 min.

Po piąte, nadmierny pośpiech rządu w realizacji, nie zawsze kluczowych, inwestycji doprowadził do tego, że w czasie dobrej koniunktury obserwujemy spektakularną zapaść w sektorze budowlanym, którą najboleśniej odczuwają samorządy lokalne i regionalne.

Po szóste, z programów regionalnych korzystają także agendy rządowe, które niestety często bardzo kiepsko sobie radzą ze sprawną realizacją projektów. Koronnym przykładem są tu Wody Polskie, a Polskie Linie Kolejowe też miałyby się czym „pochwalić" w tym zakresie.

Po siódme, rządowa „pomoc" w wydawaniu środków UE polega m.in. na przysyłaniu do urzędów marszałkowskich różnych „trzyliterowych" służb na tzw. kontrole. Często, po wielu miesiącach, okazuje się, że jedynym efektem ich działań jest paraliż pracy osób odpowiedzialnych za sensowne wydatkowanie środków UE.

Po ósme i najważniejsze. Spreparowane na użytek polityczny zarzuty wobec samorządów wojewódzkich nie służą Polsce, o której dobre imię rząd ponoć tak zaciekle walczy na arenie europejskiej. Kwestionowanie wiarygodności i skuteczności działań urzędów marszałkowskich osłabia i tak już słabą pozycję negocjacyjną Polski w dyskusji nad unijnym budżetem po 2020 roku i jest sprzeczne z polską racją stanu. Dodatkowo pozycję tę osłabia wstydliwie ukrywany fakt, że frakcja Europejskich Konserwatystów i Reformatorów w Parlamencie Europejskim, do której należy PIS, opowiada się za redukcją budżetu europejskiego, w tym za redukcją funduszy strukturalnych. To też jest działanie ewidentnie wbrew polskiej racji stanu.

Podsumowując, polski rząd gra nie fair, nie tylko wobec partnerów europejskich, ale także wobec polskich samorządów, w tym regionalnych. Ale, czy to jeszcze kogoś dziwi? Chyba nie, bo maski już dawno opadły. Rządowi zależy na „odzyskaniu" samorządów, więc straszy Polaków utratą unijnych pieniędzy, wskazując na winę samorządowców. Można w tym dostrzec jakąś smutną plątaninę kłamstw. Z jednej strony Prezydent Duda, który twierdzi, że Unia Europejska to „wyimaginowana wspólnota, z której nic dla nas nie wynika". Z drugiej strony minister Kwieciński, który z wiarygodnego fachowca przeistoczył się w funkcjonariusza partyjnego, straszy nas tym, jak wiele pieniędzy możemy stracić. Czy to nie jest rozdwojenie jaźni? Skoro nic dla nas z UE nie wynika, to skąd nagle obawa, że aż tak wiele stracimy?

Nie dajmy się zwariować przedwyborczym gierkom. Rozejrzyjmy się dookoła. Realizujemy w Polsce dziesiątki tysięcy bardzo małych, lokalnych oraz bardzo dużych, cywilizacyjnych projektów. To, co nas otacza to nie wymysły i bajki, to realna rzeczywistość, którą zawdzięczamy obecności w UE i funkcjonującej w niej zasadzie solidarności. Jesteśmy na jednej z najszybszych ścieżek wzrostu w Europie i na świecie. Nasza sytuacja jest najlepsza od kilkuset lat.

Jeśli ktoś nam wmawia, że w samorządach trzeba nowych, lepszych gospodarzy, to stawiam pytanie: jakich? Tych, którzy chcą dorwać się do władzy, przekonując, że „białe jest czarne", jak w przypadku funduszy UE? Mam nadzieję, że tacy „gospodarze" będą trzymali się od polskich regionów z daleka.

Mieczysław Struk, Marszałek Województwa Pomorskiego

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA