Ustrój i kompetencje

Do rozpoczęcia kampanii dobra każda okazja - komentuje Joanna Parafianowicz

AdobeStock
Nowy rok szkolny.

Nie pamiętam własnej uroczystości rozpoczęcia roku szkolnego w pierwszej klasie szkoły podstawowej, ale wnioskując po mojej minie na zdjęciu wykonanym przez rodziców – witałam się z ciekawą przygodą. Kolejne lata nauki nieco zweryfikowały moje nastawienie do placówek edukacyjnych – zwiększając dystans do nich.Pewne jest jednak, że tamten dzień przeżyłam radośnie.

Jako mama trzynastolatka uczestniczyłam już w niejednym rozpoczęciu roku szkolnego. Na tej podstawie śmiało mogę stwierdzić, że dyrektorzy, zwyczajowo otwierający uroczystości, zdają się nie mieć świadomości, że młodzież puści mimo uszu merytorykę – na nic zatem wywody o szczęściu płynącym z faktu, iż uczniowie mogą uczęszczać do szkoły, podczas gdy pokolenie roku 1939 tej możliwości nie miało. Podobnie trudno oczekiwać, że którykolwiek z uczniów zostanie zachęcony do nauki stwierdzeniem, że od jego dzisiejszej postawy zależy jego zawodowe jutro. Jeśli do tej wyliczanki dodać czytanie z kartki, jednostajny tembr głosu i nieakcentowanie żadnego elementu wypowiedzi, oczywiste staje się, iż uroczystość rozpoczęcia roku szkolnego to jeden z najmniej inspirujących momentów w życiu ucznia. Na to byłam przygotowana, prowadząc do szkoły córkę. Nie spodziewałam się zaskoczeń.

Czytaj więcej o kampanii wyborczej

Pierwszy dzień szkoły mojej córki rozpoczęła skierowana do uczniów zerówki i pierwszej klasy wypowiedź burmistrza warszawskiego Wilanowa o inwestycjach strukturalnych i przetargach na roboty budowlane do kwoty nieprzekraczającej 5 mln zł oraz problemach w ich rozstrzyganiu z uwagi na niewystarczającą liczbę podmiotów gotowych wziąć udział w procedurze. Burmistrz, nie siląc się na język zrozumiały dla młodego odbiorcy, nie tylko wyżalił się uczniom z utrudniających mu działalność wyzwań, ale także niemało czasu poświęcił nowej nitce ścieżki rowerowej, planowanej budowie nowej szkoły w innym rejonie niż ta, do której uczęszczają dzieci, oraz nakreśleniu szczegółowego zarysu inwestycji zrealizowanych w toku jego kadencji.

Myślę, że sześcio- i siedmiolatki jak nikt inny doceniły fakt, że ta wyjątkowa dla nich uroczystość zainicjowała także samorządową kampanię wyborczą urzędującego burmistrza. Szkoda, że w tej publicznej wypowiedzi nie wspomniał, iż na skutek anonimu wystosowanego do instytucji nadzoru budowlanego na kilka dni przed rozpoczęciem nauki uczniowie zostali pozbawieniu dziesięciu klas lekcyjnych mieszczących się w podziemiach budynku, przez co zerówka będzie musiała przenieść się do innej lokalizacji (dom kultury), która nie jest do tego celu przystosowana – nie dysponuje stołówką, toaletą ani woźnym, choć wyposażona jest w windę (z której dzieci nie będą mogły samodzielnie korzystać), a do budynku wstęp wolny będzie miał każdy, co może niepokoić.

Znudzone miny dzieci skupionych bardziej na własnych nogach bezwładnie dyndających w przydużych krzesełkach sportowej hali niż na słowach burmistrza oraz zaskoczone twarze rodziców były najlepszym komentarzem do tego, co zaserwował mistrz tej uroczystości. Kuba Wojewódzki stwierdził niegdyś, że polityk, który idzie na wojnę z mediami, ma prawo napisać na swej wizytówce jedno słowo: idiota. Jestem przekonana, że ta definicja może zostać śmiało rozszerzona na polityków prowadzących kampanie wyborcze w oddziałach przedszkolnych szkół.

Autorka jest adwokatem, prowadzi blog pokojadwokacki.pl

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL