fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Ustrój i kompetencje

Porozumienie Kaczyński - Gowin. Czy wiemy już wszystko o wyborach prezydenckich 2020

Rzeczpospolita/ Jerzy Dudek
Sąd Najwyższy musi się zająć kontrolą ważności wyborów nawet bez odbytego głosowania, ale SN może orzec częściową ich nieważność, np. samego głosowania. Wtedy nie ma mowy o nowych kandydatach.

A głosowane marszałek Sejmu może wyznaczyć być może nawet pod koniec czerwca czy na początku lipca. Dlaczego dopiero w lipcu? Dlatego, że SN rozpatrywanie sprawy zajmie co najmniej 3 tygodni, nie dłużej jednak niż 30 dni od złożenia sprawozdania przez PKW.

Zgodnie z kodeksem wyborczym nie później niż 14 dnia po podaniu do publicznej wiadomości wyników wyborów, Państwowa Komisja Wyborcza przesyła marszałkowi Sejmu i SN sprawozdanie z wyborów, a ponieważ nie będzie głosowania to ten termin może być krótszy. Od tego czasu wyborcy uzyskują 14 dni na składanie protestów wyborczych i na podstawie wyniku tych protestów (stwierdzonych uchybień) oraz sprawozdania PKW Sąd Najwyższy rozstrzyga o ważności wyboru prezydenta, ale może też orzec nieważność np. samego (nieodbytego) głosowania, tym bardziej, że część przynajmniej etapów wyborczych, jak zgłoszenia kandydatów zostało dawno zakończonych, a ci co mieli do tego etapu zastrzeżenia to składali protest do SN i większości a może i wszystkie oddalił. W tej sytuacji marszałek Witek musiałaby zarządzić tylko ponowne głosowanie.

Jeszcze w wakacje

Zarysowany w "Rzeczpospolitej" już 5 maja scenariusz głosowania jeszcze w lipcu bez wprowadzania stanu klęski żywiołowej czy rezygnacji prezydenta staje się faktem. Tą drogą poszli Jarosław Kaczyński oraz Jarosław Gowin, którzy we wspólnym oświadczeniu w środę wieczorem zapowiedzieli, że ich ugrupowania przygotowały rozwiązanie, które pozwolą "po 10 maja 2020 r. oraz przewidywanym stwierdzeniu przez SN nieważności wyborów, wobec ich nieodbycia" ogłoszenie przez marszałek Sejmu nowych wyborów "w pierwszym możliwym terminie" - w trybie korespondencyjnym, co uchwalił w czwartek Sejm.

W tej sytuacji muszą być spełnione dwa dość oczywiste warunki, że wybory 10 maja muszą być jakość "odwołane". Ktoś powinien wiążąco Polakom ogłosić, i to przed 10 maja, że tego dnia wyborów nie będzie (naturalnie i ciszy wyborczej), by nie szli bez potrzeby do lokali wyborczych czy czekali na pakiet wyborczy. Chyba najlepiej byłoby gdy by uczyniła to Marszałek Sejmu i PKW. Zresztą na urzędowe zapytanie marszałek Witek szef PKW sędzia Sylwester Marciniak, opowiedział przed dwoma dniami, że są prawne i faktyczne przeszkody by głosowanie odbyło się 10 maja, gdyż dla sprawnego i rzetelnego przeprowadzenia wyborów niezbędny jest czas na zaplanowanie i wdrożenie procedur wyborczych, i muszą być one wcześniej znane organom uczestniczącym w procesie wyborczym ale też wyborcom.

Kontrola SN

Druga rzecz to "uruchomienie" Izby Kontroli Nadzwyczajnej SN, do kompetencji której należy rozpatrywania spraw wyborczych i stwierdzała np. ważność ostatnich wyborów parlamentarnych. Są prawnicy np. były sędzia mec Krzysztof Kluj, którzy uważają, że z art. 129 który stanowi, że ważność wyboru prezydenta stwierdza SN wynika, że ma on kompetencję badania wyborów przeprowadzonych, a nie może orzec o nieważności wyboru, którego nie było. Tak samo uważa prof. Ryszard Piotrowski z UW.

Zdaniem natomiast sędziego SN Wojciecha Kozielewicza, byłego szefa PKW, głosowanie to tylko element wyborów( procedury wyborczej) i SN ma obowiązek zająć się o ich kontrolą i w praktyce orzec ich nieważności co otwiera prostą drogę do wyznaczenia przez marszałek Sejmu ponownego terminu wyborów. Więcej są konstytucjonaliści jak sędzia TK w stanie spoczynku i były szef PKW czy prof. Marek Chmaj, którzy uważają, że marszałek nie musi się oglądać na orzeczenie SN i w przypadku nieprzeprowadzenia głosowania wręcz jej obowiązkiem jest natychmiastowe zarządzenie ponownych wyborów i to w tym szybszym "awaryjnym" trybie.

I tu pomocne dla czystości prawnej i ustrojowej byłoby orzeczenie SN. Art. 129 ust. 3 konstytucji stanowi bowiem, że w razie stwierdzenia nieważności wyboru prezydenta przez SN przeprowadza się nowe wybory tak jak w razie opróżnienia tego urzędu. Marszałek Sejmu ma 14 dni na ich zarządzenie w dzień wolny od pracy przypadający w ciągu 60 dni od zarządzenia wybrów. Gdyby więc nawet SN zastosował wszystkie 30 dni jakie ma takie orzeczenie to ok. 10 czerwca marszałek mogłaby zarządzić wybory jeszcze przed zakończeniem kadencji prezydenta Andrzeja Dudy, która upływa 6 sierpnia. Tym bardziej szybciej mogłoby odbyć się samo tylko głosowanie.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA