fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Urzędnicy

Tomasz Pietryga: Licencja na bezkarność

Fotorzepa, Jakub Czermiński
Dobrze się stało, że silne tarcia w obozie władzy zatrzymały prace nad ustawą gwarantującą bezkarność urzędników.

Zjednoczona Prawica zmierza dużymi krokami do dekompozycji. Władza straciła dziś zdolność skutecznego rządzenia, zajmując się wewnętrznymi podziałami. Dla państwa zmagającego się ze skutkami epidemii to nie jest dobra wiadomość. I chyba jedynym pozytywem całej sytuacji jest to, że zrezygnowano z prac nad ustawą covidową, gwarantującą bezkarność urzędników, którzy podejmowali złe decyzje w czasie pandemii. Choć wicemarszałek Sejmu Ryszard Terlecki zastrzegł, że partia do ustawy może wrócić. Mam nadzieję, że tak się nie stanie, gdyż są to rozwiązania niebezpieczne dla państwa.

Sprawowanie władzy wiąże się z odpowiedzialnością. Urzędnicy ponoszą ją za niezgodne z prawem działanie lub zaniechanie. Jest to zasada, wydawać by się mogło, niepodważalna, jeśli państwo opiera swoje działanie na rządach prawa. W Polsce od lat mamy problem z odpowiedzialnością. Trudno znaleźć ją w Sejmie. Za błędne decyzje legislacyjne nie ponoszą jej posłowie, chyba że zbiorowo, czyli nikt. Jeszcze gorzej bywa z odpowiedzialnością wysokich urzędników. Ławy Trybunału Stanu od dekad pozostają puste. I jakoś nikomu to nie przeszkadza. Słowem – brak odpowiedzialności stał się akceptowalną normą. PiS, forsując ustawę covidową, chciał rozszerzyć ten standard aż po horyzont. Potem mogła już być tylko bezkarność łapówkarzy, którzy przyjęli korzyść w imię wyższych celów.

Oczywiście działanie z pominięciem procedur, na granicy prawa, bywa uzasadnione, np. gdy trzeba ratować życie. Tyle że już dziś można uniknąć odpowiedzialności, jeżeli udowodni się przed sądem działanie w stanie wyższej konieczności. PiS chciał pójść na skróty. Sprawa mogłaby być umorzona już na etapie postępowania przygotowawczego w prokuraturze. Bez oceny dowodów i celów sprawcy.

Forsowanie takich rozwiązań było groźne również z uwagi na ustrojową pozycję prokuratora generalnego, który jest przecież politykiem. Prokuratura jest instytucją zhierarchizowaną. Trudno jej uwolnić się od politycznych wpływów. Nowa ustawa uruchomiłaby patologiczny mechanizm wydawania licencji na bezkarność wbrew procedurom i zasadom prawnym obowiązującym innych obywateli.

Kryzys koalicyjny uchronił PiS przed ogromnym politycznym błędem. Karykaturalna stawała się narracja partii Jarosława Kaczyńskiego o moralnej wyższości nad opozycją obrońców doktryny mówiącej, że ludzie, którzy weszli w konflikt z prawem, powinni być eliminowani z życia publicznego, a nie chronieni. Zapewne z takich licencji na bezkarność, jakie dawałaby wycofana ustawa, chciałoby skorzystać wiele osób. Miejmy nadzieję, że pomysł przejdzie już na zawsze do niechlubnej legislacyjnej historii, bez skutków dla państwa i obywateli. A jeśli PiS zechce kiedyś do niego wrócić, może mieć pewność, że w przyszłych wyborach już raczej nie przegra z PO pod względem poparcia w zakładach karnych.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA