fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Unia Europejska

Unia odrzuca Ukraińców

Mark Rutte zagroził, że w piątek zwróci się do parlamentu w Hadze o odrzucenie układu z Ukrainą.
AFP
Układ stowarzyszeniowy nie jest krokiem do członkostwa Ukrainy we Wspólnocie – taką deklaracje mają przyjąć w czwartek przywódcy Unii. To wynik szantażu Holendrów.

Mark Rutte nie mógł tego ująć jaśniej. W wywiadzie dla „Financial Timesa" zapowiedział, że jeśli obawy Hagi co do integracji Ukrainy ze Wspólnotą nie zostaną w tym tygodniu uwzględnione, natychmiast wystąpi do holenderskiego parlamentu o odrzucenie umowy z Ukraińcami.

Holandia jest jedynym krajem UE, który do tej pory nie ratyfikował umowy stowarzyszeniowej: właśnie dlatego wciąż obowiązuje ona na zasadach tymczasowych. W kwietniu w referendum aż 60 proc. Holendrów odrzuciło porozumienie. Choć wynik głosowania nie był dla rządu zobowiązujący, a frekwencja niska, wszystkie główne partie w parlamencie uznały, że tę opinię należy uwzględnić, aby jeszcze bardziej nie promować ugrupowań populistycznych.

Wilders nadchodzi

Sondaże i tak wskazują, że wybory w marcu wygra skrajnie prawicowa Partia Wolności Geerta Wildersa, pokonując konserwatywne ugrupowanie Rutte VVD. Na populistów miałoby głosować przeszło 3 mln osób wobec 950 tys. w 2012 r. Właśnie dlatego większość holenderskich polityków uważa, że los Ukrainy należy złożyć na ołtarzu walki z Wildersem.

– Wiem, że domagam się sporo – przyznał Rutte.

Premier chce odrębnej deklaracji wszystkich przywódców Unii, w której zostanie jasno powiedziane, że układ stowarzyszeniowy ani nie przybliża Ukraińców do członkostwa we Wspólnocie, ani nie oznacza dla nich jakichkolwiek gwarancji bezpieczeństwa. Dokument miałby być prawnie zobowiązujący.

Takie oświadczenie byłoby jednak sprzeczne z dotychczasowym stanowiskiem Polski, państw bałtyckich, Szwecji i niektórych innych krajów Europy Środkowej, które nie tylko uważały, że drzwi do Unii powinny być dla Ukrainy otwarte, ale podtrzymywały, że układ stowarzyszeniowy, który zakłada przyjęcie przez Kijów przytłaczającej większości prawa europejskiego, zasadniczo zbliża Ukraińców do akcesji. Polscy dyplomaci wskazują także na aspekt moralny: trzy lata temu rewolucjoniści na Majdanie ginęli dlatego, że ówczesny prezydent Wiktor Janukowycz odmówił podpisania układu stowarzyszeniowego. Dziś nie powinno się więc odbierać temu dokumentowi znaczenia.

W poniedziałek wysłannicy krajów UE próbowali znaleźć kompromis, który zadowoli całą Wspólnotę.

– Zmierzamy do przyjęcia deklaracji, która będzie interpretować zapisy układu stowarzyszeniowego. Z jednej strony zostanie w niej powiedziane, że umowa z Kijowem rzeczywiście nie stanowi kroku w kierunku przystąpienia Ukrainy do Unii, ale z drugiej strony taka akcesja nie jest wykluczona – mówi „Rz" dyplomata Rady UE. Jego zdaniem nawet kraje członkowskie najbardziej przychylne Ukrainie przyjmą ten dokument, bo spełnienie groźby Marka Rutte „byłoby dla wszystkich znacznie gorsze".

Jeśli Holandia zawetuje układ stowarzyszeniowy, trafi on do kosza i trzeba będzie nie tylko negocjować nowy dokument, ale także przeprowadzić jego ratyfikację we wszystkich krajach Unii. To zajmie lata.

– Nie domagam się ponownej ratyfikacji. W naszym interesie jest utrzymanie europejskiej jedności. Byłoby tragiczne, gdyby Holandia rozbiła tę jedność – dodał premier.

W ostatnim czasie przeciwnicy wolnego handlu, przede wszystkim we Francji i w Niemczech, storpedowali umowę z USA (TTIP). Porozumienie z Kanadą udało się natomiast uratować, bo sprzeciw Walonii został przełamany właśnie poprzez „deklarację interpretacyjną".

Ukraina przekupiona wizami

– Jesteśmy w stałym kontakcie z Ukraińcami. Wiedzą, że to nie jest idealne rozwiązanie, ale je akceptują – mówi cytowany dyplomata UE.

W tych dniach rozstrzyga się decyzja w sprawie zniesienia wiz turystycznych do Unii dla Ukraińców. Powinno to nastąpić w lutym lub marcu. To na razie najbardziej namacalny wynik współpracy Kijowa z Brukselą. W takim układzie prezydent Petro Poroszenko woli nie wchodzić w otwarty konflikt z Unią.

Ale może też się okazać, że cena, jaką zapłacą Ukraińcy, i tak nie powstrzyma populistycznej fali w Holandii.

– Dla nas „deklaracja interpretacyjna" nie jest wystarczająca, bo uważamy, że układ stowarzyszeniowy w ogóle nie powinien wchodzić w życie – mówi „Rz" inicjator kwietniowego referendum Thierry Baudet. – To jest umowa, która spowodowała głęboki podział Ukrainy i doprowadziła do konfliktu między Rosją a Unią. Europa z tego powodu płaci ogromną cenę – dodaje Baudet, który założył nowe ugrupowanie Forum na rzecz Demokracji.

– Sondaże dają nam dziesięć mandatów (na 150, tyle liczy parlament – red.), ale spodziewamy się jakichś 15. Jesteśmy gotowi do koalicji z Wildersem. Razem z partiami lewicowymi siły antyestablishmentowe dostaną większość – wierzy Baudet. Przyznaje jednak, że po przyjęciu deklaracji przez przywódców UE holenderski parlament ratyfikuje układ stowarzyszeniowy z Ukrainą.

W przeszłości Baudet wielokrotnie głosił poglądy bardzo zbliżone do oficjalnej propagandy Rosji. Do tego stopnia, że zdaniem niektórych holenderskich mediów jego inicjatywa na rzecz zablokowania układu stowarzyszeniowego z Ukrainą była inspirowana, a może i finansowana przez Kreml. Nigdy jednak nie znaleziono na to dowodów.

– Po zmianie ustawy o referendum odrzucenie układu stowarzyszeniowego było pierwszą okazją do zamanifestowania przez nas sprzeciwu wobec dyktatu Brukseli. To, że sprawa dotyczyła Ukrainy, jest przypadkiem – mówi jednak Baudet.

Przemożny wpływ na wynik kwietniowego referendum miał nie tylko sprzeciw wobec Unii, ale także zestrzelenie w lipcu 2014 r. przez rosyjskich separatystów malezyjskiego samolotu MH17 ze 196 Holendrami na pokładzie.

To spowodowało, że dla wielu Holendrów perspektywa konfliktu z odległą Rosją nagle stała się całkiem realna.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA