fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Unia Europejska

Breton: Musimy razem inwestować w obronę

shutterstock
UE potrzebuje europejskiego przemysłu obronnego – uważa Thierry Breton, komisarz ds. rynku wewnętrznego.

To ogromna i znacząca innowacja dla Europy. Po raz pierwszy wszystkie państwa zdecydowały o przeznaczeniu pieniędzy na budowę podwalin dla wspólnej unijnej strategii dostaw kluczowych komponentów w przemyśle zbrojeniowym. Dlaczego to takie ważne? Chyba nie trzeba mówić, jak ważna w dzisiejszych czasach jest obrona w Europie i każde państwo ma tu swoją rolę do odegrania. Oczywiście każdy ma swoje historyczne i geograficzne uwarunkowania, ale jesteśmy razem w Europie. Gdy popatrzymy, co dzieje się na świecie, to zobaczymy, że na wszystkich kontynentach od dziesięciu lat zwiększają się wydatki na obronę. Chiny o 167 procent, Rosja o 97 proc., Arabia Saudyjska o 110 proc., Indie o 39 proc. W USA natomiast poziom wydatków się nie zmienia, mimo że wycofały się one z wojny irackiej. A w tym czasie my w Europie zmniejszyliśmy nasze wydatki na ten cel o 9 proc. Oczywiście mamy NATO, który było i będzie ważnym filarem naszej obrony. Ale gdy słyszymy, co mówi prezydent USA, zresztą nie tak bardzo różniący się w tej sprawie od poprzedniego, to mamy jasność, że USA będą zmniejszały swoje zaangażowanie w sojuszu północnoatlantyckim. Musimy więc budować bardziej spójny i wspólny system europejskiej obrony. Nie mówię tutaj o europejskiej armii, to inna historia. Mówię tylko, że trzeba lepiej wydawać pieniądze, żeby wspólnie, z udziałem wszystkich, lepiej bronić Europy. Dlatego to, co zrobiła poprzednia Komisja Europejska na czele z Jeanem-Claude'em Junckerem, jest takie ważne: udało jej się doprowadzić do zgody wszystkich państw członkowskich w tej sprawie. Żyjemy w erze wyzwań technologicznych – takie inicjatywy jak budowa nowych myśliwców, drony, bezpieczeństwo cybernetyczne, technologia kwantowa – w tym wszystkim potrzebna będzie wiedza każdego państwa UE, żeby zbudować nowoczesną europejską obronę. Po to wymyślono Fundusz Obronny.

Projekt budżetu na lata 2021–2027 przewiduje 11 mld euro, ale wiadomo, że w negocjacjach ta suma może ulec zmniejszeniu. Ile potrzeba, żebyśmy mogli powiedzieć o znaczącej zmianie, która przestawiłaby narodowe przemysły zbrojeniowe na tory ścisłej unijnej współpracy?

Z naszych analiz wynika, że możemy liczyć na trzykrotną lub czterokrotną dźwignię. Czyli jeśli z budżetu zainwestowalibyśmy 10 mld euro, to możemy sfinansować projekty wartości 30–40 mld euro. Z taką kwotą można już zrobić znaczące projekty w dziedzinie obrony. Będziemy przydzielać pieniądze projektom dobrym jakościowo i takim, które pasują do naszej strategii. Ale też chcemy, i to jest moje osobiste zobowiązanie, położyć nacisk na małe i średnie przedsiębiorstwa. Już mamy listę wielu projektów, które mogłyby liczyć na finansowanie z funduszu. Teraz Komisja będzie miała biurokrację, która się tym zajmie. Po raz pierwszy, pod moimi auspicjami, powstaje Dyrekcja Generalna ds. Przemysłu Obronnego i Kosmosu.

Gdy pojawił się pomysł funduszu, słychać było wątpliwości, czy skorzysta na nim kraj taki jak Polska, czyli średniak w przemyśle zbrojeniowym. Czy to nie będzie raczej platforma dla ekspansji tych największych, jak np. koncerny francuskie. Jak Polska może z niego skorzystać?

Każdy kraj ma coś do zaoferowania. Świetnie znam Polskę z mojego poprzedniego biznesowego wcielenia i mam dla niej mnóstwo uznania. Byłem prezesem Thomsona, który miał fabrykę kineskopów w Piasecznie, byłem prezesem France Telecom, który kupił TP SA. Wreszcie jako prezes Atosa zdecydowałem o stworzeniu w Polsce naszego światowego centrum bezpieczeństwa cybernetycznego. I bardzo cenię sobie jakość polskich inżynierów. Ja już cztery lata przekonywałem, że taki fundusz trzeba stworzyć. W 2016 roku napisałam na ten temat opracowanie dla przewodniczącego Junckera. I argumentowałem, że nie chodzi o to, żeby dwa–trzy kraje miały liczące się przemysły obronne, ale o to, żeby stworzyć europejski przemysł na skalę światową. Każdy kraj ma swoją specjalność. I chcemy zapewnić, żeby fundusz finansował wszystkie kraje. I żeby stworzyć cały łańcuch nowych małych i średnich firm. Tak by wszystkie firmy w tym uczestniczyły. I oczywiste jest, że Polska, z powodu swojej wiedzy, jakości inżynierów, będzie miała do odegrania wielką rolę.

W polityce obronnej w UE jedności nie ma. Spójrzmy na rozbieżności w sprawie misji wojskowych, choćby ostatnio w Libii. W historii unijnej integracji często słyszy się argument, że najpierw zbudujemy struktury, stanowiska, biurokrację, a potem przyjdzie integracja w tej dziedzinie. Czy tego samego spodziewa się pan w obronie? Najpierw biurokracja, a potem państwa UE będą miały wspólną politykę obronną?

Myślę, że to trochę inna sytuacja. W tym wypadku należy raczej oczekiwać, że w średnim terminie będziemy po prostu robić lepszy użytek z pieniędzy wydawanych na obronę. Mamy 23 różne samoloty wojskowe w Europie. Po co? Tyle pieniędzy tracimy, bo nie mamy wspólnego przemysłu obronnego. To jest nieekonomiczne. Dlatego większa współpraca pozwoli nam robić więcej za mniej pieniędzy. Każdy rozsądny polityk powinien się z tym zgodzić. Fundusz Obronny nie zlikwiduje automatycznie różnic między nami, ale przynajmniej zmusi nas do tego, żeby wspólnie usiąść przy stole i zacząć razem inwestować. Europa właśnie tak się porusza: krok za krokiem. To ważne w sytuacji, gdy nasz wielki historyczny sojusznik od kilku lat głośno mówi o tym, że ograniczy parasol ochronny nad Europą. I o tym, że powinniśmy więcej wziąć na siebie. Moja osobista ambicja jako pierwszego w historii komisarza ds. przemysłu obronnego to uruchomienie w ciągu 5, 10, 15 lat projektów w takiej liczbie i takiej jakości, że umożliwią stworzenie technologii istotnych dla suwerenności Europy.

Czy ta współpraca i integracja europejska ma doprowadzić do sytuacji, w której w przyszłości Polska kupi nie amerykańskie, ale francuskie myśliwce?

Każdy kraj ma swoją suwerenność w obronie i to się nie zmieni. Polska kupi takie samoloty, jakie uzna za najlepsze dla niej. Ale mam nadzieję, że w wyniku działania Funduszu Obronnego powstaną takie powiązania, że nasi polscy przyjaciele mogą uznać za dobry interes kupno sprzętu, którego część została wytworzona dzięki polskim firmom.

Thierry Breton, francuski menedżer i polityk. Przez dwa lata, w okresie 2005–2007, był ministrem finansów. Wcześniej pracował na wysokich stanowiskach kierowniczych w biznesie, m.in. w Thomsonie i France Telecom. Był też szefem firmy komputerowej Bull oraz spółki technologicznej Atos. Jest autorem wydanego również w Polsce międzynarodowego bestsellera „Softwar. Cicha wojna". Ma 65 lat.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA