Ubezpieczenia

Emerytura szybsza, ale być może z zakazem dorabiania

Flickr
Rząd chce powrócić do niskiego wieku emerytalnego, bez powiązania go ze stażem pracy. Zostawił sobie jednak otwartą furtkę na zapisy, które miałyby zniechęcić do wczesnego pobierania świadczenia.

Na wtorkowym posiedzeniu rząd pozytywnie zaopiniował najdroższy z wariantów, decydując się na bezwarunkowe obniżenie wieku emerytalnego do 60 lat dla kobiet i 65 lat dla mężczyzn.

Z informacji „Rzeczpospolitej" wynika, że posiedzenie rządu – choć wielogodzinne – przebiegało w przyjemnej atmosferze. Choć wcześniej media spekulowały, że ministrowie Paweł Szałamacha, Jarosław Gowin i Mateusz Morawiecki protestują przeciw poparciu prezydenckiego projektu, Rada Ministrów była dość zgodna.

Prezentację o konsekwencjach przyjęcia tego projektu miał przedstawić Paweł Szałamacha. Na członkach rządu duże wrażenie miały zrobić symulacje dotyczące kosztów tej reformy oraz jej efektów w postaci skurczenia się rynku pracy w perspektywie kilku lat. Dlatego też konkluzją Rady Ministrów było poparcie prezydenckiego projektu, a równocześnie zarekomendowanie na etapie prac parlamentarnych szeregu poprawek, które miałyby zniechęcić do przechodzenia na wcześniejszą emeryturę i zachęcić do dłuższej pracy. – Chodzi o to, by spełnić obietnicę wyborczą, ale równocześnie zminimalizować jej negatywne skutki dla budżetu – mówi nasz informator zbliżony do rządu.

W dokumencie Rady Ministrów znalazła się jednak sugestia, by Sejm rozważył możliwość uzupełnienia prezydenckiego projektu o „modyfikację rozwiązań dotyczących łączenia dalszej aktywności zarobkowej z pobieraniem emerytury i jej wysokości". Posłowie mieliby zatem ograniczyć możliwość równoczesnego pobierania emerytury i dorabiania do niej. Czy takie rozwiązanie faktycznie spowoduje, że na emeryturę mimo osiągnięcia uprawniającego do niej wieku przejdzie mniej Polaków? Dzisiaj ponad 90 proc. z nas, osiągając wiek emerytalny, zaczyna pobierać państwowe uposażenie. Zdaniem ekspertów zmiana tego zachowania będzie bardzo trudna.

– Zdecydowana większość osób w systemie zdefiniowanej składki będzie się decydować na przejście na emeryturę możliwie szybko – mówi „Rzeczpospolitej" prof. Filip Chybalski z Politechniki Łódzkiej. Jego zdaniem taka blokada w przepisach niczego nie zmieni. – Wiele osób dostrzeże możliwość łączenia dochodów z emerytury z dochodami z pracy nierejestrowanej. Po prostu dogadają się z pracodawcami – uważa Chybalski. – Z tym będzie bardzo trudno sobie poradzić. Korzyści dla pracownika z tytułu łączenia emerytury z pracą na czarno będą zbyt oczywiste. Dla pracodawcy zresztą też – uważa.

Efekt? Wyższe wydatki na emerytury i niższe dochody do budżetu oraz FUS. – Jeśli dodatkowo będzie to osoba, która nie wypracowała emerytury minimalnej, ale nabyła do niej prawo, straty dla budżetu, czyli dla nas wszystkich, będą jeszcze większe, gdyż do tej emerytury dopłacimy – podkreśla naukowiec.

Maciej Bitner, główny ekonomista WiseEuropa, uważa, że obostrzenia dotyczące pracy na emeryturze mają jedno uzasadnienie: jest nim właśnie zniechęcanie do przedwczesnego rozpoczęcia pobierania świadczenia emerytalnego. – Ma to chronić przed ubóstwem w późnej starości, kiedy brakuje sił na pracę, a niska, wskutek zbyt wczesnego rozpoczęcia jej pobierania, emerytura nie wystarcza na codzienne potrzeby – mówi Bitner. Jednak jak zaznacza, takie zmniejszenie elastyczności wypłat emerytalnych, potrzebnych na przykład, gdy emeryt pracuje w sposób nieciągły z długimi przerwami, zmniejsza atrakcyjność płacenia składek na ZUS i obniża jego legitymizację, z którą i tak jest krucho. – Ponadto ograniczenia w zakresie pobierania emerytury obniżają aktywność zawodową emerytów, co przekłada się na niższe PKB i wpływy podatkowe – wskazuje ekonomista. Jak dodaje, zmiany mogłyby się przyczynić do podniesienia efektywnego wieku przejścia na emeryturę, jednak nie znaczy to, że koszty takiego posunięcia nie byłyby wyższe od owych korzyści. – Spadek aktywności zawodowej osób starszych i dalszy spadek skłonności do płacenia ZUS mogłyby przynieść więcej szkody dla finansów publicznych – konkluduje.

Zamiast zakazu pracy można precyzyjnie zdefiniować karę za wcześniejsze przejście na emeryturę oraz nagrodę za jej opóźnienie.

Tak np. zrobiono w Islandii, gdzie wiek emerytalny dla obu płci jest wysoki i wynosi 67 lat. Islandczycy mogą jednak zacząć pobierać świadczenie dwa lata wcześniej. Za każdy rok wcześniejszego przejścia na emeryturę świadczenie jest redukowane o 7 proc. Można również przejść na emeryturę później, nawet w wieku 72 lat. Wówczas za każdy dodatkowy miesiąc pracy emerytura wzrasta o 0,5 proc., co daje 6 proc. rocznie. Przy przejściu na emeryturę w wieku 72 lat świadczenie jest 30 proc. wyższe w porównaniu z przejściem na emeryturę w wieku ustawowym.

Ogromne koszty

Trudno dokładnie oszacować, jakim ciężarem dla finansów publicznych będzie powrót do wcześniejszego, niskiego wieku emerytalnego. Zależą one bowiem od tego, ile osób zdecyduje się pobierać świadczenie od razu po nabyciu uprawnień, a ile będzie chciało dalej pracować. Z ekspertyzy Biura Analiz Sejmowych wynika jednak, że koszt odwrócenia reformy sprzed czterech lat będzie kolosalny. Przez pierwsze dziesięć lat obowiązywania nowego prawa wyniesie 140 mld zł. Po kolejnej dekadzie rośnie już do 381 mld zł łącznie. Po 45 latach utracone korzyści z wyższego wieku mogą sięgnąć 1,4 bln zł. Sam szef Komitetu Stałego Rady Ministrów Henryk Kowalczyk wskazał, że koszt tej zmiany wyniesie około 10 mld zł rocznie.

Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL