Atak terrorystyczny miał miejsce około godziny 15.00 czasu lokalnego. Jego celem był znajdujący się w centrum miasta ekskluzywny hotel DusitD2 i kompleks biurowy w stolicy Kenii, Nairobi.
- Siły bezpieczeństwa ewakuowały z budynków Kenijczyjków i osoby innych narodowości. Sytuacja jest pod kontrolą, a kraj bezpieczny. Terroryzm nigdy nas nie pokona - powiedział Matiang'i.
Media podają informację o co najmniej siedmiu zabitych. Terroryści z al-Szabab ogłosili w internecie, że zabili w nim 47 osób, ale nie podali na to żadnych dowodów.
Okolica została zablokowana przez policję. W budynku hotelu doszło do eksplozji, a ze środka słychać było strzały.
Wcześniej informowano o tym, że nad miejscem zdarzenia unoszą się kłęby dymu, a w pobliżu hotelu znajdują się płonące samochody.
- Najpierw usłyszałam strzały, a później zobaczyłam ludzi, którzy uciekali z podniesionymi rękoma. Część z nich wbiegła do naszej placówki, aby się ukryć - powiedziała jedna z pracownic banku, który znajduje się w kompleksie. - Jesteśmy atakowani - powiedziała agencji Reuters jedna z osób pracujących w hotelu, po czym się rozłączyła.
Świadkowie incydentu mówili wcześniej w rozmowie z agencją Reutera, że w pomieszczeniach w dalszym ciągu znajdują się ich koledzy, którzy starają się ukryć pod biurkami. Jak pisze „The Guardian”, jeden z policjantów miała krzyczeć, że "w łazience jest granat”.
Odpowiedzialność za atak terrorystyczny wzięła na siebie somalijska islamistyczna milicja Al-Szabab. Poinformował o tym jej przedstawiciel.
Hotel DusitD2, który zaatakowano znajduje się na terenie kompleksu biurowo-handlowego 14 Riverside Drive. Mieszczą się w nim również siedziby wschodnioafrykańskich przedstawicielstw wielu międzynarodowych korporacji.