fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Tenis

Wimbledon: Błąd za błędem

Iga Świątek zafundowała zimny prysznic, sobie i nam
PAP
Powiało chłodem: Iga Świątek i Kamil Majchrzak odpadli w pierwszej rundzie.

Podczas turnieju Roland Garros pytaliśmy Igę, czy onieśmiela ją perspektywa spotkania z broniącą tytułu Simoną Halep w pierwszym roku gry na wielkiej scenie. Odpowiedziała, że ten etap, gdy się stresowała, gdy medialna wrzawa przyprawiała ją o drżenie nóg, po ubiegłorocznym juniorskim triumfie w Wimbledonie ma już za sobą i z pomocą mądrego sztabu (z psychologiem włącznie) potrafi opanować nerwy.

Minął niespełna miesiąc od paryskiego turnieju, w którym Świątek awansowała do czwartej rundy, przestała być tłem dla najlepszych, a jej bezkompromisowy tenis, tak różny od tego, co prezentowała Agnieszka Radwańska, skłaniał do optymizmu, bo tak dziś grają najlepsze.

Dlatego na Wimbledon czekaliśmy z nadzieją, tym większą, że losowanie okazało się łaskawe. I dostaliśmy mocny cios. Świątek (64 WTA) w pojedynku z pochodzącą z Chorwacji Szwajcarką Viktoriją Golubic (81) spisała się fatalnie i przegrała 2:6, 6:7 (3-7).

Początek meczu to był koszmar, Polka popełniała błąd za błędem, rywalka nie musiała robić nic, wystarczyło czekać. W drugim secie było już lepiej, Świątek obroniła pięć meczboli (przy stanie 4:5), ale losów meczu nie odwróciła i wyjedzie z Londynu w poczuciu niespełnienia, mówiąc najdelikatniej. 50 niewymuszonych błędów z tego meczu szybko nie zapomni, oby tylko nie straciła na dłużej rozpędu, z którym opuszczała Paryż.

Jakby tego smutku było mało, w pierwszej rundzie odpadł też Kamil Majchrzak, który przegrał z hiszpańskim weteranem Fernando Verdasco 4:6, 4:6, 4:6.

Trwa czarna wielkoszlemowa seria Naomi Osaki. Japonkę (nr 2) pokonała Julia Putincewa z Kazachstanu 7:6 (7-4), 6:2.

Wszyscy zainteresowani wiedzą, że za kulisami tenisa trwa podjazdowa wojna, w której głównodowodzącym jest broniący w Londynie tytułu lider światowego rankingu Novak Djoković. Porażka w Paryżu sprawiła, że nie ma już szans drugi raz w karierze wygrać czterech wielkoszlemowych tytułów z rzędu (w ciągu dwóch lat) i może dlatego z jeszcze większym animuszem prowadzi swą kampanię jako szef Rady Zawodników ATP. W jednej drużynie nie grają z nim ani Rafael Nadal, ani Roger Federer, dlatego Djoković wkłada wiele wysiłku, by przekonać innych do swych racji (chodzi przede wszystkim o to, by organizatorzy turniejów więcej pieniędzy z zysku przeznaczali dla zawodników, a mniej dla siebie, ale nie tylko).

W Londynie – jak pisze francuski dziennik „L'Equipe" – w ostatni piątek od 17.00 do późnej nocy przekonywał członków Rady do swych racji. Rezultat tych rozmów był dla niego upokarzający. Czterech członków (Jamie Murray, Dani Vallverdu, Serhij Stachowski i Robin Haase) złożyło dymisję w ciągu doby po tym spotkaniu.

To już druga prestiżowa porażka Djokovicia w walce o władzę nad tenisem. Wcześniej musiał przełknąć fakt, że popierany przez niego jako nowy boss ATP Tour były tenisista amerykański Justin Gimelstob, oskarżony o pobicie człowieka, zrezygnował. Z ulgą przyjęło to wielu graczy, a Stan Wawrinka wysłał nawet w tej sprawie list do jednej z angielskich gazet.

Coraz częściej pada pytanie, jak ta podjazdowa dyplomacja wpływa na formę Djokovicia (w Paryżu w półfinale przegrał z Dominikiem Thiemem). Z myślą o Wimbledonie Serb zaangażował jako trenera konsultanta Chorwata Gorana Ivanisevicia, bo jak twierdzi, chce wrócić do korzeni. Ivanisević wygrał Wimbledon (2001) i wcześniej trzy razy był w finałach, ale wtedy londyńska trawa miała zupełnie inne korzenie, była o wiele szybsza niż dziś i dlatego znakomicie serwujący Goran czuł się na niej pewnie. Djoković musi szukać trochę innych atutów, bez wątpienia je ma i jeśli nocna polityka zbyt mocno go nie porwała, może obronić tytuł.

Iga Świątek o porażce w I rundzie

Trochę mi smutno. Przez tydzień tu trenowaliśmy, a gdy wyszłam na kort, nie mogłam zrealizować tego, o czym mówiliśmy z trenerem. Kompletnie nie czułam dystansu do piłki. Zagrałam ramą chyba najwięcej razy w życiu. Kort wydawał się zupełnie inny niż ten treningowy. Nie mogłam złapać rytmu, nie potrafiłam ułożyć żadnej akcji. Zrobiłam mnóstwo błędów forhendowych, a to moje podstawowe uderzenia. Czułam się bezradna. Choć ustawiałam się dokładnie do piłek, nic mi nie wychodziło. To był słaby mecz, ale mnie porażki raczej motywują, tę także przyjmuję spokojnie. Po krótkiej przerwie pojedziemy do USA, zagramy prawdopodobnie w Waszyngtonie, Toronto i Cincinnati. Teraz celem jest jak najlepsze przygotowanie do gry na kortach twardych. —k.r.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA