fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sztuka

Wystawa w Paryżu: Sowieci w burżuazyjnym pałacu

Alexander Rodczenko/ Barbara Stepanowa, Młodzi planiści, szkic do pisma „ZSRR w budowie”, 1933, fotomontaż
© ADAGP, Paryż 2019
W Grand Palais Francuzi odkrywają rosyjską awangardę z czasów, gdy żyła ona w zgodzie z bolszewicką rewolucją.

Niedaleko Łuku Triumfalnego, w centrum haussmannowskiego Paryża, w bliskim sąsiedztwie Pałacu Elizejskiego, placu Inwalidów oraz mostu Aleksandra III zagościła ekspozycja poświęcona rosyjskim przedstawicielom awangardy artystycznej.

Jeszcze niedawno trudno było sobie wyobrazić w Grand Palais pokaz o podobnym charakterze. Monumentalny budynek zakwalifikowany do stylu art déco jest pod każdym względem zaprzeczeniem komunalnego budownictwa dla mas, promowanego przez twórców rewolucji bolszewickiej oraz artystów z nimi związanych.

Nic dziwnego, że Le Corbusier, „papież” modernizmu, który zaprojektował gmach Centrosojuzu w stolicy byłego ZSRR, pragnął doprowadzić do wyburzenia Grand Palais. Na szczęście do tego nie doszło i we wnętrzach pompatyczno-burżuazyjnej architektury, ponad sto lat po burzliwych wydarzeniach paź- dziernika 1917 roku pod hasłem „Czerwony. Sztuka i utopia w kraju Sowietów” dziś oglądamy wystawę rosyjskiej sztuki rewolucyjnej.

Śladem Tintina

Tytuł ewidentnie nawiązuje do jednego z najsłynniejszych albumów belgijskiego rysownika Herga z 1930 roku: „Tintin w kraju Sowietów” (1930). Przygody sympatycznego młodzieńca w towarzystwie wiernego psa Milou odzwierciedlały fantastyczne wyobrażenia na temat egzotycznego kraju budzącego na przemian podziw i przerażenie w społeczeństwach zachodnich na początku lat 30. XX wieku.

Wystawa w Grand Palais jest próbą zrekonstruowania i przybliżenia francuskiej publiczności złożonego charakteru wydarzeń natury polityczno-artystycznej w pierwszym na świecie państwie komunistycznym. Jest to jedyna jak do tej pory tak poważna ekspozycja tego typu we Francji.

Jej organizatorzy powołują się na inną słynną wystawę „Paryż-Moskwa”, która odbyła się w Centrum Pompidou dokładnie 40 lat temu. Tamten pokaz w 1979 roku skonstruowany wokół osi „łączącej” dwie stolice koncentrował się głównie na odnalezieniu analogii pomiędzy artystami tworzącymi we Francji i w Rosji, na podkreśleniu „ducha czasu” popychającego twórców w podobnym kierunku pomimo istniejących pomiędzy nimi różnic.

Znamienne dla tamtej taktyki było zestawienie na pierwszej stronie ówczesnego katalogu zdjęć pięcioletniego Sergiusza Eisensteina i sześcioletniego André Malraux. Formalnie niewiele ich różniło, fotografie pokazują dwóch bardzo podobnie ubranych chłopców z kręconymi włosami, noszących mundurki z koronkowymi kołnierzykami i prawie identyczne nakrycia głowy.

W 1979 roku pokaz starannie omijał konfrontację z polityką porewolucyjnej Rosji. Parę lat przed śmiercią radzieckiego przywódcy Leonida Breżniewa najprawdopodobniej inna koncepcja wystawy była niewyobrażalna. Imperium zła zniknęło z powierzchni ziemi 12 lat później.

Wygładzone losy

Wpływ na koncepcję obecnego pokazu ma jedna z najbardziej znanych książek Borisa Groysa „Stalin jako totalne dzieło sztuki”. Wywiad jest jednym z najważniejszych tekstów opublikowanych w katalogu. A jednak wystawa zdaje się mimo wszystko wygładzać tragiczne losy licznych artystów od momentu wprowadzenia w życie w 1934 roku doktryny Andrieja Żdanowa.

Dzięki obecności wielu obrazów Aleksandra Dejneka, jednego z głównych twórców sławiących kult młodości i sportu, charakterystyczny dla reżimów totalitarnych XX wieku, inne, mniej malownicze aspekty systemu unikają uwadze. Jego zbrodniczy charakter zdaje się ukrywać za analizami głównych postulatów estetycznych „nowej„ sztuki rewolucyjnej oraz realizmu socjalistycznego, który został narzucony jako jedyna słuszna forma sztuki w latach 30. ubiegłego wieku.

Uważny widz z całą pewnością zauważy marzenia o wielkości, gdyż starannie podkreślono monumentalne wymiary pomników o charakterze propagandowym. Ale niekoniecznie zrozumie, że samobójstwa Sergiusza Jesienina czy Włodzimierza Majakowskiego nie były dziełem przypadku, nic nie wspominając o wyroku wykonanym na Meyerholdzie czy o wysłaniu do więzienia Kazimierza Malewicza. Nawet jeżeli okres Wielkiego Terroru lat 1937–1938 jest wymieniony w chronologii towarzyszącej wystawie, jego znaczenie zdaje się rozpływać w powodzi innych informacji.

Największą zaletą ekspozycji jest natomiast połączenie wszystkich tendencji artystycznych obecnych w byłym ZSRR w okresie poprzedzającym wybuch drugiej wojny światowej. Zazwyczaj pokazywane są wybiórczo i w rezultacie publiczność nie do końca zdaje sobie sprawę z kakofonii stylistycznej w sztuce towarzyszącej zmianom politycznym w najstarszym komunistycznym kraju świata.

Siła doktryny

Niektórzy twórcy nie potrzebowali narzucenia im realizmu socjalistycznego, aby zacząć malować obrazy w pełni odpowiadające zasadom doktryny Żdanowa. Zaprzecza to powszechnie przyjętej teorii, że rewolucja październikowa pozwoliła zaistnieć przede wszystkim artystom awangardy. W rzeczywistości ich dzieła zostały wykorzystane do celów propagandowych, by wkrótce ustąpić miejsca miernym artystycznie obrazom prezentującym sceny z życia proletariatu.

Artystą, który zdecydowanie pozytywnie odcina się na tle całości, jest Aleksander Rodczenko. Był wśród nielicznych, którzy potrafili wpisać się w wymagania reżimu, tworząc zarazem dzieła wartościowe i ponadczasowe.

Rarytasem wystawy jest pokazanie jego pochodzącego z 1921 roku obrazu „Czerwony”, namalowanego ponad 30 lat przed pierwszymi monochromami Yvesa Kleina oraz poszukiwaniami w dziedzinie koloru Josefa Albersa. Pod tym względem wystawa skutecznie burzy stereotypowe wizje i przekonania.

Wystawa w Grand Palais w Paryżu czynna do 1 lipca 2019 roku.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA