fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sporty motorowe

Formuła 1: Ostatni dzwonek, by dogonić Mercedesa

AFP
W niedzielę Grand Prix Niemiec na torze Hockenheim. Mercedes gotowy na upały, Williams odrobinę poprawiony.

To domowy wyścig Mercedesa, a także jeżdżącego w barwach Ferrari Sebastiana Vettela. Na półmetku sezonu niewiele wskazuje na to, by ktokolwiek mógł skutecznie zagrozić Lewisowi Hamiltonowi w marszu po szósty tytuł w karierze. Mercedes dysponuje najbardziej wszechstronnym samochodem i popisuje się największą skutecznością w stawce, wygrywając nawet wyścigi, w których lepsze tempo miało Ferrari.

Dziewięć zwycięstw w dziesięciu startach mówi samo za siebie – a jedyny wyszarpany Mercedesowi triumf był dziełem Red Bulla. Austriackie upały nie sprzyjały „Srebrnym Strzałom", ale z tamtej porażki wyciągnięto wnioski: na rozgrywany w weekend wyścig ekipa Mercedesa przygotowała poprawiony układ chłodzenia. Do tego doszły modyfikacje aerodynamiki, mające poprawić osiągi hegemona Formuły 1.

Skuteczności i tempa rozwoju mogą Mercedesowi pozazdrościć wszyscy, ale ból kolejnych porażek jest chyba najbardziej dotkliwy w Ferrari. Problem w Maranello jest podwójny: nie tylko ich maszyna ustępuje konkurentowi, ale do tego namaszczony na lidera Sebastian Vettel popełnia błąd za błędem. Lepsze wrażenie robi jego młodszy partner Charles Leclerc, dla którego jest to dopiero drugi sezon startów. Dość powiedzieć, że w czterech ostatnich wyścigach 21-latek z Monako nie schodził z podium, a bilans Vettela z tych startów to miejsca drugie, piąte, czwarte i szesnaste – po kolejnym kuriozalnym błędzie i kolizji z Verstappenem.

W klasyfikacji mistrzostw Leclerc traci już tylko trzy punkty do Vettela, a obaj przegrywają nie tylko z duetem Mercedesa, ale także z Verstappenem. Kierowca Red Bulla, napędzanego wyśmiewanym do niedawna silnikiem Hondy, zgromadził 13 punktów więcej od Vettela. To on jest najgroźniejszym rywalem dla Scuderii, a nie duet Mercedesa – Hamilton ma dokładnie 100 punktów przewagi nad Vettelem, czyli równowartość czterech zwycięstw.

Na drugim końcu stawki na dobre rozgościł się Williams, czyli jedyna ekipa z zerowym dorobkiem punktowym po dziesięciu rundach. Poprzedni wyścig na Silverstone przyniósł George'owi Russellowi i Robertowi Kubicy najlepsze lokaty w tym sezonie, ale 14. i 15. miejsce to żaden powód do zadowolenia. Ważniejsze jest to, że zespół wreszcie zaczyna rozwijać samochód: poprawki przygotowane na Grand Prix Wielkiej Brytanii spełniły oczekiwania, a w Niemczech pojawiły się kolejne: między innymi bardziej rozbudowane sekcje boczne i zmodyfikowana podłoga. Nowe elementy mają zapewnić większy docisk, co przekłada się na lepsze osiągi na torze – chociaż w przypadku Williamsa straty do rywali są tak duże, że trudno mieć nadzieję na znaczący przełom i nawiązanie walki przynajmniej o punkty.

– To właściwie nasz pierwszy pakiet poprawek w tym sezonie – mówił Kubica w czwartek na Hockenheim. – Jeśli spisze się tak jak trzeba, to zbliżymy się do reszty stawki, chociaż wciąż nie będziemy mieli szybkiego samochodu.

Przedostatni wyścig przed wakacyjną przerwą – za tydzień Formuła 1 zawita na Hungaroring – to dla Williamsa szansa, by złapać chociaż trochę wiatru w żagle. Na walkę w tym sezonie jest już za późno, ale uporanie się ze słabym tempem samochodu pomoże w przygotowywaniu przyszłorocznej maszyny. Przepisy w znaczący sposób się nie zmieniają, więc dobre podstawy będą pomocne.

To samo dotyczy ścisłej czołówki: półmetek sezonu to już ostatni dzwonek, by spróbować coś poradzić na dominację Mercedesa. Tyle że główny kandydat do powalczenia ze „Srebrnymi Strzałami", czyli Ferrari, musi raczej oglądać się za siebie i uważać na Red Bulla, a nie marzyć o pokonaniu Hamiltona. Sęk w tym, że w Scuderii nie wiedzą, na kogo postawić: Vettel musi udowodnić, że zasługuje na miano lidera zespołu i to już najwyższy czas, by tego dokonał.

Autor jest komentatorem stacji Eleven Sports

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA